Reklama

Potyczki z Personelem

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
29/11/2011 09:36

Niskie zarobki, praca ponad siły, zakaz korzystania ze zwolnień lekarskich to rzeczywistość osób zatrudnionych przez niektóre agencje zatrudnienia. Związani z nimi pracownicy mają nikłą szansę na obronę swoich praw. Historia, którą opowiemy powinna stać się przestrogą dla tych którzy myślą o podjęciu pracy za pośrednictwem agencji.

Najgorzej nie pracować
- Przez długi czas pracowałam w Warszawie. Zajmowałam się ochroną jednego z centrów handlowych. Praca nie była łatwa, ale bardzo mi odpowiadała. Kłopoty zaczęły się, gdy mój pracodawca przegrał przetarg na ochronę obiektu. Okazało się, że część osób musi zostać zwolniona. Bycie bez pracy jest najgorsze. Bardzo szybko można wpaść w kłopoty finansowe. Od razu zaczęłam szukać sobie nowego zajęcia - opowiada Marzena Kosiorek. - Znajomy podpowiedział mi, że jedna z agencji szuka pracowników do magazynów w Teresinie. Od razu tam zadzwoniłam. Okazało się, że była to filia firmy „Personel” z Gliwic. Pojechałam do Błonia, gdzie mieścił się oddział. Usłyszałam, że mają mnóstwo pracy. Wręcz się z nią nie wyrabiają. Pani poinformowała mnie, że do ręki zarobię między 2 - 2,5 tys. zł. Tyle mieli średnio zarabiać pracownicy „Personelu” w magazynach. Pomyślałam, że może trochę koloryzuje. Założyłam, że pewnie wypłata wyniesie trochę mniej niż 2 tys. Pomimo to zdecydowałam się spróbować. Z pensji wydawałabym maksimum trzysta złotych na dojazdy. Pozostałe pieniądze plus pensja męża wystarczyłyby nam na życie.

Ukraińcy nie rozumieją
Na początek pani Marzena odbyła szkolenie z obsługi wózka widłowego i bhp. Wtedy pojawiły się pierwsze wątpliwości.
- Koszty szkolenia na wózki miały być potrącane z dwóch kolejnych wypłat. Uznałam że to uczciwe i zgodziłam się na odliczenia. Pan, który prowadził kurs niezbyt się przykładał. W zasadzie uprawnienia zdobywał każdy, kto przejechał kółko po hali - mówi Marzena Kosiorek - Zauważyłam też, że „Personel” zatrudnia mnóstwo Ukraińców. Przychodzili na szkolenie i cały czas powtarzali, że nic nie rozumieją.
Po szkoleniu rozpoczęła się praca w magazynach Tesco w Teresinie.
- Wiem, że „Ziemia Sochaczewska” zajmowała się kwestią łamania praw pracowników w Tesco. Jest też druga strona medalu. Ci, którzy mają podpisaną umowę o pracę z Tesco otrzymują przynajmniej godziwe zarobki. Ludzie z agencji stanowią coś w rodzaju podkategorii - powiedziała Marzena Kosiorek. - Byłam przerażona tym, co dzieje się w magazynach. Pracownicy agencji biegają po hali za kartonami. Prawie je sobie wyrywają, by móc wyrobić normę. Jeżeli ktoś nie widział tego na własne oczy, nie będzie w stanie sobie wyobrazić, co tam się dzieje. Niewiarygodne, jak jedna osoba potrafi odezwać się do drugiej.

Norma, zmiany i kierownik „widmo”
Wyrobienie transportowej normy to być albo nie być. Po przekroczeniu normy pracownicy wynagradzani są wyższą stawką godzinową. Aby jej nie płacić, agencja stosuje prosty zabieg.
- Jeżeli komuś zbyt dobrze idzie „Personel” odwołuje jego zmiany albo przenosi go na takie, na których wiadomo, że nie będzie towaru - wyjaśnia Marzena Kosiorek. - O tym, czy ktoś otrzyma wyższą stawkę, decyduje średnia z całego miesiąca. Łatwo ją obniżyć kierując osobę na „martwe” zmiany.
Sprawa zmian jest kolejnym problemem pracowników „Personelu”. Wielokrotnie zdarzało się, że nie byli informowani o przesunięciach w grafiku.
- Często było tak, że jechaliśmy do pracy, a tam pytano nas, czemu nie pojawiliśmy się wczoraj. Nie pojawiliśmy się bo, według naszych informacji, mieliśmy dzień wolny. Nikt do nas nie zadzwonił. Innym razem przyjeżdżaliśmy do Teresina i okazywało się, że nie ma dla nas pracy. Kierownik „Personelu” był najczęściej nieuchwytny. Problemem było nawet przekazanie mu numeru konta do wypłaty. Albo je gubił, albo go nie było. Jeżeli nie potrafił dopilnować tak błahej sprawy, jak miał kierować naszą pracą? - pyta Marzena Kosiorek.

Olga czeka na 600 dolarów
Naszej rozmówczyni bardzo żal jest zatrudnionych za pośrednictwem „Personelu” Ukraińców. Twierdzi, że są przez firmę wprowadzani w błąd.
- „Personel” bez przerwy zwozi do pracy ludzi z Ukrainy. Obiecuje im pracę i zakwaterowanie. Mówi, że, po odliczeniu wszelkich kosztów, będą zarabiać 600 dolarów. Nie wiem, po co oni to robią. Przecież pracy nie wystarcza dla osób będących na miejscu. Później okazuje się, że Ukraińcy zarabiają tyle co my. Najczęściej ich zarobki mieszczą się między 700 a 1000 zł - mówi Marzena Kosiorek. - Wszyscy wiemy, jakie są koszty życia w Polsce. Ci ludzie liczyli na to, że będą mogli wysłać pieniądze rodzinie. Nic z tego. Pamiętam, jak jedna z Ukrainek, Olga, pytała mnie z łzami w oczach: „Marzena, gdzie jest moje 600 dolarów? Czy ty widzisz co tu się dzieje?”.

Zadecydowały trzy godziny
- Wytrzymałam 2,5 miesiąca. Liczyłam, że coś się zmieni albo znajdę inną pracę. W końcu nie wytrzymałam. „Personel” nie toleruje zwolnień lekarskich. Twierdzą, że podpisałam oświadczenie, że się ich zrzekam. Nic takiego nie zrobiłam. Chodziło o to, że musiałam wykorzystać dwa przysługujące mi dni wolne z powodu choroby dzieci. Potem przyszłam do pracy - opowiada Marzena Kosiorek. - Na jednej ze zmian nie było już właściwie nic do zrobienia. Miałam okazję wrócić z mężem samochodem do domu. Oczywiście nie było naszego kierownika z „Personelu”. Poszłam więc do kierownika Tesco i zapytałam, czy mogę wyjść trzy godziny wcześniej. Usłyszałam, że faktycznie nie jestem już potrzebna i mogę wyjść wcześniej. Powiedziałam też, że oczywiście nie chcę pieniędzy za te godziny.
Fakt wcześniejszego zwolnienia został potraktowany przez kadry „Personelu” jednoznacznie. Nasza rozmówczyni usłyszała, że przekroczyła limit dwóch dni wolnych i jej stawka godzinowa zostanie karnie obniżona. Za przepracowane 17 dni otrzymała, zamiast tysiąca złotych, około 700.
- Pytałam, czy mogę odrobić te nieszczęsne trzy godziny. Oczywiście nie było takiej możliwości. Nikt nie chciał słyszeć, że przełożony wyraził zgodę na wcześniejsze wyjście - mówi.

Śmieciowa umowa
Marzena Kosiorek twierdzi, że padła ofiarą pokrętnych rozliczeń prowadzonych przez „Personel”. Jej zdaniem, firma ustawia się na takiej pozycji, że może dowolnie dysponować czasem i pieniędzmi pracowników. Szuka każdej okazji, żeby ludzie zarobili jak najmniej.
- Panujące tam zasady są takie, że „Personel” może z nami robić, co chce. My nie mamy żadnych praw. Chciałabym przestrzec inne osoby przed praktykami stosowanymi przez agencje pracy. Obiecują złote góry. Potem traktują nas jak swoją własność. Chcę walczyć o swoje prawa. Choć tak naprawdę nie wierzę, że odzyskam swoje pieniądze - twierdzi. - Na ten moment nie mogę nawet doprosić się od „Personelu” zaświadczenia o uprawnieniach na wózki widłowe. Pomimo, że rozliczyłam się za nie z firmą.
Sprawę przedstawiliśmy sochaczewskiemu adwokatowi Jarosławowi Majorkowi. Nie ma on dla naszej rozmówczyni dobrych wiadomości.
- To typowa śmieciowa umowa podpisywana według wzoru narzuconego przez agencję pracy. Nie ma uchybień czy rażących niedociągnięć - powiedział nam. - Tak jak myślałem, pani Kosiorek nie przysługuje ubezpieczenie chorobowe, a co za tym idzie zwolnienie.
Jak przekazał nam Jarosław Majorek, zapisy umowy nie mogą być podważone ani w sądzie pracy, ani w sądzie cywilnym. Również Państwowa Inspekcja Pracy nie stwierdzi w niej
nieprawidłowości.

Oszukana pierwszy raz
Marzena Kosiorek twierdzi, że pracowała już w wielu miejscach. Żaden pracodawca nie potraktował jej tak jak „Personel”.
- Długo pracowałam za granicą. Zajmowałam się tam różnymi rzeczami, np. przez trzy lata opiekowałam się starszą panią. Nie była to lekka praca. Najważniejsze jednak, że byłam uczciwie i terminowo wynagradzana. Nikt nigdy mnie nie oszukał. Nie spodziewałam się, że może mnie spotkać coś takiego - mówi.
- Agencja może tak skonstruować umowę, by była maksymalnie niekorzystna dla pracownika. Nie każdy jest prawnikiem. Ludzie podpisują dokumenty nie do końca rozumiejąc ich treść. Na tym żerują nieuczciwe firmy - dodaje Jarosław Majorek.
Skontaktowaliśmy się z firmą „Personel”. Usłyszeliśmy, że nasze pytania trafią do osoby, która udzieli nam wyjaśnień. Od ponad tygodnia czekamy na odpowiedź.
Agnieszka Poryszewska


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    kolega1 2011-12-26 20:35:22

    Znam tą panią Marzene Kosiorek. Wrescie i ją ktos oszukał .Gdy pracowała w ochronie pożyczyła od kilu osób sporo pieniędzy i więcej w pracy się nie pokazała. Za porzucenie pracy została zwolniona dyscyplinarnie, jeszcze przed przegraniem przetargu.Pani Kosiorek w tym artykule dużo powiedziała o sobie nieprawdy. Praca w ochronie jej odpowiadała ponieważ jeden z kierowników zmiany imprezował z tą panią i była faworyzowana. Niech poczuje na własnej skórze jak to jest być oszukaną. Jak się wymaga od kogos uczciwosci samemu trzeba być uczciwym, co niemożna powiedzieć o pani MARZENIE KOSIOREK.                                                                        Pozostalej zalodze magazynów współczuje.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Daniels 2011-12-08 19:18:46

    OSZUŚCI ZŁODZIEJE BANDYCI - PERSONEL INTERNATIONAL

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Daniels 2011-12-08 19:14:22

    ZŁODZIEJE I OSZUŚCI . CHCIAŁBYM ŻEBY TEN ARTYKUŁ POSZEDŁ W ŚWIAT A NIE ZOSTAŁ TYLKO W SOCHACZEWIE . WIEM, BYŁEM, PRACOWAŁEM, ZOSTAŁEM OSZUKANY JAK WIELE INNYCH OSÓB

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama