Poligon nr 4- Rozstrzelanie przy dźwiękach grunge"owej nawałnicy.
Poligon nr 4 to zaprzeczenie tezy, że młodemu, niezależnemu zespołowi w Polsce nie ma prawa się udać. Warszawski skład ma na swoim koncie jedną płytę, nagraną dla SP Records, koncerty u boku Kazika i wiele świeżych pomysłów na kolejne wydawnictwo, które ponoć jeszcze w tym roku. Ale jak mogło być inaczej skoro w kapeli gra gość o nazwisku, które nosił wokalista The Animals?!Całkiem niedawno mogliśmy przekonać się jak na żywo brzmi ta grunge"owa nawałnica, gdyż zespół zagrał w sochaczewskiej Przystani. O tym fakcie przeczytacie sobie w relacji Tomka Ertmana. A teraz zapraszam na wywiad jaki przeprowadziłem z tym power- triem.
Łukasz “Ch-Fu” Szewczyk: Istniejecie od pięciu lat. To dość duży staż jak na tak młodych muzyków. Wiem, że całkiem niedawno nastąpiła zmiana na stanowisko basowego. Opowiedzcie co stanowiło przyczynę pożegnania się z wcześniejszym basistą i jednocześnie dlaczego akurat wybraliście Filipa?
Gutek: Jodam odszedł bo życie go docisnęło do muru i tak to pozostawmy. Nie miał czasu na granie i całą resztę więc nie chcąc nas trzymać w niepewności postanowił odejść. Czemu Burdel? Ważny był warsztat grania, ważna była osobowość i „bajka” w której siedział no i to, że potrafił grać i rozumiał/lubił taki rodzaj muzyki jaki gra Poligon.
Burdel: Warto tu jeszcze spojrzeć na przeszłość gdyż miała spore znaczenie. Z Najmanem poznałem się na początku 2009 roku, kiedy to zakładałem kapelę «Korelatyw». W tym samym roku poznaliśmy się z Poligonem kiedy zaprosiliśmy ich, by przed nami zagrali w No Mercy. W ten oto sposób Gutek poznał Adama. Ja z Adamem stworzyłem jeszcze później kolejną formacje «Tak Po Prostu», ale z powodu przeprowadzki do Norwegii musiałem owy zespół porzucić. Po 2 latach wróciłem do Polski i w sumie jakoś tak wyszło, że przypadkowo się zgadaliśmy przed koncertem w Stodole i nagle wszystko zaskoczyło. Znamy się jednak już chwilę z Adamem i graliśmy ze sobą w różnych kapelach i różnych stylach. Rozumiemy się wyśmienicie na scenie (jak można się nie rozumieć z tak zajebistym bębniarzem ;P ). Myślę, że kwestia chemii, która istniała od dawna w sekcji jaką tworzyliśmy, również miała spory wpływ na wybór mojej osoby.
Na swoim profilu myspace, czy Fb piszecie, że gracie punk rocka zmieszanego z szeroko pojętym grungem. Nie uważacie, że takie granie rodem z Seattle już dawno, nie tyle wyszło z mody, co po prostu praktycznie nie ma miejsca bytu? Najlepszym tego przykładem jest zupełnie nieudany płytowy powrót Soundgarden. A i słynny Sub- Pop też raczej niczego ciekawego od wielu lat nie wydaje...
G: No bo to jest to co nas kręci. Poligon to taka wypadkowa muzycznych inspiracji polskiej sceny punk-rock lat 90 i z tego samego okresu sceny Seattle. Czy ma miejsce bytu to zupełnie inna bajka. Gramy co chcemy, a nie dlatego czy jest na to nisza czy nie. Soundgarden powrócił w sumie nieźle. Nie warto patrzeć na nasze podwórko bo i Alice In Chains ostatni album nie był mega zauważony, ale w USA czy w Europie te albumy świetnie dawały sobie radę. Co do Sub-Popu to dawno już przestali praktycznie poszerzać rejony alternatywne, a raczej wydają twory pseudo pop-rockowe, z nielicznymi wyjątkami.
Pytanie do Gutka. Twoja maniera wokalna, jak i sama barwa głosu od razu kojarzyć się może z jednym takim, co to na początku lat 90 śpiewał kiedyś, że nie ma broni, a skończył z kulą w głowie. Czy Monsieur Cobain to twój największy muzyczny idol i wokalna inspiracja zarazem? Czy masz jeszcze jakiś innych swoich wokalnych bohaterów?
Wszystko zależy od piosenki. Kazik Staszewski, Eddie Vedder, Kurt Cobain, Layne Staley, czy James Hetfield to chyba moi główni idole wokalni. Wszystko zależy od utworu, od tego czy po polsku słowa czy po angielsku, a reszta to kwestia podświadoma chyba.
Skoro jesteśmy przy tych inspiracjach. Powiedzcie co, lub kto najbardziej was inspiruje do tworzenia muzyki? Co daje Wam takiego kopa do tego, że robicie to co robicie?
G: Teraz to już chyba nic i nikt Teraz nasza bajka poligonowa jest wymieszana i wykrystalizowana wśród sporej ilości piosenek jaką napisaliśmy do tej pory i na razie nie ma nowych inspiracji. Poza tym wierz lub nie, ale nie chcemy się inspirować niczym.
Powiedzcie jak doszło do Waszej współpracy z SP Records?!
Najman: Kazik Staszewski usłyszał poprzedni zespół Gutka i przedstawił go w SP records a konkretnie szefowi – Sławkowi Pietrzakowi. Tamten zespół nie chciał wtedy z tego skorzystać i gdy zespół upadł to nowo powstały Poligon postanowił wykorzystać tę szansę (śmiech)
Skoro już przy SP Records jesteśmy to opowiedzcie jak Wam się grało przed Kultem i KNŻ? Była spina, czy raczej luz? Jakim człekiem jest Kazik? Czy pamiętacie jakąś ciekawą anegdotę towarzyszącą Waszym wspólnym koncertom?
G: Trema była, ale granie przed największym zespołem rockowym w historii Polski w jednym z najważniejszych klubów rockowych w Warszawie to zawsze wyzwanie, a co do anegdot…po koncercie Kultu oglądaliśmy walkę Kliczki z Wachem w towarzystwie zespołu Kult i ich przyjaciół. Trza przyznać, że tak trafnego komentarza z jajami to dawno nie słyszeliśmy.. Wach przegrał ale pośmiać się było można (śmiech) Kazik za to jest skromnym i zajebistym gościem. Normalny gość, tyle, że ma mega talent.
Wiem, że przymierzacie się do nagrania drugiej płyty, ale wróćmy jeszcze na chwilę do waszego debiutu. Jak Wam się nagrywało ze Sławkiem Janowskim? Czy miał on wpływ na zawartość muzyczną na tej płycie?
N: Sławek to genialny człowiek. Bardzo nam pomógł i powiedzmy Sobie szczerze, że to nasz taki największy muzyczny przyjaciel i wspierający obok Kazika. Sporo nam pokazał w studio, a jego talent realizatorsko-„mikserski” pomógł tuszować pewne braki w pierwszej tak poważnej wizycie w studio. Świetnie zrozumiał co nam jest potrzebne, jak brzmimy i jak chcemy „wyglądać” na tym albumie. Do tego atmosfera jaką wytwarzał w studio sprawiło, iż była to czysta przyjemność nagrywanie z Nim a co do wpływu to był w końcu współproducentem bo to On „tłumaczył” na język studyjno- miksowy wszystkie te producencie pomysły Gutka co do pierwszego albumu.
Przyznam się szczerze, że bardzo podoba mi się niezwykle ekspresyjna gra na garach Najmana. Widać podobieństwa do młodego Grohla. Chyba koncerty Nirvany z nim na perce znasz na pamięć, co?:) Jacy inni perkusiści Cię inspirują?
G:Młody jest genialny ale niech sam się wypowie o Swoich inspiracjach perkusyjnych.
N: Dave Grohl to bardzo charakterystyczny perkusista zarówno jeśli chodzi o grę oraz ekspresję. Przyznam, że nigdy nie wzorowałem się na jego osobie, lecz bardzo podoba mi się w nim energia jaką przejawia na scenie oraz to, że nie patyczkuje się ze swoim instrumentem i potrafi w niego solidnie przyłożyć. Swojego czasu oglądałem sporo koncertów Nirvany z największych festiwali na świecie i pamiętam, że występy zrobiły na mnie niezłe wrażenie. Jeżeli chodzi o moje inspiracje to jednym z moich ulubionych bębniarzy jest Chris Adler z Lamb of God. Największy wpływ na moją
grę, dzięki wielu radom oraz bezpośrednim obserwacjom, ma perkusista Gerard Klawe z zespołu Closterkeller. Zawdzięczam mu naprawdę bardzo dużo. Jest także wielu innych pałkerów którzy wpłynęli na styl mojej gry. Są to m.in. Vinnie Paul (Pantera), Dave McClain (Machine Head), John Otto (Limp Bizkit), Daniel Svensson (In Flames), Daniel Erlandsson (Arch Enemy).
Burdon to nazwisko wielce zasłużone dla rock"n rolla. Charakterystyczne jest dla twojego grania bardzo ciężkie brzmienie basu. Powiedz jakich zabawek używasz, by uzyskać to tłuste i jednocześnie brudne brzmienie?
B: Zawsze bylem fanem agresywnego charkoczącego basu, który się przebija i wali po twarzy swoim brzmieniem. Mój sound to w sumie wypadkowa pieca i jego ustawień, basu oraz efektów. Co do ustawień pieca to jestem fanem mocno podbitego środku oraz dołu, tak by się przebijać acz nadal być soczyście brzmiącym. Basik to Jazz Bass z USA, w którego wstawiłem Seymoury Duncany, które właśnie “fokusują” na niższym środku i są świetne pod granie kostką. Co do efektów to wożę już ze sobą praktycznie cały majdan, ale jak widać słuchacze go raz na jakiś czas dostrzegają, choć może bardziej słyszą, więc nie jest źle. Używam ogólnie kompresora Aguilara TLC, polskiego Taurusa Abigara, El Grande bass fuzza od MXR-a, fantastycznego B3K robionego ręcznie przez firmę Darkglass Electronics (można go usłyszeć na naszym wykonaniu "Tyziphone", które ukazało się na płycie "Po drugiej stronie lustra - Tribute to Closterkeller"), Aguilara Agro oraz VT bass od Tech 21. Koniec końców sound leży w łapie i basidle, co nie zmienia faktu, że owe zabawki pozwalają mi bardzo dokładnie uformować swe brzmienie oraz dodać trochę pazura do swojego soundu, a co za tym idzie stworzyć naprawdę mocną i energetyczną sekcję, która będzie bujać ludzi.
O czym traktują teksty Waszych pieśni? Czy jest jakiś nadworny temat poligońskich songów? Czy są one zainspirowane jakimiś konkretnymi sytuacjami, które Wam się w życiu przydarzyły?
G: Teksty traktują o wszystkim, ale mamy nadzieję, że nigdy o niczym. Czasem to ważne dla nas przeżycia nasze z jakąś pointą, czasem innych, a czasem to takie tam socjologiczne wywody o tym co nas wkurwia w otaczającym świecie i co nam się w nim nie podoba.
Chyba największym hitem koncertowym Waszej kapeli (oprócz coverów Nirwany oczywiście) jest numer „Underdog”. Opowiedzcie o tym w jaki sposób powstał?
N: “Underdog” powstał jako drugi, czy trzeci numer, jeszcze w sierpniu 2008 roku w starym składzie, z naszym pierwszym perkusistą. Utwór powstał od basu Jodama, który Gutek zmienił w numer jaki słyszymy na płycie. Dodał też mostek i takie tam. Fajnie się gra ten numer. Płynie od tak po prostu i wyzwala sporo energii jak się go gra, ale to chyba z tego połączenia łatwości grania go z przekazem czy takimi tam.
Jaki jest Wasz najważniejszy utwór?
“Vs”. Był naszym pierwszym singlem w ogóle. “Wygnanie” najbardziej spodobało się mediom a dla nas? Gutek najbardziej lubi “70” na przykład.
B: Ja osobiście uwielbiam “Flashbacka” oraz “LFNODFS (Live for nothing or die for something)”. Są to mega energetyczne numery z naprawdę mocnym ładunkiem emocjonalnym i gra się je zawsze kapitalnie.
Wiem, że bardzo chcielibyście zagrać koncert przed Mudhoney. Ruszyliście nawet z akcją na Facebooku. Możecie opowiedzieć o tejże inicjatywie i o samym jej pomyśle?
G: Trza próbować wielu sposobów. Niestety nie udało się i tyle (śmiech) Takie czasy, że trzeba w taki sposób docierać do ludzi, czy organizatorów. Tak już jest, że czasem decydują takie spędy i wydarzenia. Nie jest to fajne czy zdrowe bo zabawa Pt: ” Kto ma więcej znajomych, którzy klikną to i tamto” nie ma wiele wspólnego z muzyką i jej jakością, a czasem z tym ile osób Cię lubi, by Ci pomóc – i nie mówię tutaj o lubieniu Twojej muzyki.
Wiadomo, że pod łatką „Grunge” kryło się wiele innych kapel niż Nirvana, Pearl Jam, czy Alice In Chains, ale także określano tym mianem swego czasu muzę Melvins, TAD, czy o dziwo, nawet w pewnym momencie, Smashing Pumpkins, czy Sonic Youth. Czym jest dla Was „Grunge”? Czy to coś więcej niż tylko promocyjny zabieg zarobienia kasy na sukcesie Nirvany, czy Pearl Jam?
Grunge to świetny termin, by określić grupę zespołów ze Seattle z tamtych czasów. Wiele wspólnego mieli, ale w sumie tyle samo ile się różnili np.: Pearl Jam od Alice In Chains. Mimo to wiele osób lubiło te skrajne gatunkowo kapele, a więc grunge musiał mieć coś wspólnego ze sobą i nie był tylko komercyjnym terminem, bo jakby posłuchać to gdzie tam NAPRAWDĘ komercja?
Gdybyście mieli wybrać jedną kapelą, z którą chcielibyście razem dzielić scenę to byłaby to?
G: Grupa Alice In chains albo Nirvana jakby Cobain żył.
N: Znajac Burdela to zapewne chciałby zagrac z Queens Of The Stone Age, bo jest ich wielkim fanem.
No to teraz zadam najbardziej tendencyjne i głupie pytanie ze wszystkich możliwych...Co oznacza Wasza nazwa , w jaki sposób powstała?
N: Poligon nr. 4 to hasło jakie Gutkowi wpadło do głowy, gdy wymieniał sobie na głos rozmaite tytuły piosenek/coverów jakie grywał wtedy „bez-nazwowy” jeszcze Poligon. Po wymienieniu tytułu piosenki Polandu/Kultu „Zabiłem kolegę na Poligonie” jego następne słowa brzmiały POLIGON NR. 4!
No to teraz na koniec nieco mądrzejsze pytanie: Co sądzicie o polskiej scenie niezależnej i czy czujecie się w jakiś sposób jej częścią?
G: A jest jakaś scena? Nie ma żądnej sceny. Sporo kapel nie znosi się bo jednej się coś udało, bo ta ma płytę i takie tam. Ludzie nie chodzą na takie koncerty. Chyba, że znają dobrze zespół. Media wszelakie tak naprawdę to olewają, więc jaka scena? To wszystko sprawia, iż sceny nie ma. Jest tylko parę dobrych kapel, które starają się przebić do tych większych kapel, tych ogranych, by móc grać koncerty i mieć kasę, a tym samym szansę na nagranie albumu i wypromowania się. Czy jesteśmy jej częścią? Nie, bo tej sceny nie ma. My tylko tak jak Adam Małysz: Chcemy oddać dwa dobre i równe skoki.
Czy na takiej muzyce jaką gracie można zarobić? Czy oprócz grania zajmujecie się czymś jeszcze, czy udaje wam się utrzymać tylko z muzyki?
N: Uczymy się i pracujemy obecnie w stosunku 2:1. Na razie dokładamy do interesu, a czy zarobić się da z muzyki? Pewnie się da, ale trzeba mieć OGROMNIE dużo szczęścia!
No cóż było to nieco pytanie retoryczne znając prawidła polskiego rynku muzycznego i konsumenckiego. A teraz powiedzcie mi: Jakie macie wspomnienia z Sochaczewa? Jak Wam się grało u nas?
N: Klimat był (śmiech). Zlot kapel niezależnych, szansa poznania ludzi nowych i fajna energia z grania. Dobra pizza (Gutek: najlepsza jaką jadałem obok pizzy hut) i ten powiew w stylu atmosfery koncertów z lat 90. Punk’s not dead!
Do Sochaczewa trafiliście w dużej mierze dzięki rekomendacji Gonzo & The Prezidents. Co sądzicie o tej kapeli? Czy w jakiś sposób trzymacie ze sobą i czy są kapele, z którymi utrzymujecie dobry, kumplowski układ? Jeśli tak to polećcie jakieś szczególnie ciekawe waszym zdaniem załogi?
N: Gonzo to świetna kapela i świetni ludzie. Zajebisty oldschoolowy wokal z mocą i pomysłem na Siebie i prawdziwy cross gatunków, tych najlepszych jakie można by wybrać. To już nasz drugi koncert razem z Nimi i oby nie ostatni.
G: Jeśli idzie o zespoły true alternatywne w pełni pozytywnego tego słowa znaczeniu z dobrą muzyką, muzykami, tekstami i zajebistymi ludźmi to polecamy trio z Bytomia o nazwie Porno zombi (ex. Heartgarage). Punk/grunge z polskimi tekstami i najlepszym obok naszego, Młodym bębniarzem (śmiech)
Opowiedzcie o Waszych najbliższych planach koncertowych i wydawniczych? Kiedy nastąpi ponowne rozstrzelanie na Waszym Poligonie?
G: 20 gramy koncert w Warszawie a 22 na festiwalu UFO, także w Wawie. Oba koncerty w lutym. 16 marca gramy support przed Closterkeller w Leśniczówce w Chorzowie. Tydzień później tj. 23 w Fonobarze na Festiwalu Emergenza w Warszawie. Potem jak lotto da, Bóg czy Koran to nagramy 2 album, bo wszystko jest gotowe, pre produkcja zrobiona, nic tylko zabukować studio, poćwiczyć solidnie z dwa tygodnie przed samym wejściem. Wejść i to nagrać!
Dzięki wielkie za wywiad i powodzenia życzę.
My też dziękujemy i pozdrawiamy!
Skład Zespołu:
Gutek
- wokal, gitara, waltornia
Burdel
- bas
Najman
- perkusja
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze