Reklama

Psycholog odpowiada

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
05/08/2004 10:14
Zachęcamy czytelników do współtworzenia tej rubryki, a więc zadawanie pytań na nurtujące Państwa tematy. Najciekawsze z nich opublikujemy wraz z odpowiedzią psychologa. Dzisiaj pierwszy, bardzo aktualny temat.
Matka dwunastolatka: Nasz syn jest na kolonii od trzech dni. A wczoraj jak do niego dzwoniłam, to powiedział, że już ma tego dość i że chce wracać do domu. Nie wiem, czy mam po niego jechać, czy nie. Codziennie do niego dzwonię, bo oczywiście on tego nie zrobi, mimo że go prosiliśmy. Myślę, że zrobiliśmy błąd, wysyłając go tam, ale czy można teraz go nagle zabrać?
Wysyłanie dziecka na kolonię to bardzo dobry pomysł. Nawet wtedy, gdy dziecko kończy pierwszą klasę można już je wysyłać np. na obóz, gdzie spędzi jakiś czas bez rodziców. Takie czasowe odseparowanie od rodziny jest niezwykle istotnym i cennym doświadczeniem dla małego człowieka: dziecko uczy się radzić sobie samodzielnie, nie licząc na rodziców rozwiązuje problemy, nabiera do siebie zaufania. Taka umiejętność radzenia sobie z problemami jest nie do przecenienia, a uczymy się jej właśnie wtedy, gdy nikt nam nie pomaga i gdy musimy liczyć jedynie na siebie.
Jednak by dziecko mogło w pełni skorzystać z takiej „lekcji dorosłości” i rzeczywiście uczyć się samodzielności, muszą być zachowane pewne warunki. Na przykład nie sądzę, by dobrym pomysłem było codzienne dzwonienie do dziecka lub zobowiązywanie go do telefonów każdego wieczoru. Przeciwnie, należy pozwolić mu „zapomnieć” na chwilę o dorosłych. Dzięki temu syn zacznie za wami tęsknić, ale także ma szansę na wewnętrzną separację.
Podobnie jest także z odwiedzaniem dziecka na kolonii – tego także lepiej jest nie robić. Rodzice albo przekonują się, że dziecko nagle wpada na pomysł, by z nimi wrócić do domu, albo że się świetnie czuje i wcale nie ma ochoty na powrót. Wtedy zawsze komuś robi się przykro. Do tego dochodzą dodatkowe komplikacje – może się okazać, że przyjazd rodziców zaburza rytm dnia dziecka, możliwość uczestniczenia w jakiejś zabawie, albo wywołuje wstyd przed rówieśnikami, czy zazdrość innych dzieci.
Oczywiście jest możliwe, że Wasz syn rzeczywiście źle adoptuje się na kolonii i jego pragnienie powrotu nie jest jedynie słowną deklaracją w odpowiedzi na uporczywe pytania zatroskanej mamy. Ale tego Państwo nie wiecie po jednym telefonie, który w dodatku wykonany był z Waszej inicjatywy. W tej sytuacji najlepiej jest po prostu nie dzwonić do syna i czekać na ewentualny telefon od niego (rozumiem, że on ma możliwość kontaktu z wami). Jeśli mimo waszych zachęt, by pozostał syn będzie uporczywie domagać się, byście po niego pojechali – zabierzcie go. Jednak nie miejcie do niego pretensji o to, że po niego pojechaliście, lub że chciał wrócić.
Marcin Florkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Daimonion 2004-08-05 00:00:00

    Korzystanie w ten sposób z porad psychologa przynosi takim sam skutek jak korzystanie z porad astrologa i módlmy się, żeby tak było, bo nie chciałbym pisać, że może przynieść tragiczn skutek, gdy rodzice zaufają słowom napisanym w kolumnie gazety, a zapomną o tym, że najlepszym doradcą w wychowywaniu dzieci jest miłość do nich.
    Co to za nauka (jeżeli psychologia nią w ogóle jest, bo zdania są podzielone, a ja osobiście uważam że nią nie jest, - ale to temat na osobne rozważania), która pozawala wypisywać podobe rzeczy na podstawie których rodzice z 12 letniego chłopca chcą zrobić zahartowanego mężczyznę przez odseparowanie się od niego?
    W jedne wakacje może się to Państwu nie udać.
    Jedyne, co moim zdanie Państwo osiągną, to zachwianie poczucia bezpieczeństwa w swoim synu, co determinuje jego dalszy rozwój psychiczny - jak zapewne państwo się domyślają.
    Obie postawy mi się nie podobają:
    1. rodziców, którzy gotowi są polegać na słowach nieznajomego mążczyzny w sprawch najwyżaszej wagi jaką jest wychowanie dzieci i ich zdrowie psychiczne,
    2. osoby, która podejmuje się udzielać porad nie znając człowieka, którego te porady dotyczą. Nie można udzielać rad ogólnych, podręcznikowych, gdyż nie pasują one do żadnego człowieka. Pasują jedynie do sztucznie storzonych typów.
    Jest tyle psychologi ilu ludzi.
    Proszę nie wychowujcie swoich dzieci stosując :"mądrości" z gazet.
    To dzieci was wybrały przychodząc na ten świat i obdarzyłu pełnym zaufaniem (bezgranicznym, bezwarunkowym, absolutnym). Nie starajcie sie tego zniszczyć przy pomocy jakieś, choćby najlepszej gazety. Dzieci trzeba kochać a nie poddawać pseudo inżynierii psychologicznej.


    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama