Ich akcesoria to biała laska, mówiący zegarek i podświetlana lupa do czytania. Z ich użyciem próbują w miarę normalnie funkcjonować, ale mają swój własny, nie do końca widoczny świat. Opowiada nam o nim Jadwiga Truchanowicz – przewodnicząca sochaczewskiego oddziału Polskiego Związku Niewidomych. Kiedy spada siatkówka PZN w naszym powiecie zrzesza ok. 50 osób niewidomych i niedowidzących. Jak twierdzi Jadwiga Truchanowicz, każdy z nich ma inne schorzenie, inny zakres widzenia i różne doświadczenia z tym związane. Są tacy, którzy nie widzą lub niedowidzą od dziecka i tacy, którzy stracili wzrok w wyniku chorób, wypadków, czy innych zdarzeń losowych. Naszej rozmówczyni przydarzyło się to 18 lat temu podczas wycieczki do Włoch. „Była niedziela, chciałyśmy z koleżankami iść do kościoła. Wysiadłam z autokaru i czekałam, aby przejść przez ulicę. W pewnym momencie zobaczyłam tylko, jak przez mgłę, sznur sunących samochodów i przez jezdnię już nie dałam rady przejść. Najpierw myślałam, że to chwilowa niedyspozycja, ale po dwóch dniach było już tak źle, że z autokaru zabrała mnie karetka pogotowia. Trafiłam do szpitala w Casercie, gdzie wykonano szereg badań. Okazało się, że spadła mi siatkówka z jednego oka, z drugiego zsunęła się tak, że widziałam tylko maleńkim fragmentem oka”. Podjęto decyzję o przewiezieniu pani Jadwigi do Polikliniki w Neapolu, gdzie przeszła serię kolejnych badań i operację. „Najpierw byłam zrozpaczona, bo nagle znalazłam się sama w obcym miejscu, bez znajomości języka, z poważną chorobą. Teraz jednak dziękuję Bogu, że tak się stało, bo to przecież był 1992 r. W kraju bieda, lecznictwo na fatalnym poziomie, a moje schorzenie wymagało specjalistycznego sprzętu i dobrych fachowców. Myślę, że dzięki temu iż operacja odbyła się w Neapolu, wyszłam z tego i choć trochę widzę. Jadziu, zapisz się do Związku Po powrocie z Włoch 56-letnia wtedy kobieta nagle stanęła przed faktem, że z osoby zupełnie sprawnej stała się inwalidką. To, co dotychczas było prostym zajęciem, stawało się zadaniem nie do wykonania. Bez pomocy bliskich nie była w stanie funkcjonować. „Aż pewnego razu odwiedziły mnie koleżanki. Jedna z nich powiedziała: „Jadziu, zapisz się do związku”. „Do jakiego związku? – spytałam. – „Do Związku Niewidomych”. Wtedy Jadwiga Truchanowicz nawet nie wiedziała, że coś takiego istnieje. Ale to był pewien przełom. Kiedy zgłosiła się „pod lasek”, bo tam znajdowała się wtedy siedziba PZN, w krótkim czasie związek wysłał ją na specjalny kurs dla osób niewidzących do Bydgoszczy. Najpierw się opierała, ale w końcu, za namową innych, pojechała. Dzisiaj mówi, że dopiero tam nauczyła się żyć i radzić sobie z kalectwem. „To jest wspaniały, specjalistyczny ośrodek, gdzie pod okiem fachowców poznawałam sposoby radzenia sobie, mimo tak dużej wady wzroku. Kiedy wróciłam, wiedziałam, co i jak robić, żeby nie być zdaną na ciągłą pomoc innych” – opowiada. Teraz pani Jadwiga sama chodzi na zakupy, podróżuje, wykonuje wiele domowych czynności, co więcej, od 12 lat jest przewodniczącą sochaczewskiego oddziału Związku Niewidomych i pomaga innym. Członkowie pod lupą Do PZN należą tzw. zerowi, czyli osoby zupełnie niewidome i tacy, którzy mają różne schorzenia ograniczające widzenie. Pani Jadwiga wyjmuje lupę i sprawdza wykaz członków spisany wielkimi literami. Każdego zna z nazwiska i o każdym może coś powiedzieć. „Mamy młodego człowieka, który skończył uczelnię muzyczną w Krakowie, inna nasza podopieczna uczęszczała do specjalnej szkoły pod Poznaniem. Świetnie sobie radzi i nawet jest członkiem Stowarzyszenia Ludzi Małych. Jeszcze inna dziewczyna skończyła szkołę w Laskach i koniecznie chce tam pracować, bo tak jej się podoba to miejsce. Do związku należą też osoby starsze z Iłowa, Młodzieszyna, Brochowa, gminy Sochaczew, no i oczywiście z miasta. Każdemu staramy się pomóc wg jego potrzeb”. Związek posiada wykazy placówek specjalistycznych, szkół dla dzieci czy młodzieży ociemniałej, adresy sklepów, gdzie można kupić sprzęt, bierze udział w spotkaniach, wyjazdach, a nawet imprezach. „W każdą ostatnią niedzielę miesiąca są dla nas organizowane msze w Warszawie, które odprawia nasz związkowy kapelan. Spotykamy się tam, rozmawiamy, wymieniamy doświadczenia i informacje. Bierzemy udział w pielgrzymkach, imprezach organizowanych przez DDPS, MOPS lub koalicję na rzecz seniorów. W każdym razie ci, którzy chcą, mogą nadal być aktywni. Oczywiście, jeśli zdrowie na to pozwala, bo często problemy ze wzrokiem wiążą się z innymi poważnymi chorobami, jak choćby cukrzycą. Niezbędne gadżety W ostatnich latach bardzo rozwinął się rynek sprzętu rehabilitacyjnego i pomocniczego przydatnego osobom niewidomym lub niedowidzącym. Pani Jadwiga demonstruje nam „mówiący” zegarek, który wystarczy nacisnąć, a ten podaje aktualną godzinę. Ma też podświetlaną lupę, dzięki której może przeczytać nawet „Ziemię Sochaczewską”. Co prawda wymaga to dużo czasu i dodatkowego oświetlenia, ale jest do wykonania. Dzięki temu nasza rozmówczyni wie, co dzieje się w mieście i okolicy. Dla osób niewidzących wydawana jest specjalna gazeta pt. „Pochodnia”. Druk w niej jest na tyle duży, że nie potrzeba tyle wysiłku, aby ją przeczytać. Poza tym zawiera ona treści interesujące ludzi z problemami wzrokowymi. Wśród gadżetów są też specjalne portmonetki ułatwiające zakupy, z którymi niedowidzący mają duże problemy. Pani Jadwiga opowiada, że najgorsze są odpowiedzi w stylu: „No przecież jest napisane”. „Niektórzy nie zdają sobie chyba sprawy, że mają do czynienia z ludźmi niedowidzącymi. Okulary nie są wystarczającym sygnałem, więc często skazani jesteśmy na łaskę obcych ludzi, a także ich uczciwość, np. przy wydawaniu reszty pieniędzy” – dodaje. Niezbędny i, jak twierdzi pani Jadwiga, najdroższy jest sprzęt optyczny, ale ważne, że jest. Były czasy, kiedy niewidomi skazani byli na laskę i przyciemnione okulary, i zdani wyłącznie na siebie. Dlatego nasza rozmówczyni zachęca, aby ci, którzy jeszcze nie należą do związku, zapisali się. To naprawdę przynosi duże korzyści i pomaga w codziennym funkcjonowaniu. Polski Związek Niewidomych, oddział w Sochaczewie, przyjmuje interesantów w budynku Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej przy ul. 600-lecia 90, w każdy pierwszy i ostatni piątek miesiąca, w godz. 10.00-12.00. W siedzibie związku nie ma telefonu, ale swój prywatny numer udostępnia p. Jadwiga Truchanowicz. We wszystkich sprawach dotyczących PZN można dzwonić na 46 862-36-24. Może warto się przełamać i skorzystać z oferty organizacji tak przychylnie nastawionej na pomoc innym. Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze