Reklama

Schronisko Azorek: drzwi otwarte, drzwi zamknięte

16/08/2016 11:24

- Tak naprawdę pojawiłyśmy się w Azorku po apelu prowadzących schronisko. Prosili o pomoc wszelkiego rodzaju. O karmę, rzeczy i wolontariat. Z grupą koleżanek natychmiast przystąpiłyśmy do działania. Dzięki wsparciu wielu osób zebrałyśmy mnóstwo potrzebnych produktów. Przede wszystkim jednak ruszyłyśmy adopcję. Udało się znaleźć kilku pieskom dom. Niestety, zarządzającym schronisko przestało się podobać to, co robimy. Dziś nie mamy wstępu do Azorka – opowiada jedna z grupy wolontariuszek skonfliktowanych z sochaczewskim przytuliskiem dla bezdomnych zwierząt.

 

Reklama

O sochaczewskim Azorku zrobiło się głośno po zamieszczeniu w internecie petycji do prezydenta RP w sprawie zmian w schronisku, pod którą podpisało się ponad tysiąc osób. Wolontariuszki, z którymi rozmawiamy, nie kryją, że są autorkami tego tekstu. To zresztą wynika bezpośrednio z tekstu petycji. Znajdujemy w niej sporo poważnych zarzutów co do sposobu kierowania przytuliskiem:

„Pomimo uwag z naszej strony, w schronisku nie zmieniło się nic, a my dostałyśmy zakaz tam wejścia. Najsmutniejszy przypadek to suczka Hienka z powyginanymi łapkami, która według schroniskowego lekarza miała zwyrodnienia, a gdy badał ją postronny lekarz, stwierdził, że są to źle zrośnięte złamania -w pełni operacyjne. Lecz to schronisko nie dało jej szansy na leczenie. Na szczęście piesek trafił pod opiekę fundacji i jest leczony” – czytamy między innymi. – „Niektóre psy szczególnie te duże są wychudzone, bo dostają za mało jedzenia, są zapchlone, mają tasiemce, grzybice, przerośnięte pazury itp.”.

Reklama

- Nie wymyśliłyśmy sobie tych historii. O zaniedbaniach w kwestii zdrowia niektórych podopiecznych Azorka wiemy od weterynarzy badających psy przebywających już w domach adopcyjnych – mówi Asia. – To chyba nic złego, że zaczęłyśmy zwracać uwagę co do pieczołowitości opieki weterynaryjnej w Azorku. Kierownictwu nie podobało się to. Nie było też po ich myśli, że robimy zdjęcia psom starym i chorym. To miało szkodzić wizerunkowi schroniska. A nam zależało wyłącznie na daniu szansy na dom psom, które mają jej najmniej. Bo nie są ani śliczne, ani rasowe, ani młode. I udało się na tym polu sporo osiągnąć. Niestety, zarządzający Azorkiem mieli w tej kwestii inne zdanie. Przestano nas wpuszczać do schroniska, doszło do tego, że psa, którego miałyśmy wziąć na spacer, wyprowadzano nam pod bramę. Większość z nas nie dostała umów wolontariackich.

Jest ich sześć plus przyjaciele wspierający. Pracowały na rzecz podopiecznych Azorka od kwietnia br. Dziś stoją po drugiej stronie schroniskowej barykady, próbując nagłośnić problem, by przy uzyskaniu wsparcia społecznego, doprowadzić do pozytywnych zmian.

Reklama

Sochaczewskich oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, który zarządza miejskim schroniskiem, odpowiada ostro: to pomówienia i kłamstwa. W specjalnym oświadczeniu, podpisanym przez Aldonę Kmiecińską reprezentującą TOnZna terenie naszego miasta, czytamy:

Przy nawale pracy na schronisku może zdarzyć się jakieś przeoczenie. Nie popełnia ich ten, co nic nie robi. Nam zapewne również to się zdarzało, ale NIGDY nie były to zaniechania czynione w sposób świadomy i zawsze przyjmowaliśmy wszelkie uwagi od różnych osób. Nie obrażaliśmy się za nie. Również przyjęlibyśmy wszelkie uwagi i od osób, które teraz tak nas szkalują. Ale im nie chodzi o współpracę. One chcą obrażać, wyzywać, iść na wojnę, na której jedynymi poszkodowanymi będą zwierzęta”.

Reklama

I dalej:

Informujemy, że jesteśmy w kontakcie z Kancelarią Prawną TOZ i chcemy sprawę wnieść na drogę cywilno-prawną. Zażądamy od tych Pań RZETELNEGO UDOWODNIENIA WSZYSTKICH OSZCZERSTW POD NASZYM ADRESEM. Jeżeli nie potwierdzą się one, to wystąpimy o znaczne odszkodowanie pieniężne za naruszenie dóbr osobistych i wszystkie uzyskane środki przekażemy na rzecz Schroniska Miejskiego AZOREK w Sochaczewie”.

- Najdziwniejsze jest dla nas to, że każda uwaga, jaką wygłaszamy, przyjmowana jest jak atak, a przecież chodzi o dobro psów. Nie chcemy przejąć schroniska, nie mamy żadnych ukrytych celów, pragniemy tylko poprawić byt tych biednych zwierząt – podkreśla nasza rozmówczyni.

Reklama

- Najbardziej zależy nam na tym, by nadal móc pomagać – dodaje Gosia. – Pragniemy wypracować warunki kompromisu, takiego, w którym uwzględnione zostaną nasze argumenty. Chcemy by nas w końcu wysłuchano. Tym bardziej, że wiemy, iż mamy rację. A te kilka miesięcy naszej pracy dały wymierne, niezwykle satysfakcjonujące efekty, bo kilka psów wydawałoby się bez nadziei na adopcję – znalazło dom, sięgnęłyśmy po pomoc behawiorysty.

- Jesteśmy poważnymi kobietami, czynnymi zawodowo, wiemy, co robimy – dodaje druga wolontariuszka. Obie swoją misję adopcyjną traktują bardzo poważnie. Nie tylko sprawdzają każdy potencjalny dom. Starają się najpierw poznać bardzo dobrze każdego psa, nie tylko po to, by dopasować rodzinę do jego temperamentu i wymagań. Również dlatego, że czuły, osobisty opis czworonoga i dobre zdjęcia zawsze ułatwiają znalezienie domu. - Ale tego nie da się zrobić przez zamknięte drzwi – mówią.

Reklama

Schronisko nasze jest otwarte. Zapraszamy wszystkich ludzi DOBREJ WOLI, a nie pieniaczy, którzy straszą pracowników schroniska słowami „ ...będziecie biedni” lub innych wolontariuszy wyzywają od „... wstrętnej gnidy” (mamy na to dowody)” – czytamy w oświadczeniu Aldony Kmiecińskiej.

 

I co teraz?


figa

 

Pełna treść oświadczenia na stronie Azorka – TUTAJ

Pełna treść petycji w sprawie zmian w Azorku i możliwość podpisania - TUTAJ


a to przywołana w tekście Hienka



 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    moniano 2016-08-26 11:18:37

    Niemieszkaniec - proszę o wskazanie o ktorych psach Pan pisze w swoim tekscie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    nutella30 2016-08-26 11:09:59

    Dystopia - mam nadzieję, że pisząc o pokazaniu relacji obu stron nie miała Pani na myśli tego artykułu, w którym 3/4 tekstu to rozmowa z jedną stroną, a wycinek oświadczenia ma być "relacją" drugiej strony... Metasekwoja - nigdzie nie zostało napisane, że wolontariusze nie mogą pracować w schronisku. Zdaje się, że konflikt był pomiędzy schroniskiem, a jedynie kilkoma osobami, pozostali zaś wolontariusze nie mieli żadnych problemów z wejściem i współpracą. szczypior - tu masz pełną rację, to jest bez sensu, że wszystko musi iść przez urząd, bo rzeczywiście poza godzinami pracy urzędu zwierzaki zostają bez pomocy, a schronisko ma związane ręce. Niestety tak sobie wymyślił urząd i to oni mogą coś zmienić w tej kwestii, o ile by zechcieli...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    nutella30 2016-08-26 11:04:22

    "Niemieszkaniec" - czy mogę prosić o wskazanie, które konkretnie psiaki ma Pani na myśli? Warto sprawdzić, czy psiaki rzeczywiście potrzebują pomocy. Niepokoi mnie jednak stwierdzenie, że psy Pani wujka - trzymane w domu - były na wpół zdziczałe... Połowa Pani wpisu dotyczy policji i spraw urzędowych - to tam powinna Pani więc zgłaszać zażalenia, a nie do schroniska. Wyprowadzania i wolontariusze - skąd ma Pani informację, że jest ich tylko 3? Zarzuty są dość spore i myślę, że należy tę sprawę wyjaśnić. Pozdrawiam

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama