Sól ziemi, czyli jak wygrać Kampania wyborcza wkracza w decydującą fazę. Plakaty i billboardy z biustami kandydatów umieszcza się więc gdzie popadnie, wykorzystując niemal każde wolne miejsce. Sam widziałem główkę jednej z sochaczewskich kandydatek do Sejmu przyklejoną na środku większego afisza „Cyrk Polonia” – nic dodać, nic ująć. Po Warszawie zaś krąży taki żart: - Którędy do apteki? Za trzecim billboardem Tuska w prawo. Plakaty mamy więc w sklepowych witrynach, na autobusach ZKM, na słupach elektrycznych, a także zwyczajnie na murach i drzewach. Komitety wyborcze w wyścigu pod hasłem: „Nasze będzie na wierzchu” zapominają często, że wcale nie jest wszystko jedno, gdzie kandydat będzie wisiał. Ci, którzy wieszają się na autobusach, muszą liczyć się ze skojarzeniami, iż przy nich niełatwo będzie zdobyć jakiś stołek, a operatywna młodzież sama pcha się do foteli i już dziś starszym miejsca nie ustępuje. Jeśli zaś chodzi o sklepowe witryny, to oczywiście zależy, jakiej sklep jest branży. Dobrze zaopatrzony spożywczy nastraja korzystnie, ale tylko tych, którzy mają pieniądze. Ubogich może drażnić. Tak, jak sklep z sukniami ślubnymi, żonatych. W oknach kwiaciarni dobrze wypadają panie, panowie zaś lepiej w motoryzacyjnym. Nie daj Boże zaś powiesić się w oknie toto lotka, bo zaraz pomyślą, że liczy się tylko na jakiś fart. Mury w ogóle nie są u nas dobrze widziane, chyba że te, które już runęły, zaś drzewa, no cóż, modne było kiedyś powiedzonko, że na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści. Komuniści nie zawiśli, o co mają teraz do nich niektórzy pretensje. A ja pamiętam, jak podczas ostatnich wyborów samorządowych na burmistrza, jeden z kandydatów poprzyklejał się do drzew przezroczystą taśmą tak mocno, iż mimo, że przegrał, to jeszcze kilka tygodni po wyborach służby miejskie nie mogły go oderwać. Mało brakowało, a trzeba byłoby wyrywać drzewa z korzeniami, tak nie mógł przeżyć porażki. Podobno za rok znów ma startować. Musimy więc zadbać o nasze drzewa. Ważnym elementem w kampanii wyborczej jest również numerologia. Państwowa Komisja Wyborcza wylosowała numery list komitetów wyborczych poszczególnych ugrupowań. Te numerki również mogą wpłynąć na decyzję wyborców. Trzeba jednak trochę „liznąć” zasady numerologii. Na przykład taka ósemka, numer Platformy Obywatelskiej, to liczba mocy, władzy, potęgi i dążenia do niej. Ósemki mogą być owładnięte manią wielkości, bywają uparte i zawzięte, choć budują swą karierę ciężkim wysiłkiem i pracą. W przypadku porażki mają jednak wystarczająco dużo sił, aby zacząć od początku. Szóstka z kolei to Prawo i Sprawiedliwość. Ludzie podlegający wpływom tej cyfry mają spokojne usposobienie i cenią sobie osiadły tryb życia, domowy spokój oraz życie rodzinne pośród licznego potomstwa. Nie są jednak tak wytrwali w dążeniu do celu, jak ci spod ósemki, zbyt łatwo zdają się na los szczęścia. Siódemka to SLD. Jest ona liczbą rzeczy świętych, nie z tego świata. Ludzie spod tej liczby często żyją w oderwaniu od rzeczywistości. Wielu z nich to samotnicy z wyboru. Natomiast 15 Samoobrony to melanż jedynki z piątką, czyli z jednej strony (1) są to indywidualiści, którzy sami sobie ustalają prawa i lubią życie surowe, bez wygód, chętnie też podejmują się kierowania innymi. Z drugiej zaś, od strony piątki, są porywczy, zmienni, kapryśni, żyją pełnią życia, ale są trudni jako partnerzy i ich związki nie trwają długo. To bardzo wybuchowa mieszanka. PSL ma dychę, więc po odejściu piątki zostają nam cechy samej jedynki. Natomiast odwrotnie SDPL, które ma piątkę. No i może jeszcze LPR, której przytrafiła się trójka. To wbrew szkolnym pozorom liczba sukcesu. Ludzie spod niej są pełni wiary w siebie i swe możliwości. Często ich powodzenie jest nieco na wyrost i wyprzedza rzeczywiste osiągnięcia. Trójki lubią się przechwalać i popisywać. Ale dorzućmy do tego jeszcze czwórkę, czyli Partię Demokratyczną (Unię Wolności). Ludzie spod tej liczby są wytrwali i pracowici, uparci lecz przywiązani do rutyny. Brakuje im natomiast fantazji i rozmachu oraz wiary w siebie. Mimo to uważają się za sól ziemi, za najwartościowszą odmianę człowieka. Atmosfera wyborcza udziela się wszystkim, również jednemu z kandydatów na burmistrza Sochaczewa z poprzednich wyborów, który już trzy lata cierpi, że go wtedy ludzie nie wybrali. Może dlatego już dziś „powymieniał” wiele stanowisk w mieście. Wyrzucił z ratusza kilku urzędników, a także dyrektorów szkół, między innymi dyrektorkę jednego z gimnazjum i mianował na jej miejsce byłego nauczyciela tej szkoły. Wywalił też na zbity pysk całą redakcję „Ziemi Sochaczewskiej”, zatrudniając w samorządowej gazecie swoich kolegów. Sądzę, że ma jeszcze wiele podobnych pomysłów im bliżej przyszłorocznych wyborów, takich „zmian personalnych” będzie czynił więcej, bo przecież trzeba ludziom coś obiecywać, żeby dobrze głosowali. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze