Podobno w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Jeśli zaś tak jest to znaczy, że właśnie tego jedynego dnia w roku mogą wreszcie nawzajem dobrze się zrozumieć. Dzień po Wigilii, w Boże Narodzenie, moje psy pogryzły się krwawo z innym przedstawicielem swego gatunku, który koczuje od dłuższego czasu w pobliżu mojej bramy. Być może przemówiły się poprzedniej nocy! Prawdopodobnie wyobraził on sobie, że to już jego teren i dlatego tak zaciekle, choć nieskutecznie, go bronił. Wydaje mu się zapewne, iż posiadł go przez zasiedzenie, a właściwie… zależenie. Skutki owego błędnego pojmowania prawa własności były dość obfite, ale w końcu upuszczanie krwi uważano przez długie lata za skuteczną metodę leczniczą. Zdarzenie to sprawiło, iż z zupełnie innym smakiem niż zwykle kąsaliśmy mięsne świąteczne potrawy. Zwłaszcza, gdy przypomniałem sobie, jak to niemal dokładnie rok temu, w styczniu, na sochaczewskim sztucznym lodowisku pogryzło się dwóch podpitych osobników i jeden odgryzł drugiemu brew za to, że ów chciał zrobić mu wbrew. O co im poszło, dziś już nie wiadomo, może również o prawo własności do kawałka lodu, przez zależenie … na tafli. Z psami ma również związek wydarzenie z lutego 2006. Otóż spora grupa sochaczewian wybrała się do stolicy, by tam w galerii wieżowca Millenium Plaza oglądać psy namalowane przez niżej podpisanego na wystawie kilkunastoosobowej grupy sochaczewskich plastyków. Niewątpliwą atrakcją galerii były dwa spore rekiny pływające w olbrzymim akwarium tuż obok oszklonej ściany sali wystawowej. Ponadto w łazience, jak pamiętam, były krany bez kurków. Gdy się podstawiło łapy pod rurkę ciurkała woda, gdy się odsunęło – przestawała. Zaś w pisuarze odwrotnie, kiedy się odsunęło, czyli podniosło, no wiecie, automatycznie włączała się spłuczka. Tak więc, poznawcze walory tej wycieczki na wystawę malarstwa były nie do przecenienia. W lutym rozpoczął się też spór miasta ze starostwem o wysokość renty za pola czerwonkowskie. Miasto ubiegało się o nią, choć jak wiemy, renty otrzymują wyłącznie inwalidzi. Jeszcze tego samego miesiąca wojewoda mazowiecki unieważnił pozwolenie na budowę Kauflandu. Zrobił to wtedy, gdy budowa była zakończona a Kaufland stał. I stoi tak do dziś i nawet pies z kulawą nogą tam nie zagląda, bo żarcia w środku nie ma. Natomiast, gdy tylko pierwsze śniegi puściły, rozpoczął się, jak co roku, lament nad nadspodziewanie dobrą przemianą materii wałęsających się po naszych ulicach psów. Dużym zaskoczeniem dla mieszkańców było to, że watahy głodnych zwierząt tak wiele z siebie wydalają. Proponowano więc, aby zróżnicować opłaty, w zależności od gabarytów zwierzęcia. Bo co taki mały ratlerek narobi? Co kot napłakał. Za to bernardyn to przecież jak chłop! (nie mylić z rolnikiem). Po kilkunastu dniach jednak ulice obmyły deszcze i sprawa przyschła G…też. Zajęliśmy się natomiast poprawianiem herbu miasta, co doprowadziło do tego, iż rycerz, który dotychczas stał en face, będzie teraz prezentował profil, bo widać dosyć ma już świecenia za nas oczami. W marcu wybraliśmy też kolejnego, ósmego już Sochaczewianina Roku, którym został facet z Lubska pod Zielona Górą, bo pogrywał sobie z nami w … ping-ponga. Zaś na początku maja wybrano nam nowego komendanta policji, on zaś zaproponował akcję „Zamów sobie policjanta”, co spodobało się zwłaszcza paniom. Również w maju, najpierw był napad na sochaczewski bank a później na sąd, w którym włamywacze spalili akta spraw. Sędziowie odetchnęli, bo tyle mieli już na wokandzie, że nie było godziny na oddech. Pod sam koniec maja Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska kazał zamknąć sortownię śmieci przy ul.Okrężnej, więc od tej pory śmieci sortowane są pod zamknięciem. Początek czerwca to nagła zmiana na stanowisku – dyrektora szpitala. Odszedł Michał przyszedł Wiktor. Długi pozostały. Na Dni Sochaczewa Doda – Elektroda przyjechała z całym Majdanem, z którym tuż przed koncertem zamknęła się na dłużej w łazience pod muszlą. Koncertową oczywiście. Nasi kibice byli zawiedzeni, bo też chcieliby zobaczyć trening słynnego bramkarza. W lipcu wszystkie sochaczewskie stare konie emocjonowały się zapowiadanym przekształceniem gospodarstwa szkoły rolniczej na hotel dla koni. Zastanawiano się, czy stary koń będzie się tam mógł zameldować z młodą klaczką. Poznaliśmy wyniki tegorocznych nowych matur i okazało się, że co piąty uczeń nie zdał. Na ratunek pospieszył minister Giertych, a ci co zdali, zdali sobie sprawę, że niepotrzebnie się uczyli. Natomiast pod powierzchnią placu Kościuszki archeolodzy odkryli resztki XVIII – wiecznej rzeźni, znaleziono nawet zabytkowe zwierzęce kości. Był więc pomysł, aby ustalić, od jakiego zwierzęcia pochodzą i wystawić mu na fontannie postument. Gdyby to była świnia, sikałaby z ryja. Na początku września przywieziono do naszej szkoły muzycznej Yamahę C5. Uczniowie ucieszyli się bardzo, bo poszła wieść, że to cudo samo gra. Niestety zawiedliśmy się na Japończykach. Natomiast kolejarze chcieli sprzedać sochaczewski dworzec, i słusznie po co ma stać pusty, przecież mógłby tam powstać jakiś sklep . Ciuch, ciuch, ciuch… Pod koniec miesiąca natomiast Biedronka połknęła Stokrotkę. Na zdrowie! W październiku na polach czerwonkowskich wykopano dwa potężne pociski artyleryjskie z okresu II wojny światowej. Przez lata uprawiali je uczniowie szkoły rolniczej, nawozili, orali, bronowali, aż wreszcie wykiełkowały. Odbyła się też konferencja naukowa na temat, co zrobić z sochaczewską ruiną zamku. Jedna pani profesor przekonywała, że są dziś już możliwości nadania każdej ruinie większej atrakcyjności. Być może, ale do czasu, pani profesor. W listopadzie odbyły się samorządowe wybory, w których na ogół zwyciężyli ci kandydaci, którzy nic nie obiecywali. Ludzie widocznie uznali, że będzie im łatwiej dotrzymać wyborczego słowa. Strajkowali też listonosze, dlatego, że ciężko im było nosić emerytury i renty, to przecież taka ciężka forsa. Na początku grudnia emocjonowaliśmy się przed telewizorami biało-czerwoną flagą z napisem „SOCHACZEW” powiewającą na trybunach mistrzostw świata siatkarzy w Japonii. Jak to człowiekowi niewiele do szczęścia potrzeba! Potem były wybory Miss Sochaczewa, w których zwyciężyła najładniejsza. Niby normalnie, ale jakoś dziwnie. Na koniec roku sukces odniosła nasza policja, odzyskując skradzioną wcześniej metalową płytę „Solidarności”, płyta była jednak zgięta na pół i nie nadawała się do ponownej prezentacji. Była to więc połowa sukcesu, czyli „suk”. Rodzaj męski od suki. Na koniec więc wracamy znów do psów, wobec tego życzę Państwu w Nowym Roku, abyście nie gryźli się wzajemnie i na siebie nie szczekali. Raczej uśmiechali się jak najczęściej, bo uśmiech to zdrowie… niewymienialne na żadną walutę. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze