Reklama

Pracuję od 16 roku życia

Tygodnik Echo Powiatu
17/01/2013 14:43

Rozmowa z Ryszardem Zientarą przewodniczącym Rady Gminy w Iłowie


Pan Ryszard jest człowiekiem zapracowanym. Mimo wszystko udaje mu się wykroić chwilę dla mnie. W piękny, akurat wyjątkowo słoneczny dzień, spotykamy się w budynku Urzędu Gminy w Iłowie. W budynku, który dodajmy, niedawno został wyremontowany.

 

Panie Ryszardzie, proszę nam powiedzieć jak doszło do tego, że został Pan przewodniczącym Rady Gminy w Iłowie? Gdzie Pan się uczył? Gdzie pracował?

- Moja droga do tego miejsca, jak się za chwilę okaże, nie była wprawdzie zbyt długa, ale było na niej kilka ciekawych miejsc. Urodziłem się w 1947 roku w miejscowości Uderz, leżącej na terenie naszej gminy. Dziś w tej miejscowości prawie bez wyjątku mieszkają działkowicze. Jak wszyscy, skończyłem szkołę podstawową, a potem poszedłem do technikum mechanicznego w Ursusie. Po ukończeniu technikum zacząłem pracować w Energomontażu Północ, a potem upomniało się o mnie wojsko. Trafiłem do szkoły lotniczej w Zamościu i zostałem mechanikiem samolotów tłokowych. Przeszkolono mnie na Jaki i Antonowy, a następnie przeniesiono do jednostki MSW na lotnisko Bemowo w Warszawie. Tam czekało na mnie wiele zadań specjalnych, ale już po trzech miesiącach zostałem skierowany z pilotem do patrolowania lasów w kieleckim. Mieszkaliśmy w OSP, na miejscu, w Kielcach. Po wojsku wróciłem w swoje okolice i zacząłem pracować w Państwowym Ośrodku Maszynowym w Teresinie, filia w Iłowie, jako mechanik - brygadzista odpowiedzialny za stan techniczny maszyn i urządzeń rolniczych. W 1971 roku ożeniłem się z Marianną Wiesławą Białkowską ze Stegny, więc oprócz pracy w POM, pomagałem teściom w ich niewielkim, około hektarowym gospodarstwie. Czasami trzeba było też pomóc rodzicom w ich gospodarstwie. W 1974 roku urodził się nasz syn Andrzej, który skończył potem podstawówkę w Iłowie, technikum w Sochaczewie, i wreszcie studia w Warszawie. W POM-ie doszedłem do stanowiska zastępcy prezesa, a potem dostałem propozycję objęcia stanowiska zastępcy dyrektora Transmleczu, który obejmował swoim zasięgiem mleczarnie w Giżycach, Sannikach i Wyszogrodzie. Po śmierci dyrektora awansowałem. W Transmleczu było wtedy około 45 jednostek transportowych, warsztat, biuro i około 75 osób załogi. Woziliśmy mleko, a potem jego przetwory, głównie do Warszawy. W tym przedsiębiorstwie pracowałem do 1989 roku. Potem nastąpił okres przemian ustrojowych i Transmlecz, jak wiele firm wtedy po prostu się rozsypał. Z czegoś trzeba było żyć, zacząłem więc z bratem handlować cytrusami na targowicy w Gdyni. Jeździliśmy do Hamburga, gdzie nieraz wprost ze statków kupowaliśmy owoce, które potem sprzedawaliśmy w Gdyni. Szło to całkiem nieźle i kręciło się przez około 3 lata, ale było bardzo męczące. Mieszkaliśmy właściwie na gdyńskiej targowicy. Spróbowaliśmy więc podobnego handlu na naszym terenie. To już jednak nie było to samo, więc po niedługim czasie założyliśmy w Stegnie firmę transportową „Jantar”. W 2005 roku podzieliliśmy się z bratem majątkiem i od tej pory zacząłem działać z synem. Teraz firmą zajmuje się syn i synowa. Ja od 2008 roku jestem emerytem, a wcześniej przez pewien czas byłem na rencie, bo chorowałem na czerwienicę - to jest jedną z odmian białaczki. W międzyczasie jeszcze, przedtem o tym nie wspomniałem, przeprowadziłem się na początku lat 90-tych do Giżyc i tam mieszkam do tej pory.

Reklama

 

Droga rzeczywiście w kilometrach niedługa, ale obfitująca w ciekawe przystanki. Teraz niech Pan nam zdradzi tajemnicę, jak został Pan radnym?

- To wcale nie tajemnica (śmiech). W 2006 roku zaproponowano mi start na radnego. Udało mi się wygrać wybory i od tego roku zaczęła się moja praca w Radzie Gminy. Od początku poprzedniej kadencji zostałem już tej rady przewodniczącym. To bardzo trudna i mobilizująca praca. Naprawdę ciężko jest wszystkich zadowolić. Na szczęście, wewnątrz naszej Rady jest doskonała współpraca. No może w tej chwili jest nieco gorzej, alei tak jestem zadowolony, Mam wnuczkę w 5-tej klasie szkoły podstawowej i wnuka w Przedszkolu Samorządowym, których codziennie dowożę do szkoły i przedszkola. Każdego dnia zaglądam więc do Urzędu Gminy i jak to się mówi, trzymam rękę na pulsie. Po południu trochę pracy na działce i jakoś to wszystko działa. Myślę, że nawet dość dobrze.

Reklama

 

Panie Ryszardzie! Co udało się załatwić i zrobić w trakcie pańskiej pracy w Radzie Gminy?

- Robiliśmy i robimy to, co chyba robią we wszystkich gminach. Udało nam się zbudować w Iłowie halę sportową i kompleks Moje Boisko Orlik. Przeprowadziliśmy kompletny i dokładny remont oraz rozbudowę i termomodernizację budynku Urzędu Gminy. Cały czas asfaltujemy drogi, termomodernizujemy szkoły, weszliśmy w II etap kanalizacji. 85% wsi zostało podłączonych do wodociągu, a pozostałe 15% pewnie niedługo będzie. Wiele wsi jest oświetlonych. Zmodernizowaliśmy GOK. To wszystko dzięki unijnemu dofinansowaniu. Wielu inwestycji pewnie byśmy w ogóle nie rozpoczęli, gdyby nie to. Dają pieniądze, ale trzeba też dołożyć własne. To taki przymus. Jak swoich nie starcza, to trzeba wziąć kredyt, żeby to dofinansowanie wykorzystać. Mamy w naszej gminie 40 sołectw. Niektóre z nich może trochę za małe, więc myślimy o ich połączeniu. Dobrze układa nam się współpraca z sołtysami. Dzięki temu wiemy, jakie są na wsiach potrzeby. Na razie nie mamy wprawdzie wydzielonego funduszu sołeckiego, ale na pewno do tego kiedyś dojdzie. Musimy mieć tylko gwarancje, że te pieniądze zostaną dobrze wykorzystane. W tej chwili jest tak, jak wszędzie. Więcej potrzeb niż możliwości.

Reklama

Powódź w 2010 roku skończyła się na terenie naszej gminy tylko podtopieniami, ale dzięki temu ujęto nas w planie zagrożenia powodziowego i na przykład na budowę jednej z dróg dostaliśmy ponad 3 miliony złotych, to jest dofinansowanie w 80%. Wały nadwiślańskie są cały czas modernizowane. W ich korony, na głębokość nawet 12 m wlewa się beton. Zakłada się siatki, które uniemożliwiają bobrom robienie podkopów. Szkoda, że nie jest systematycznie pogłębiane i regulowane koryto Wisły, bo to też powinno dać bardzo dobre rezultaty. Dużym problemem są też mocno zarośnięte na Wiśle kępy. Mogą w razie czego powodować zatory lodowe. Kiedyś dbano o to bardziej. Szkoda też, że ludzie przeciwstawiają się budowie zbiorników retencyjnych podobnych do tego we Włocławku. Nie tylko stwarzają możliwości przeciwdziałania powodzi, ale także dają możliwości rekreacji. A tak, odwracamy się od rzeki z którą powinniśmy współżyć i którą powinniśmy wykorzystywać.

 

Reklama

Nad czym pracuje teraz Rada? Jakie macie plany na przyszłość?

- Ciągle przeciwstawiamy się naciskom na likwidację małych szkół, takich jak w Giżycach, czy Kapturach. Mamy też problem ustawy śmieciowej, którą zrzucono nam na głowy właściwie nie wiadomo po co. Zresztą, jak nie wiadomo o co chodzi, to zapewne chodzi o pieniądze. Wydaje mi się, że zadziałało jakieś lobby śmieciowe i ktoś kosztem mieszkańców na tym dobrze zarobi. Zupełnie też nie mogę zrozumieć, dlaczego zmusza się nas do uchwalania cen za odbiór śmieci jeszcze przed przetargiem. To zupełnie bez sensu. Dużym utrapieniem dla Gminy w ogóle jest też sprawozdawczość, która kwitnie w najlepsze. Wycinamy lasy, a kserokopiarki się grzeją. Trzeba chyba to co najmniej ograniczyć.

Reklama

Co do planów na przyszłość, to przede wszystkim musimy zakończyć modernizację szkoły w Brzozowie. Będzie nowy dach, termomodernizacja i nowa elewacja. Dobrze, że na ten cel dostaniemy trochę pieniędzy od marszałka. Do zrobienia czeka też ok. 80 kilometrów dróg. Czekają też wodociągi w pasie nadwiślańskim i kanalizacja, przede wszystkim w postaci przydomowych oczyszczalni. Gmina da na nie 25%, a 45% dołoży Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i przeciętnego użytkownika taka oczyszczalnia będzie kosztowała około 3 tysiące złotych. Takie oczyszczalnie niebawem powstaną w 53 gospodarstwach. Cały czas spłacamy kredyty. Mamy też nadzieję na poprawę naszej sytuacji finansowej, bo powinniśmy teraz otrzymywać zwroty za inwestycje z lat ubiegłych.

Gdybym mógł pomarzyć, to jak tylko się poprawi kondycja finansowa gminy, to przede wszystkim będziemy musieli zadbać o drogi. Przydałaby się też nowa stacja uzdatniania wody. Potrzebne są w niektórych miejscach chodniki i oświetlenie. Istnieją też, na razie w zarysach, plany budowy ośrodka socjalnego. Jest wprawdzie w Radzie zgoda, ale to nie znaczy, że nie mogłoby być lepiej.

Reklama

 

Dziękuję za rozmowę

Piotr Gadziński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości