Reklama

Prohibicja jest dobra i potrzebna

Tygodnik Echo Powiatu
07/12/2004 09:40
Ludzie nie uczą się na błędach. Ludzie nie rozumieją historii. Ludzie używają nie adekwatnych środków do osiągnięcia celów. Ludzie codziennie domagają się manny z nieba i raju na ziemi.
No tak, sochaczewscy radni nie zgodzili się na zwiększenie liczby punktów sprzedaży alkoholu w mieście. Przede wszystkim załatwia to sprawę wandalizmu (do alkoholizmu przejdę później). Jasne, że każdy kto się upije od razu idzie coś zdemolować, kogoś pobić, to rzecz oczywista. Bardzo dobrze, że radni tak postanowili. Poszli tu zresztą tokiem myślenia z Barejowego „Misia” – to znaczy złodziejstwo też już nam nie grozi, bo przecież każdy pijak to złodziej. Idźmy dalej. Nareszcie skończy się alkoholizm w mieście. Może nawet ludziom z rozpaczy odechce się w ogóle pić. Ja na przykład piję, kiedy humor mam dobry, wbrew poglądowi obiegowemu, że pije się na smutki. No ale ja mogę mówić o sobie i za siebie.
A teraz na poważnie. Zawsze bardzo się zastanawiam, czy podbierać się w moich felietonach faktami naukowymi. Dlaczego? Dlatego, że dla ludzi (także dla radnych) takie fakty nie mają żadnego znaczenia. To co, że w okresie prohibicji w USA przestępczość i pijaństwo zdemolowały kraj, to co, że w socrealizmie piliśmy od trzynastej (a jednak piliśmy i to jak!). Nic to, historia to nauka mdława i są to raczej nasze gdybania na temat przeszłości. Kto wie, jak było naprawdę. Może w USA alkoholizm w ogóle zniknął, za nim przestępczość, może nie było kogoś takiego jak Al Capone, może w komunie (i teraz także) ludzie nie pili denaturatu, autowidolu, „Bałtyckiej”, „Żytniej”. Może w ogóle nam alkohol nie był potrzebny. Przecież tak też mogło być.
Ale to żarty oczywiście. Nasz kraj znajduje się w rozkładzie nie dlatego, że jest w nim za dużo punktów sprzedaży alkoholu, tylko dlatego, że zbyt długo Polacy nie mogli cieszyć się zwykłym bardzo umiarkowanym dobrobytem. Kiedy zobaczyli, że cieszyć się można, cieszą się, często bez umiaru. Szczególnie młodzi ludzie, którzy z natury wszystko robią bez umiaru. Ale im można jeszcze darować, bo ich opuścili wszyscy, rodzina, państwo, Kościół. Chyba jeszcze tylko szkoła się trzyma, ale jest jej coraz ciężej, dlatego, że nie jest, jak się powszechnie uważa, pierwszym ogniwem socjalizacji, tylko ostatnim.
Ograniczenie liczby punktów sprzedaży alkoholu, przy ogromnej liczbie już istniejących, jest jedynie ograniczeniem przedsiębiorczości i konkurencji między handlowcami. Utrudnia życie, tym, którzy chcieliby sprzedawać alkohol, ułatwia tym, którzy pozwolenia już mają. Nie powinienem tego robić (ponieważ fakty jak wyżej wspomniałem, nie mają znaczenia), ale jednak się złamię i powiem radnym tak: Jeśli nie będzie tych punktów to mieszkańcy pojadą po alkohol choćby do Warszawy. Ale ponieważ one już są i to w dużej ilości, to nie będą tam jeździć. Przynajmniej ja nie będę bo mam sklep naprzeciwko. Radni, opamiętajcie się!

Czy radni się opamiętają? Nie!

Andrzej Gąsiorowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    jerzy 2004-12-07 00:00:00

    Niewiele mogę dodać , może tylko tyle , że za czasów komuny
    ograniczenie sprzedaży alkocholu od godziny 13- nastej rozwinęło
    handel na melinach . Teraz jest to korupcjogenne i nie ma nic wspólnego z walką z alkocholizmem , gdyż na terenie miasta są
    sklepy z alkocholem co 100 - 200 mertów i to nie tak daleko od szkół .
    Jerzy K.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama