Reklama

Praca na rzecz samorządu była zaszczytem

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
29/08/2014 12:48

W czerwcu obchodziliśmy ćwierćwiecze wolnej Polski, w maju przyszłego roku minie 25 lat samorządu miejskiego.  Jak wyglądały przygotowania do tego wydarzenia w Sochaczewie i czym musiał zajmować się wtedy samorząd, z Pawłem Gralakiem, pierwszym przewodniczącym Rady Miejskiej Sochaczewa rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska.

 

Jak wyglądała w Sochaczewie sytuacja przed 4 czerwca 1989 r. Czy Solidarność wpływała jakoś na mieszkańców, aby ich zachęcić do głosowania na opozycyjnych kandydatów?

W 89 roku obok miejskich struktur NSZZ Solidarność zawiązał się Komitet Obywatelski Solidarność . W jego skład weszły takie postacie jak Maria Gołkowska, Juliusz Hugo-Bader, Wojciech Repsz, Andrzej Seniuk, Hanna Królowa, Andrzej Adamczyk, Ola Szymaniak i wielu innych.

Reklama

Jaką rolę odegrał Komitet Obywatelski?

Przede wszystkim jego członkowie kolportowali materiały wyborcze na rzecz kandydatów Solidarności, agitowali na spotkaniach. Wszyscy wiemy, jaki przyniosło to efekt. Solidarność wzięła wszystkie mandaty przewidziane dla opozycji.

Dosyć szybko rząd Tadeusza Mazowieckiego doszedł do wniosku, że zmiany we władzach centralnych nie wystarczą i trzeba stworzyć nowe samorządy.

Ustawa o samorządzie terytorialnym powstała na początku 1990 r., a na ostatnią niedzielę maja wyznaczono termin wyborów samorządowych. To był wielki przełom, zupełnie inne podejście do kierowania sprawami na najniższym szczeblu. Wcześniej rady narodowe były organami państwa zarządzanymi odgórnie. Pamiętam takie zdarzenie z lat 80., kiedy rada Sochaczewa sprzeciwiła się przyjęciu budżetu dla miasta przygotowanego na górze. Wywiązała się wielka afera, bo to była rzecz nie do pomyślenia.

Reklama

A wracając do wyborów samorządowych, jak do nich przygotowywał się Komitet Obywatelski?

Bodajże na początku kwietnia zorganizowaliśmy w domu kultury spotkanie dla wszystkich, którzy chcieliby startować w wyborach, albo działać na rzecz samorządu. Przyszło 70 czy 80 osób. Wtedy też odbyły się swego rodzaju prawybory w Komitecie Obywatelskim. Wiadomo było, że miasto podzielono na 21 jednomandatowych okręgów wyborczych, a więc w każdym z nich trzeba było wystawić kandydatów Solidarności i tak się też stało.

Reklama

Po czym okazało się, że w komplecie znaleźliście się w Radzie Miejskiej I kadencji. Pamięta Pan, kiedy odbyła się pierwsza sesja?

Pamiętam, że ok. 15 czerwca otrzymaliśmy nominacje na radnych, a pierwszą sesję zapowiedziano na początek lipca. Porządek obrad zawierał dwa punkty: przedstawienie stanu miasta i ukonstytuowanie się rady.

I pan został przewodniczącym. Czy wyboru dokonano w drodze głosowania, czy w inny sposób?

Odbyło się głosowanie.

A pamięta pan, iloma głosami Pan zwyciężył i czy byli jacyś kontrkandydaci?

Reklama

Dokładnych wyników nie pamiętam. Wiem natomiast, że wybrano też dwoje wiceprzewodniczących: Marka Gołkowskiego i Agnieszkę Tomaszewską.

A jak wyglądał raport o stanie miasta?

To było coś, co uświadomiło nam, z czym będą musiały zmierzyć się nowe władze. Okazało się bowiem, że budżet dla Sochaczewa na 1990 rok został wykonany w kwietniu. Kasa miejska była pusta. Miasto dryfowało. Problem polegał na tym, że o ile ustawa o samorządzie już obowiązywała, o tyle przepisy o finansach publicznych miały wejść w życie 1 stycznia 1991 r. Do tego czasu musieliśmy działać na poprzednich zasadach.

Reklama

To jak Sochaczew funkcjonował przez te kilka miesięcy?

Jeśli do budżetu spływały jakieś pieniądze, były regulowane najważniejsze zobowiązania, ale o poważniejszych przedsięwzięciach czy inwestycjach nie było mowy. Pamiętam, że większy zastrzyk finansowy pojawił się w październiku. To nam pozwoliło jakoś zakończyć rok finansowy.

To musiało być niezwykle trudne. Bo z jednej strony euforia, smak wielkiego zwycięstwa, a z drugiej finansowy i organizacyjny dramat.

Rzeczywiście tak było, ale postanowiliśmy ten czas wykorzystać na przygotowanie dokumentów niezbędnych do funkcjonowania miasta. Przypomnę, że mieliśmy jedynie ustawę o samorządzie. Resztę musieliśmy zrobić sami. Powstał więc statut miasta, regulaminy pracy urzędu i podległych instytucji. Była jeszcze jedna istotna sprawa. Wspominana ustawa dawała miastu możliwość uwłaszczenia się na majątku, jakim dysponował. Były to np. Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej czy przedszkola. Żeby to jednak zrobić, trzeba było wykonać kolosalną pracę, m.in. udokumentować tytuł prawny miasta do tego majątku. Pamiętam, że zajmował się tym Jan Wasilewski i mimo wielkiego zaangażowania i ogromu pracy, zajęło mu to dużo czasu.

Reklama

Ale zanim rozpoczęły się prace legislacyjne, rada wybrała władze wykonawcze burmistrza i jego zastępców.

Odbyło się to na drugiej z kolei sesji. W tym miejscu należy przypomnieć, że nie było wtedy bezpośrednich wyborów wójtów i burmistrzów, a poza tym władza wykonawcza była nieco inaczej skonstruowana. Burmistrz, jego dwóch zastępców, czterech członków rady tworzyło siedmioosobowy zarząd, a wraz ze skarbnikiem i sekretarzem stanowili faktyczny organ wykonawczy samorządu miejskiego. Kompetencje rady były więc niewspółmiernie większe w stosunku do obecnego stanu.

Reklama

Na pewno pamięta Pan ten pierwszy skład.

Burmistrzem został Grzegorz Rosiak, jego zastępcami Mieczysław Kuciński i Lucyna Michejda, a członkami zarządu: Krzysztof Wasiak, Józef Kopala, Jan Wasilewski i Janusz Chodakowski. Również w tym czasie obsadzono zupełnie nowe stanowiska skarbnika i sekretarza miasta. Pierwsze objęła pani Jolanta Brzóska, drugie Andrzej Wierzbicki. Obie te osoby pełnią swoje funkcje do dziś.

Nie przetrwał natomiast zarząd miasta i prezydium rady. Po kilku miesiącach nastąpiła zmiana na stanowisku burmistrza. Grzegorza Rosiaka zastąpił wiceburmistrz Mieczysław Kuciński. Pamięta Pan dlaczego?

Reklama

Grzegorz Rosiak niewiele wcześniej skończył studia. A doświadczenie zawodowe było bardzo potrzebne na tym stanowisku i rada dostrzegła te mankamenty. W ślad za ową zmianą poszła nominacja na zastępcę burmistrza Piotra Ostromęckiego, a po dwóch latach stanowisko Lucyny Michejdy zajął Tomasz Ciesielski. Z zarządu miasta odszedł z kolei Janusz Chodakowski, a zastąpił go Jan Gubański. Po roku  pracy opuścił nas także wiceprzewodniczący rady Marek Gołkowski, który wyjechał na placówkę dyplomatyczną. Do prezydium rady wybrano wtedy Jacka Zawadzkiego.

Pamięta Pan, ile wynosiła wtedy dieta radnego?

Reklama

Za sesję rady jej członkowie dostawali po 17 zł, posiedzenie komisji wyceniono na 15 zł. Ja jako przewodniczący rady dostawałem ryczałt w wysokości 200 zł, a członkowie zarządu po 150 zł. Sądzę, że obecnie czynnik finansowy ma dużo większe znaczenie. Kiedyś nierzadko radni rezygnowali z należnych im pieniędzy i pełnili swoje funkcje społecznie.

A sesje rady trwały czasami po kilkanaście godzin. Dla obserwatorów czy dziennikarzy to były ciężkie godziny.

A ja uważam, że tak powinno być. Wtedy wszyscy uczyliśmy się samorządności, godzinami rozprawialiśmy o najlepszych rozwiązaniach. Każdy mógł się wypowiedzieć w interesującej go kwestii, dlatego trochę się dziwię, że dzisiaj sesje odbywają się w tak ekspresowym tempie.

Reklama

Gdyby miał Pan podsumować tę pierwszą kadencję samorządu, to co uważa Pan za największy sukces.

Nie wiem, czy można to nazwać sukcesem, ale na pewno jednym z najważniejszych działań było uporządkowanie kwestii wody. Okazało się bowiem, że w Sochaczewie kończą się jej zapasy.

Jak to możliwe?

Dzisiaj jest to może nie do pojęcia, ale 25 lat temu nie wydawano ludziom pozwoleń na podłączenie się do wodociągu, bo skończyły się możliwości poboru wody. Były dwa ujęcia - jedno w Boryszewie, drugie za mostem i to wszystko. Na początku 1991 r., kiedy wiadomo było, że Chemitex wygasza swoją produkcję, miasto dostało szansę na przejęcie wody pitnej z ujęć brochowskich. Wymagało to zmodernizowania stacji uzdatniania wody w Chodakowie i budowy magistrali Chemitex Centrum. Było to pierwsze duże zadanie realizowane ze środków własnych.

Jakie jeszcze decyzje rady utkwiły Panu w pamięci?

Jedną z pierwszych decyzji rady było powołanie gazety samorządowej. Jak widać Ziemia Sochaczewska, mimo różnych zawirowań, przetrwała do dziś. Podjęliśmy również uchwałę o powołaniu Dni Sochaczewa i funduszu stypendialnym dla najzdolniejszych uczniów. Nawiązaliśmy kontakty partnerskie z Gródkiem Podolskim i bardzo mnie cieszy, że przetrwały one ponad dwie dekady. Były również ważne kwestie majątkowe. O ile dobrze pamiętam, w 1992 r. przejęliśmy szkoły, co było wtedy nowatorskim posunięciem. W obliczu likwidacji Chemitexu miasto wzięło też na siebie przejęcie zakładowego osiedla mieszkaniowego, klubu sportowego, domu kultury w Chodakowie. Drugi potężny zakład Boryszew-Erg chciał się prywatyzować, ale tylko na majątku produkcyjnym. W związku z tym miasto stało się właścicielem kolejnego domu kultury i ośrodka wypoczynkowego w Koszelówce.

A inwestycje?

Zastaliśmy  rozpoczęte dwie budowy hali sportowej na Orkanie i Szkoły Podstawowej nr 6 przy ul. Staszica (obecnie Gimnazjum nr 2). Podczas naszej kadencji zostały zakończone. Kiedy zaczęliśmy funkcjonować na normalnych zasadach finansowych, powstał budynek socjalny na osiedlu Korczaka, sala gimnastyczna przy Szkole Podstawowej nr 3. Mocno zabiegaliśmy również o budowę szpitala. Byliśmy w tej sprawie nawet w sejmie. Obiecano nam wtedy, że fundusze na ten cel zostaną zwiększone w 1994 r. Skanalizowaliśmy więc przyszły szpital i jego otoczenie, odprowadzając ścieki rurociągiem do oczyszczalni w Trojanowie, budując przy okazji piesze przejście nad Bzurą (tzw. kładkę). Było to zadanie warunkujące oddanie nowego szpitala.

Mam wrażenie, jakby historia zatoczyła koło, bo po 25 latach samorząd zajmuje się podobnymi sprawami. Trwa właśnie wielka inwestycja kanalizacyjna, budowa sali gimnastycznej, zanosi się na remont obiektów na Orkanie i nawet kładka przy ul. Staszica przeszła ostatnio remont.

Ja bardzo doceniam to, co robiły samorządy kolejnych kadencji. Nawet jeśli można coś było zrobić lepiej albo inaczej, nie zmienia to faktu, że Sochaczew zmienia się z roku na rok i to zdecydowanie na lepsze.

Mieszkańcom nie wystarczyło to, co zrobiliście . W kolejnych wyborach obywatele całego kraju pokazali Solidarności czerwoną kartkę.

Taka sytuacja była do przewidzenia. Ludzie oczekiwali, że jak przyjdzie nowa władza, to znikną ich wszystkie problemy, tymczasem kłopotów przybywało. Na skutek likwidacji bądź prywatyzacji zakładów pojawiło się wielkie bezrobocie, przyszła inflacja, a do tego na obywateli spadł obowiązek podejmowania decyzji w sprawach, które dotychczas załatwiało za nich państwo. To ich zniechęciło, a za całą sytuację winą obarczyli nowy rząd i samorządy w terenie.

Czy w związku z tym żałuje Pan, że podjął się przewodzenia pierwszej kadencji Rady Miejskiej?

Pamiętam to jako wspaniałe doświadczenie życiowe. Praca na rzecz naszej społeczności to był zaszczyt, szczególnie dla mnie, osoby, której przodkowie byli sochaczewianami co najmniej od dwóch stuleci.

Po więcej ciekawych newsów zapraszamy na ziemia-sochaczewska.pl

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    metasekwoja 2015-01-16 19:16:57

    Jeśli dobrze pamietam, to była wtedy praca społeczna.Za darmo pracją tylko prawdziwi społecznicy. Teraz jest to spora kasa i kto żyw próbuje.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jerzyk2205 2014-09-02 21:59:06

    Jako kontynuator działań ekipy, którą wspomniał Paweł Gralak, rozumiem doskonale jaką satysfakcję daje i jakim zaszczytem jest praca na rzecz społeczności lokalnej. Uważam, że tacy ludzie jak Paweł powinni nadal wspierać samorząd swoim bogatym doświadczeniem. Sochaczew ich potrzebuje.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości