Reklama

Prawdziwa Historia

Tygodnik Echo Powiatu
14/04/2011 08:34
Życie pisze najróżniejsze scenariusze. Zarówno te piękne, pełne optymizmu i radości, jak i te smutne, z ludzkim zagubieniem, nieszczęściem, ze łzami w tle. Kilka dni temu usłyszałam poruszającą historię, historię obok której nie należy przejść obojętnie, której nie można pominąć milczeniem. Zapewne wiele jest podobnych, ale akurat o tej się dowiedzieliśmy, tę mamy w swoim zasięgu.

Balkon
Wyobraźmy sobie balkon w pewnym bloku w Sochaczewie. Stoi na nim mały, dwuletni chłopczyk i rozpaczliwie woła tatę. Tatę, który od półtora roku nie żyje. Co takiego się stało, że zapłakane dziecko wzywa go na pomoc? W mieszkaniu jest przecież matka. Matka, która powinna właśnie malca tulić i uspokajać. Bo skoro płacze, to widocznie przydarzyło mu się coś bardzo złego.
Rzeczywiście, chłopczyka spotkało wyjątkowe nieszczęście. Bo czym,jak nie straszliwą krzywdą jest pobicie przez własną matkę? To zresztą zdarzyło się nie pierwszy raz. Dziecko jest małe, szuka pomocy. Czy naprawdę pamięta tatę? Może on go zawsze bronił i gdzieś w podświadomości małego człowieczka tkwi jego obraz. Dlatego zapłakany, nieszczęśliwy wyszedł na balkon i wołał „tata!”. Taty jednak nie było.

10 lat później
Malec z balkonu dorasta, chodzi do szkoły. Często jest głodny i ma siniaki. Nie tylko na ciele, ale przede wszystkim na duszy. Opiekuje się nim matka. Opiekuje? To raczej zbyt wielkie słowa. Chłopiec właściwie nie zna matczynej opieki. Jest dla kobiety, która go urodziła zawalidrogą. Chce przecież jeść, potrzebuje ubrania i książek do szkoły. A wódka kosztuje, wódka jest najważniejsza. Dlatego chłopiec ciągle obrywa. Jeśli ktoś powiedziałby o takiej wyrodnej matce, ze jest suką, to obraziłby tę ostatnią. Każda suka dba o swe potomstwo, każda samica broni swych małych, jak przysłowiowa lwica. W takim domu chłopiec z balkonu spędza swoje dzieciństwo.
Kiedy ma już gdzieś tak 12 lat, tragiczną śmiercią ginie jego matka. I to jest początek kolejnego pasma jego nieszczęść. Jaka by nie była, nieczuła, nieobecna, bijąca – ale jednak matka.

Ślepy sąd
Sąd bywa rzeczywiście ślepy. Po śmierci matki, ktoś musiał zaopiekować się dzieckiem. Chciała to uczynić Babcia – chyba jedyna, poza ojcem osoba, która naprawdę go kochała. Ale o opiekę wystąpiła ciotka. Dlaczego? Tak właściwie nie wiadomo, bo chłopca ledwie tolerowała. Chociaż właściwie odpowiedź jest prosta. Rodzina zastępcza otrzymuje na wychowanie przysposobionego pieniądze. Żywą gotówkę, którą przecież można wykorzystać dowolnie. Kto to sprawdzi? Dziecko się nikomu nie poskarży, a jeśli nawet, to kto mu uwierzy?
I właśnie ślepy sąd ustanowił opiekunem 12- latka ciotkę. Przez kilka ładnych lat chłopiec mieszkał z nową rodziną w starym mieszkaniu Babci. Babcia wyniosła się do zapyziałej dziury, by łatwiej było się im pomieścić. Ze swych mizernych dochodów kupowała wnukowi jedzenie i ubrania, które niestety po każdym powrocie do domu gdzieś przepadały, a chłopiec znowu chodził w byle czym.

Już niepotrzebny
Pieniądze dla rodzin zastępczych kiedyś jednak przestają płynąć. Chłopiec z balkonu stał się pełnoletni, nie uczył się, więc rodzina zastępcza przestała otrzymywać na niego pieniążki – nie był więc już przydatny. Mieszkanie stało się jeszcze ciaśniejsze niż kiedy „dostarczał” kasę, więc pewnego dnia usłyszał „wynocha”. Może nie brzmiało to tak dosadnie, ale w rezultacie zamieszkał z Babcią. Rozpadający się domek, użyczony przez dobrego człowieka i niespełna 900- złotowa emerytura Babci – to rzeczywistość, z którą borykają się we dwoje. Chłopiec z balkonu ma dziś lat 20, ale pracuje tylko dorywczo, od czasu do czasu.
To nie jest przyszłość dla młodego człowieka. To prawda, że do nauki specjalnie się nie przykładał – bo nikt mu nie pokazał, jakie to ważne. To prawda, że nie garnie się do stałych obowiązków – bo nikt mu tego nie pokazał. To prawda, że sprawia nieco kłopotów – ale nikt mu nie wskazał innej drogi. Babcia bardzo Go kocha, On Babcię z pewnością również. Zapewne jednak nie potrafi tego okazać, bo nie miał gdzie i od kogo nauczyć się miłości. Babcia wskazuje Mu istotne sprawy, mówi, co w życiu jest ważne, dba o Niego, ale przede wszystkim kocha Go bezwarunkową miłością.

Nie jest za późno
Zarówno Babci, jak i naszemu dorosłemu już chłopcu z balkonu potrzebna jest pomocna dłoń. Nie wystarczą tu same dobre słowa. Oni muszą mieć gdzie mieszkać, mieć co jeść i w co się ubrać. Chłopiec powinien pracować, mieć ubezpieczenie, dbać o swoją przyszłość, nauczyć się okazywać szacunek innym. Powinien czuć, że jest potrzebny, że nikomu nie zawadza. Odkąd zamieszkał z Babcią z pewnością to wie. Jednak trauma z dzieciństwa pozostanie w nim do końca życia. Przekonanie, w którym przez lata swego dzieciństwa był utwierdzany, że jest nikomu niepotrzebny, musi zostać przynajmniej zatarte przez nadzieję na lepsze jutro. Babcia też zasługuje na to, by godnie żyć.
Opieka społeczna czy inne instytucje pomocy rodzinie wiele mogą pomóc i już to czynią. Bardzo jednak jest potrzebna pomocna dłoń, którą może ktoś z nas do nich wyciągnie. Pomocna dłoń, dzięki której chłopiec uwierzy, że można żyć inaczej, niż dotychczas. Jeszcze nie jest za późno.

Monika Gadzińska

Jeśli ktoś może i chciałby pomóc, prosimy o kontakt z redaktorem naczelnym Echa Powiatu:
pod adresem mailowym: echopowiatu@poczta.onet.pl lub telefonicznie 46-862-59-20 albo 668 601 604
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    karol997 2011-04-14 17:22:47

    Do redaktor Moniki Gadzińskiej. Proszę Pani, takich historii jest mnóstwo, jedne bardziej tkliwe, inne mniej ale jedno je łączy numer telefonu i numer konta bankowego z prośbą o pomoc. Zastanówmy się jednak kto popełnił w tym konkretnym przypadku błąd sąd, ciotka, szkoła, instytucje państwowe jak MOPS, POPR, i wiele innych. Teraz trzeba sobie zadać pytanie dać wędkę czy rybę? Trochę późno na wychowywanie i kształtowanie pełnoletniego człowieka z jego nawykami i uprzedzeniami oraz patologią w pamięci. Jego czeka ogromna praca od postaw, nauka, nauka zachowania, traktowania, szanowania...itd. Od tego są instytucje, a nie osoby prywatne. Gdzieś zniknął balkon w tej całej opowieści.... Wasza redakcja kilka lat temu (około czterech) zajmowała się pomocą dla rodziny z Teresina w której ciężko chory był ojciec do dziś nie wiemy nic o dalszych losach tej rodziny. Pozdrawiam Karol 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama