W październiku ma się odbyć rozprawa przeciwko radnej miejskiej i pracownicy starostwa powiatowego Urszuli K., która miała dopuścić się fałszowania dokumentów w celu zamiany mieszkania.
Sprawa jest tym bardziej bulwersująca, że mieszkanie było komunalne, radna była swego czasu przewodniczącą komisji mieszkaniowej, a sąsiad którego podpis miała sfałszować, prawdopodobnie nie żył od dłuższego czasu. Sprawa ciągnie się od kilku lat. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach znajdzie jednak swój finał. Jeśli Urszula K. zostanie skazana, straci mandat radnej, nie będzie też mogła startować w kolejnych wyborach. Ewentualne skazanie spowoduje także natychmiastowe zwolnienie z pracy w starostwie powiatowym, w którym została zatrudniona niedawno w wydziale geodezji (wcześniej przez wiele lat prowadziła kiosk przy ulicy 15 sierpnia). Jak nam powiedziała prokurator rejonowy Beata Sobieraj-Skonieczna, prokuratura w Sochaczewie postawiła radnej dwa zarzuty: - Akt oskarżenia zarzuca Urszuli K., że w dniu 2 marca 2006 roku, w celu użycia za autentyczny, podrobiła dokument w postaci wniosku o przeprowadzenie dobrowolnej zamiany lokali mieszkalnych w budynku przy ul. Okrzei, podrabiając własnoręcznie podpis sąsiada, po czym złożyła niniejszy dokument w Urzędzie Miejskim w Sochaczewie. Następnie, w podobny sposób, podrobiła dokument potwierdzający odbiór pisma informującego o zamianie, tzw. zwrotki, przez rzekomego wnioskodawcę, podpisując się jego nazwiskiem. Tyle pani prokurator. Natomiast wydział gospodarki lokalowej UM, po rozpatrzeniu prośby radnej, wówczas przychylił się do niej i 8 marca 2006 r. wystosował do Urszuli K. (wtedy Urszuli G.) pismo informujące, że prośba została załatwiona pozytywnie i Urszula G. jak i jej sąsiad mają stawić się do Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej w celu podpisania umowy. Jednak już 26 kwietnia Urszula G. otrzymała z urzędu miasta pismo o cofnięciu decyzji z 8 marca w związku, jak napisano, ze złożeniem danych sprzecznych ze stanem faktycznym. Chodziło mianowicie o podejrzenie, jakie podjęli pracownicy wydziału mieszkaniowego, że sąsiad, z którym Urszula G. chciała zamienić mieszkania, a który miał złożyć podpis na wniosku, w tym czasie już nie żył. Radna Urszula G. odwoływała się od tej decyzji, prosząc o przyznanie jej mieszkania po zmarłym sąsiedzie, powołując się na fakt, iż na własny koszt remontowała ten lokal, łącznie z wymianą okien. Jednak ponownie otrzymała decyzję odmowną. Uznano też, że ulepszenia w lokalu nie mogą być wykonywane bez zgody właściciela, czyli władz miasta. Około trzech lat później, w sierpniu 2009 roku, wpłynął do sochaczewskiej policji anonim, którego autor informował o zamianie mieszkania radnej ze swym nieżyjącym sąsiadem. Wówczas to sprawą zajęła się prokuratura. Przesłuchano świadków, a także przeprowadzono badania grafologiczne pisma, których wynik skłonił prokuraturę w Sochaczewie do postawienia radnej zarzutów. Pikanterii dodaje tu fakt, że Urszula G. właśnie wtedy była przewodniczącą komisji mieszkaniowej Rady Miasta. Więcej w najnowszej "Ziemi". Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze