Reklama

Rok 2004 w rolnictwie

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
27/01/2005 10:57
Najbardziej odpowiednią osobą do podsumowania 2004 roku wydaje się być najsłynniejszy gospodarz naszego powiatu, Tadeusz Szymańczak. Oto jego opinie na temat rozmaitych zdarzeń z mijającego roku.

O dopłatach
Największą wpadką w tym temacie było ogłoszenie, że rolnicy dostaną dopłaty bezpośrednie o miesiąc wcześniej. Niestety większość rolników powiatu sochaczewskiego nie dostała tych dopłat do dnia dzisiejszego. Skutek jest taki, że nie zdążyli oni zaopatrzyć się w nawozy sztuczne, materiał siewny i środki ochrony roślin. W listopadzie i grudniu ceny tych produktów bardzo wzrosły i co gorsze, idą cały czas w górę. Rolnicy mają pieniądze z dopłat tylko na papierze, nie fizycznie. Jeśli nawet otrzymaliby dopłaty w tym momencie, zapłacą za te produkty 15 proc. drożej niż dwa miesiące temu. Czyli dopłaty wyniosą nie 100 proc., tylko 85 proc. Poza tym wielu rolników nie dostało jeszcze decyzji o przyznaniu dopłat, a na takiej decyzji napisane jest, że dopłata zostanie wypłacona w terminie unijnym, czyli terminie około jednego miesiąca. Wniosek jest taki, że jeśli rolnik nie otrzymał jeszcze decyzji, to dopłatę dostanie dopiero miesiąc po jej otrzymaniu, czyli krótko mówiąc, na dzień dzisiejszy w bliżej nieokreślonym terminie. A przez ten miesiąc ceny środków produkcji jeszcze wzrosną i dopłata będzie jeszcze relatywnie mniejsza. Niektórzy rolnicy zaciągają już kredyty, żeby uciec od tych podwyżek, oznacza to, że pieniądze z dopłat wydadzą, zanim jeszcze je otrzymają.
Wysokość dopłat sprawdza się tylko w ujęciu globalnym. Jednak kiedy rozbierzemy to na rolników indywidualnych, wygląda to wręcz tragicznie. Osobiście, w tym roku jestem naprawdę wystraszony. Mój komputer pokazał, że moja produkcja, uprawa kukurydzy, jest nieopłacalna. Jeśli cena kukurydzy się nie zmieni, to będzie problem dla wielu jej producentów. Niestety podobna sytuacja odnosi się do cebuli i owoców miękkich. Patrząc z punktu widzenia gospodarstwa, wszyscy rzucili się na dopłaty rolników, zupełnie jakby były one nie wiadomo jak duże.
Do 22 proc. wzrósł VAT na maszyny rolnicze. Nawozy zdrożały tragicznie. W listopadzie 2003 r sól potasowa kosztowała 450 zł za tonę. W tym momencie ta sama ilość kosztuje już 780 zł. Część nawozów jest importowanych ze wschodu, a ponieważ granica Unii jest na wschodzie, nałożono na nie cło. Nasze zakłady również szaleją z cenami. Wzrost kosztów paliwa jest również bardzo duży. Rolnikom odebrano prawo do paliwa rolniczego, bo dostali dopłaty. Sytuacja wygląda więc tak, że kombajn jeżdżący po polu dopłaca do budowy autostrady. Zabrano również dopłaty na wapno nawozowe, w tym roku nie ma już także tzw. kredytu nawozowego.

O skupie interwencyjnym
Sytuacja wyglądała dobrze w momencie, kiedy wchodziliśmy do Unii. Rolnik miał pewność, że za stałą, stabilną cenę może swój towar sprzedać. System interwencyjny określił cenę na poziomie 101 euro, tylko że wtedy euro kosztowało 4,8 zł, sięgało nawet 4,9. W tej chwili za euro płaci się około 4 zł i to nie są te same pieniądze za tę samą tonę pszenicy czy kukurydzy. Rolnik nie ma na to wpływu, ale trzymanie mocnego złotego najbardziej uderza w tej sytuacji po jego kieszeni. Może to w słupkach dobrze wygląda komuś w NBP. Jeszcze a propos paliwa, jak już jesteśmy przy kursie walut. Mówi się, że paliwo jest kupowane za dolary, czyli w tym przypadku, gdy złoty jest mocny, powinniśmy zyskiwać, tylko że paliwo tak naprawdę wcale nie tanieje. Wracając do systemu interwencji, trzeba mieć 80 ton jednolitego towaru, żeby w ten system wejść. Jeżeli w województwie mazowieckim mamy gospodarstwa o średniej wielkości - niecałe 10 ha i do tego są to gospodarstwa o zróżnicowanej produkcji roślinnej, większość rolników nie uzyska tych 80 ton. W całej gminie Teresin jest może trzech, góra czterech rolników, którym by się udało spełnić te warunki. Czyli, co prawda jest możliwość, ale obwarowana wymogami.

O KRUS-ie
Znowelizowana ustawa z kwietnia wyrządziła bardzo wiele szkody. Po pierwsze jest sprzeczna z doktryną Unii Europejskiej w sprawie wspierania sektora rolniczego. Ciągle się mówi, że małe gospodarstwa muszą szukać dodatkowych źródeł finansowania. Wielu zaczęło szukać. Szkolono rolników w tym zakresie. My, tu w powiecie, w ramach działań Mazowieckiej Izby Rolniczej przeszkoliliśmy ponad 100 rolników i jak teraz wyglądamy? Rolnicy otwierali sklepiki, jakieś usługi. Tych podmiotów powstało w końcu około 150 tys. w kraju. Teraz około jedna trzecia tej działalności została szybko wyrejestrowana. Najbardziej poszkodowani są ci, którzy otworzyli tak zwane chłodnie zbiorowe do mleka. W pierwszym kwartale po wejściu wspomnianej ustawy zostali obarczeni podwójną stawką KRUS-u nawet jeden kwartał wstecz, a ponoć prawo nie działa wstecz. Jeśli płacili kwartalnie 220 złotych, to teraz muszą płacić 440 złotych. Do tego dochodzi taka śmieszna sytuacja, w której na kawalerów nałożono podwójną stawkę macierzyńską. W tym kraju są różne dziwne zasady, ale w myśl tego przepisu każdy kawaler musi urodzić bliźniaki. Ponadto wycięto rolników, którzy otworzyli jakąś działalność, z możliwości korzystania z części funduszy unijnych. We wnioskach unijnych wymagane jest złożenie zaświadczenia z KRUS, a jeśli rolnik wykaże dochody z dodatkowej działalności w wysokości rocznej przekraczające 2500 złotych, automatycznie, mimo podwójnej składki KRUS, przenoszony jest do ZUS. Reasumując, rolnikowi takiemu składka emerytalna podnoszona jest dziesięć razy, a poza tym nie może już skorzystać z części funduszy unijnych. W świetle tych faktów, moje stanowisko jest takie, że ten rząd nie ma już legitymacji społecznej do jakichkolwiek nowelizacji, bo robi więcej szkody, niż pożytku.

O rentach strukturalnych
W moim przekonaniu trzeba zmieniać polską wieś, trzeba zmieniać powierzchnie gospodarstw, powiększając je. Ale to wymaga czasu. We Francji potrzeba było trzydziestu lat, żeby część ludzi przeszła z rolnictwa do innych sektorów. U nas rolnik, który ma 2 - 3 hektary, jest w nieciekawej sytuacji. Główny Urząd Statystyczny wylicza mu, że z hektara uzyska 2300 złotych dochodu, więc państwo się nim nie interesuje. Żeby uzyskać rentę strukturalną rolnik musi sam opłacić notariusza, a to jest duży wydatek. Koszty sądowe związane z przekazaniem ziemi młodemu pokoleniu też pokrywa rolnik. Renta strukturalna wypłacana jest przez 10 lat, ale z niej potrącane są: składka emerytalna i podatek, na współmałżonka dostajemy 60 proc. składki podstawowej, tj. 315 zł.

O zalesianiu
To prawda, jest to bardzo ciekawy temat, a rolnicy bardzo poważnie rozważają możliwość zalesiania swoich gruntów. Na założenie 1 hektara lasu dopłata jest około 4300 zł - do liściastego i 5000 zł - do iglastego, do ogrodzenia 2400 zł za 1 ha. i dochodzi do tego kwota na pielęgnację w wysokości 420 do 700 zł, wypłacana przez 5 lat od momentu założenia. Dodatkowo uzyskuje się premię zalesieniową płatną przez 20 lat od założenia lasu w wysokości 1400 zł. Jest to pomysł szczególnie dobry, jeśli chodzi o wycofanie z uprawy gleb słabych klasowo, które powoli ulegają erozji. Tylko żeby ten las założyć, potrzebny jest plan przestrzennego zagospodarowania, a większość gmin w Polsce takiego planu nie posiada. Więc nie spełniają warunków zalesienia. Czyli nawet jeśli rolnicy chcą założyć las, to nie bardzo mogą. Jest to drugi powód, dla którego niektórzy rolnicy nie otrzymają dopłat, bo albo eliminuje ich, jak wspominałem, brak zaświadczenia z KRUS, albo eliminuje ich brak planu zagospodarowania przestrzennego.

Nutka optymizmu
Życzę wszystkim czytelnikom „Ziemi Sochaczewskiej” optymizmu. Życzę zdrowia, bo różnie bywa ze służbą zdrowia. Trzeba wierzyć, że będzie lepiej.

Z Tadeuszem Szymańczakiem rozmawiał Sebastian Stępień

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości