Referendum śmieciowe, powołanie nowej spółki kapitałowej do oczyszczania miasta i kolejny etap restrukturyzacji Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej – to główne problemy jakie stanęły na wtorkowej sesji Rady Miejskiej. ODCHUDZANIE ZGM Sprawę ZGM wprowadzono do porządku obrad na wniosek radnej Radzanowskiej, zaniepokojonej zapowiedzią zwolnienia 13 pracowników, głównie fizycznych. Decyzję o redukcji zatrudnienia podjął wiceburmistrz Brymora. W piśmie do dyrektora ZGM Andrzeja Ziółkowskiego napisał, że wypowiedzenia mają być wręczone do 31. marca i powinny dotyczyć m.in. konserwatorów, magazyniera, kierowcy, księgowej i pracownika BHP. W czasie sesji wiceburmistrz Brymora przypomniał, że w 2003 r. zostało sprzedanych 250 lokali mieszkalnych o łącznej pow. 11 tys. m2, a w pierwszych miesiącach 2004 r. kolejnych 37. Czterdzieści pięć budynków oddano pod zarząd wspólnot, a ZGM nie rozlicza już kosztów właścicielskich wynikających z zarządu nieruchomością wspólną. Obowiązki te przejął urząd. ZGM natomiast nadal zalega wspólnotom 345 tys. zł, a deficyt zakładu wynosi ponad 1.200 tys. zł. Zmniejszyły się obowiązki ZGM, redukcji powinno więc ulec zatrudnienie – przekonywał Krzysztof Brymora, a później także naczelnik Agnieszka Kupryjaniuk. Ta ostatnia przeprowadziła nawet swego rodzaju kalkulację. Miasto posiada obecnie w zarządzie 1257 mieszkań komunalnych, zaległości ZGM wynoszą ponad 1.200 tys. zł, z czego wynika, że „dotujemy każde mieszkanie kwotą 1000 zł” – przekonywała A.Kupryjaniuk. Wyliczała przy tym, że miasto pełni rozliczne obowiązki, od właścicielskich, poprzez sprzedaż i wynajem mieszkań, prowadzenie spraw sądowych o eksmisje i wiele innych. „Ile jeszcze obowiązków zabrać ZGM, a ile pieniędzy dołożyć?” – pytała. „Ile miasto zyska, jeśli zwolni tych ludzi? Czy dlatego, że lokatorzy nie płacą czynszu, 13 ludzi ma iść na bruk” – ripostowała Danuta Radzanowska. Dyskusja odbywała się w obecności pracowników ZGM i SOEKO. Załoga chciała wiedzieć, dlaczego zwalnia się pracowników fizycznych, a nie administrację. Przewodniczący Międzyzakładowej Komisji Związkowej, Mieczysław Wróbel pytał wręcz, dlaczego dotychczas nie pokuszono się o zmianę zarządzającego ZGM, a wszelkie kolejne zmiany dotykają jedynie pracowników fizycznych? Dyrektor Ziółkowski przekonywał, że deficyt zakładu wynika z zadłużeń czynszowych. „W zasobach komunalnych mieszkają ludzie najgorzej sytuowani. Wielu z nich w ogóle nie płaci czynszu” – wyjaśniał. Zapewniał też, że nie ma wśród najemców osoby, do której nie dotarliby pracownicy ZGM, a jedynym rozwiązaniem są mieszkania socjalne. Radni chcieli wiedzieć, czy załoga ZGM ma zlecenia i jaki jest przerób. A.Kupryjaniuk informowała, że 17 pracowników wykonało w 2003 roku roboty za 200 tys. Wyliczyła przy tym, że roboczogodzina kosztuje w ZGM 19 zł. – „My takich pieniędzy nie możemy płacić, ja nie wiem, czy będą środki na pensje” – dodała. Mimo takich uwag i zastrzeżeń Danuta Radzanowska zaapelowała do burmistrza o wstrzymanie wypowiedzeń. Twierdziła, że w mieście jest dość pracy dla ludzi z ZGM, trzeba ją tylko umiejętnie zorganizować. Deklaracje w tej sprawie ze strony władz nie padły, wiceburmistrz Żelichowski zachęcał jednak załogę do pozostania na sali do czasu rozpatrywania projektu uchwały o powołaniu nowej spółki kapitałowej. To zaproszenie zebrani odczytali jako gest dobrej woli i zapowiedź rozwiązania problemów kadrowych. SPÓŁKA PEŁNA WĄTPLIWOŚCI Jeszcze więcej emocji niż sprawa ZGM wzbudził projekt powołania nowej spółki do oczyszczania miasta. Wiceburmistrz Brymora przedstawił radnym dwie możliwości: powołanie spółki kapitałowej z większościowym udziałem miasta lub ogłaszania przetargu na wywóz nieczystości. Spółka miałaby się zająć całościowo gospodarką śmieciową, łącznie z uruchomieniem sortowni i recyklingiem. Miasto wniosłoby aportem działkę o pow. 2 ha na ul.Wodociągowej w Chodakowie, wspólnik – odpowiedni sprzęt, zarządzanie, zatrudnienie. W drugim przypadku, a więc otwartego przetargu, miasto nie mając zobowiązań co do spółek, wybierałoby najkorzystniejsze oferty. Dyskusja o nowej spółce śmieciowej miała tym większe uzasadnienie, że we wtorek otwarcie mówiono już o upadłości SOEKO. Korzystnych dla siebie rozwiązań oczekiwali pracownicy spółki obecni na sesji. Część radnych uważała jednak, że tych dwóch spraw nie należy łączyć, a uchwała jest przedwczesna. Przedstawiciele „Zgody” mieli wiele pytań i wątpliwości. Dariusz Dobrowolski twierdził, że działka o wartości 400 tys. zł to mizerny wkład jak na udziałowca większościowego. W budżecie nie ma natomiast dodatkowych pieniędzy na ten cel, a przecież spółka nie może działać bez sprzętu, ludzi i zapewnionego rynku. Krzysztof Wasiak domagał się od burmistrza biznes-planu i ekonomicznego uzasadnienia dla całego przedsięwzięcia. Andrzej Olejnik mówił wręcz, że „każe nam się brać kota w worku”. Pytał o czyj interes ma dbać miasto – spółki nastawionej na maksymalizację zysków, czy mieszkańców zainteresowanych jak najniższymi stawkami. Wiceburmistrz Brymora sugerował, że nowej spółki i SOEKO nie można traktować oddzielnie, gdyż jest to ten sam rynek śmieciowy w Sochaczewie. Przekonywał, że to zadanie ma sens, bo śmieci na całym świecie przynoszą dochody. Trzeba tylko mieć kontrolę nad spółką, wpływ na zarząd i radę nadzorczą. Ma to zapewnić przynajmniej 51 proc. udziałów. (Przypomnijmy, że w SOEKO miasto miało 21 proc. udziałów). Krzysztof Wasiak upierał się jednak, że nikt nie odda miastu pieniędzy, jeśli nie będzie miał na nie wpływu, chciał wiedzieć czy jest już jakiś konkretny inwestor. K.Brymora przekonywał, że posiadamy spory rynek, który zwolni się po upadającym SOEKO , że kapitał nie jest tu najważniejszy. A z ewentualnymi inwestorami nie będzie problemu. Wiceburmistrza poparła Danuta Radzanowska, twierdząc, że to szansa dla miasta oraz ludzi z SOEKO i ZGM „a burmistrz wie co robi”. Radny Olejnik nazwał to wystąpienie szczytem niekompetencji. Dłużny nie pozostał wiceburmistrz Żelichowski, mówiąc, że „kilku panów torpeduje sprawę”. Argumentował, że jeśli w niszę po SOEKO wejdą prywatni inwestorzy, którzy zabiorą rynek, to potem się tego nie odrobi. Głos zabrała także przedstawicielka SOEKO przypominając, że to pracownicy za każdym razem dostają po głowie, choć nie mają żadnego wpływu na zarządzanie. „My słyszymy, że jest możliwość pomocy dla SOEKO, a państwo radni blokują sprawę” – mówiła E.Kierzkowska. Głosowanie uchwały pokazało, że wątpliwości niektórzy radni mieli do końca. „Za” opowiedziało się 12 osób, 5 było przeciw, 3 wstrzymały się od głosu. Dwie godziny później zwolennicy spółki mocno żałowali swojej decyzji. Okazało się bowiem, że jej zawiązanie nie oznacza, iż znajdą w niej pracę zwalniani pracownicy. Doszło do prawdziwej awantury i przepychanek słownych między burmistrzami i radnymi. Najbardziej zawiedziona była Danuta Radzanowska, z którą wywiad zamieszczamy obok. Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze