Charlie był nieszczęśliwym ogrodnikiem. Całe swoje życie poświęcił uprawianiu idealnego ogrodu, jednak każdego roku odkrywał, że uzyskał takie same, marne wyniki: jego kwiaty więdły, trawa traciła kolor, a chwasty rozrastały się po całym ogrodzie, płosząc lokalną faunę.
Przygnębiony kolejnym rokiem słabych wyników, Charlie postanowił przejść się wzdłuż swej ulubionej rzeki. Zazwyczaj było to ciche miejsce, do którego mógł się udać, aby rozpamiętywać swoje porażki. Tamtego dnia jednak jego skupienie zakłócił siedzący na brzegu rzeki mędrzec. Nieprzywykły do widoku kogokolwiek na swej samotnej drodze, Charlie postanowił przywitać się z nieznajomym. Mędrzec powoli odwrócił głowę i wypowiedział słowa, które wprawiły Charliego w zdumienie: ,,Zdaje się, mój przyjacielu, że jesteś nieszczęśliwy. Twoje oczy są pełne smutku, idziesz przygarbiony, dostrzegam smutek na twojej twarzy, a twoja energia jest niska.” Z początku Charlie był zdziwiony; spodziewał się usłyszeć jedynie: ,,Dzień dobry”. W osłupienie wprawiła go również trafność spostrzeżeń mędrca, z którym zgadzał się całkowicie.
,,Skąd możesz to wiedzieć?”, zapytał. ,,Nie wiesz nawet, kim jestem”.
,,Nie trzeba kogoś znać, aby odczytać jego emocje”, odparł mędrzec. ,,Czy miałbyś ochotę przysiąść się do mnie i porozmawiać? Chętnie wysłucham tego, co leży ci na sercu.”
Rozmowy z innymi ludźmi zazwyczaj sprawiały Charliemu trudność, zwłaszcza wówczas, gdy rozmówca był nieznajomy. Jednak tym razem było inaczej. Spokój, zaufanie oraz pozytywna energia, jakie odczuwał, znajdując się w pobliżu tego człowieka, sprawiły, że bez namysłu odparł: ,,Oczywiście”.
,,O czym rozmyślasz?”, zapytał mędrzec. Charlie zawahał się i uważnie przemyślał swoja odpowiedź. Postanowił przemówić szczerze: ,,W gruncie rzeczy jestem raczej nieszczęśliwy. Przez całe życie chciałem być dobrym ogrodnikiem i przez całe życie ani razu mi się to nie udało”.
,,Czy chciałbyś to zmienić?”, zapytał mędrzec.
,,Jak najbardziej. Chyba nic na świecie nie uczyniłoby mnie szczęśliwszym”, odparł Charlie.
Gdy wyczuł zaangażowanie w głosie i postawie Charliego, mędrzec powiedział, że może mu pomóc. ,,Wszystko, czego potrzebujesz, aby rozwiązać swój problem, znajduje się wewnątrz ciebie. Jeżeli zatem pragniesz zmiany, pomogę ci zacząć myśleć, czuć się i zachowywać jak dobry ogrodnik”.
,,Wspaniale. Jak długo to potrwa? Czy to, czego pragnę, mogę dostać już dzisiaj?”
,,Cierpliwość, wiara i zaangażowanie są tym, czego potrzebujesz, aby odnieść sukces, przyjacielu. Reszta przyjdzie z czasem. Dzisiaj mogę pomóc ci stać się bardziej świadomym tego, co musisz zmienić, jednak prawdziwe, trwałe zmiany nadejdą później. Jeżeli angażujesz się tylko dzisiaj, wówczas wrócisz do swoich dawnych zwyczajów i nic się nie zmieni. Jeżeli zaś będziesz ze mną współpracował przez kilka najbliższych miesięcy, obiecuje ci, że już latem przyszłego roku będziesz miał ogród swoich marzeń. Mogę ci również obiecać, że zmiany, które zajdą w ciągu tych kilku miesięcy, zostaną z tobą do końca twojego życia. Co o tym myślisz?”.
,,Brzmi cudownie. Czym jest kilka miesięcy, jeżeli dzięki nim można odmienić całe swoje życie?”
Mędrzec mówił dalej: ,,Zanim zaczniemy, muszę powiedzieć ci jeszcze jedno. To, czego nauczysz się podczas naszej wspólnej podróży, ma ogromną moc. Nauczysz się wykorzystywać własne mocne strony tak, aby najlepiej wykorzystać narzędzia, które masz w ogrodzie. Nauczysz się współpracować z ogrodem i zmieniającymi się porami roku tak, aby zawsze wyglądał pięknie. Nauczysz się, w jaki sposób zaakceptować to, że czasem rośliny nie rosną lub wyglądają inaczej, niż byś tego pragnął. Nauczysz się czerpać siłę ze swych porażek i odnajdywać inne sposoby osiągania tego, czego pragniesz”.
,,I ty możesz mi w tym wszystkim pomóc?”
,,Tak. Powiedz mi teraz, co sądzisz o swoich umiejętnościach ogrodniczych. Jakie myśli pojawiają się w twojej głowie, gdy myślisz o sobie jako ogrodniku?”.
,,Jeżeli mam być całkowicie szczery, straciłem już nadzieję. Nie wierzę już w to, że mogę być dobrym ogrodnikiem i szczerze wątpię w to, czy kiedykolwiek uda mi się stworzyć ogród, o którym od dawna marzę”.
,,Jaki wpływ mają te myśli na sposób, w jaki zajmujesz się ogrodem?”.
Charlie zamyślił się. Nigdy wcześniej nie przyszło mu przez myśl, że jego myśli i działania mogą być połączone. Po chwili odparł: ,,Kiedy się nad tym zastanowiłem, wydaje mi się , że ostatnio niezbyt się starałem. Coraz mniej czasu spędzałem w ogrodzie i nie chciało mi się wymieniać zepsutych narzędzi. Myślę, że nie widziałem w tym sensu”.
W ciągu następnych kilku miesięcy mędrzec i Charlie spotykali się każdego miesiąca w tym samym miejscu na brzegu rzeki. Podczas każdego spotkania mędrzec słuchał, a następnie zadawał Charliemu stymulujące, nierzadko trudne pytania. Po każdym spotkaniu Charlie wracał do ogrodu z różnymi celami; czasami miał tylko spróbować zmienić swój sposób myślenia, częściej jednak zacząć inaczej wykonywać swoją pracę.
Charlie zaczął zauważać, że coraz chętniej sam z siebie próbuje nowych metod, i coraz bardziej był pewien, że jego pomysły są trafne. Zauważył, że wie o prowadzeniu ogrodu więcej, niż przypuszczał, co sprawiło, że czuł się naprawdę dobrze. Zaczął wierzyć, że jednak jest dobrym ogrodnikiem.
Po kilku miesiącach Charlie dokonał czegoś, co wcześniej uważał za niemożliwe. Zniknęły wszystkie chwasty, a zastąpiło je bogactwo pięknych kwiatów i roślin. Trawa była zieleńsza niż kiedykolwiek wcześniej, a lokalna fauna wypełniła ogród energią i życiem. Spędzając wspaniałe chwile w pięknym otoczeniu, które sam stworzył, Charlie zaczął rozmyślać nad tym, w jaki sposób mędrzec pomógł mu od ich pierwszego spotkania. Co ciekawe, im więcej o tym myślał, tym bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że przez cały ten czas mędrzec nie udzielił mu praktycznie żadnych rad. Jedyną radą, którą mógł sobie przypomnieć, była propozycja wyrobienia sobie przydatnego nawyku, jakim jest usiąść każdego dnia i zastanowić się nad tym, czego tego dnia dokonał. Wtedy Charlie przyrzekł sobie, że zawsze będzie tak robił; nie tylko wówczas gdy jego ogród będzie piękny i tętniący życiem, lecz także wówczas gdy będzie potrzebował więcej uwagi, a chwasty znowu zaczną się pojawiać.
Opowiadanie pochodzi z aktualnie czytanej przeze mnie książki ,,Coaching inteligencji emocjonalnej” autorstwa S. Neale, L. Specer-Arnell, L. Wilson. Tak bardzo spodobało mi się jego przesłanie, że postanowiłam podzielić się nim z Wami. Nie chcę burzyć pojawiających się refleksji swoją interpretacją tekstu, dlatego pozostawiam Was z własnymi, osobistymi myślami.
Co jest Twoim ogrodem?
Jakie myśli towarzyszą Ci, kiedy myślisz o sobie jako ogrodniku?
Jaki wpływ mają te myśli na sposób, w jaki zajmujesz się ogrodem?
A teraz pomyśl, że ten ogród jest ogrodem Twoich marzeń...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Karolu, też jestem zdania, że rodzina to najbardziej naturalne, najwłaściwsze i najdoskonalsze środowisko budowania własnej tożsamości i rozwiązywania problemów. Niewątpliwie te dobre relacje są zasługą Pana troski i uwagi poświęconej najbliższym. Gratuluję i serdecznie pozdrawiam. A Panu, Gaj, dziękuję za poetycką perspektywę i empatię. Jakże wiele można powiedzieć wierszem... Serdeczności.
Kolejny raz muszę Pani podziękować i uszanować Pani pogląd. Zauważam wiele dobrych stron życia i jego wartości poprzez te wszystkie spostrzeżenia i wyjaśnienia. Osobiście własne problemy zwyczajne rozwiązuje w gronie najbliższych z którymi mam doskonały kontakt. To ja jestem dla nich mędrcem a oni dla mnie, dzięki czemu z uśmiechem codziennie patrzę w lustro...:)
Miłego dnia życzę, Karol
Karolu, zadał mi Pan pytanie sugerujące, w którym ukryta jest Pana opinia na dany temat i moja odpowiedź miałaby na celu ją potwierdzić. W Pana wypowiedzi słyszę dużą niezgodę na niesprawiedliwość, na dążenie do sukcesu za wszelką cenę, a nawet kosztem innych ludzi, na krzywdę ludzką oraz wykorzystywanie socjotechniki do niszczenia innych. Rozumiem, że stoją za tym jakiś konkretne doświadczenia. Mam też wrażenie, że podjęty przeze mnie temat poruszył jakąś Pana wartość. Pan pewnie najlepiej wie, jaką. Coaching nie ma nic wspólnego z socjotechniką, ale umówmy się, że jest jakimś narzędziem do wykorzystania w życiu. Jednak to nie wina narzędzia, że jest tak jest. Nóż kuchenny służy do krojenia chleba, ale można nim również zabić człowieka. Czy to wina noża lub tego, który go stworzył? Za wszystkim stoi człowiek. Człowiek ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje, czyny, życie. Mimo tego ja jednak wolałabym nie oceniać ludzi, bo każdy przeszedł jakąś tylko sobie znaną drogę i tylko on może się przyjrzeć temu i ocenić siebie... Nikt inny nie wie o konkretnym człowieku więcej, niż on sam o sobie. Każdy z nas ma tylko wiedzę cząstkową, widzi z jakiejś jednej perspektywy daną osobę, ale tylko sam zainteresowany może to złożyć w całość, bo wie i czuje o sobie najwięcej.
Bardzo dziękuję Pani za wyczerpującą odpowiedź dedykowaną specjalnie dla mnie z uśmieszkiem...:)
Co coaching dał ogrodnikowi? Zwiększyła się jego samoświadomość, ogrodnik nauczył się wykorzystywać swoje mocne strony, współpracować z otoczeniem, akceptować to, na co nie ma wpływu, uczyć się na swoich błędach oraz odnajdywać różne możliwości realizacji celu.
Pozwoliłem sobie zacytować fragment którego wynika, że ogrodnik potrzebował wsparcia mędrca.
Zatem proszę odpowiedzieć mi na pytanie...osoba pewna siebie, świadoma, chełpiąca się swoim sukcesem okupionym niszczeniem wszystkiego i wszystkich stojących jej na drodze do sukcesu nie zauważając dobra i niszcząc relacje z bliskimi korzystająca z kursów coachingu działa zgodnie z zasadami tych umiejętności?
Pozdrawiam serdecznie, Karol.
Witajcie :) Miałam trochę wyjazdowy weekend i dlatego nie mogłam uczestniczyć w tej interesującej wymianie myśli, która miała tu miejsce. Dziękuję Wam za te wszystkie wartościowe wypowiedzi. Słyszę dużo wzajemnego szacunku i uważność na uczucia wszystkich rozmówców. Pojawiło się tu wiele wątków i poezja :) Wszystkie wypowiedzi są dobre i właściwe, bo stoją za nimi Wasze doświadczenia, myśli i emocje. Chciałabym pobiec jednocześnie wszystkimi wydeptanymi przez Was ścieżkami, a że to niemożliwe, powracam na rozdroże, które pojawiło się po opowiadaniu ,,Szczęśliwy ogrodnik”.
Co dla mnie oznacza jego przesłanie? Dla mnie jest to opowieść o coachingu, o sile własnych myśli i mocy inteligencji emocjonalnej. Ale po kolei... Kiedy po raz pierwszy przeczytałam to opowiadanie, to moje pierwsze skojarzenie było takie, że jest to historia procesu coachingowego ogrodnika. Ogrodnik to klient, a mędrzec to Coach. Ogrodnik znalazł się w trudnym momencie swojego życia. Był nieszczęśliwy, ponieważ to, czym zajmował się całe swoje życie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Kiedy rozpamiętywał swoją porażkę, spotkał człowieka, który trafnie rozpoznał jego stan emocjonalny. Napotkany mędrzec powiedział mu coś, co go zaskoczyło, ale nie była to przecież jakaś wiedza tajemna. Odzwierciedlił tylko to, co zobaczył, a zobaczył smutne oczy i twarz, zgarbioną sylwetkę, spadek energii i stąd wyraził przypuszczenie, że ogrodnik jest nieszczęśliwy. Trafność spostrzeżeń wynikała z uważności i obserwacji mędrca. Wcale nie trzeba znać drugiego człowieka, żeby rozpoznać jego emocje. Coach potrafi trafnie odzwierciedlić to, co dzieje się z drugim człowiekiem, który często sam sobie tego nie uświadamia, nie zwraca na to uwagi. Odzwierciedlanie to jedna z podstawowych umiejętności Coacha, która pomaga klientowi lepiej poznać siebie.
Często ludzie znajdując się w trudnym lub ważnym dla siebie momencie życia postanawiają skorzystać z pomocy Coacha. Na takim zakręcie życiowym również ogrodnik spotkał mędrca. Miał cel: Chciał być dobrym ogrodnikiem. To sprawiłoby, że byłby szczęśliwy. Każdy proces coachingowy także zaczyna się od zdefiniowania celu przez klienta. Niezbędnym warunkiem coachingu jest zaangażowanie klienta, gdyż cały proces coachingowy jest napędzany jego motywacją. Klient musi chcieć zmiany i musi mu zależeć na osiągnięciu celu, w innym wypadku coaching nie przyniesie efektów. Konieczne są wiara w sukces i cierpliwość. Ustalili partnerstwo, w którym zawierały się wzajemne oczekiwania, czas trwania procesu, mędrzec wyjaśnił też ogrodnikowi cały jego przebieg – od tego również zaczyna się proces coachingowy.
Co coaching dał ogrodnikowi? Zwiększyła się jego samoświadomość, ogrodnik nauczył się wykorzystywać swoje mocne strony, współpracować z otoczeniem, akceptować to, na co nie ma wpływu, uczyć się na swoich błędach oraz odnajdywać różne możliwości realizacji celu.
Mędrzec tak jak Coach słuchał i zadawał pytania, często niełatwe, wymagające dopiero poszukania odpowiedzi w sobie. Zadawanie pytań i słuchanie to obok odzwierciedlania dwie kolejne umiejętności Coacha. Czwarta umiejętność to wspieranie. Mędrzec wspierał ogrodnika przez kolejne miesiące, aż ten osiągnął to, czego pragnął. Bo w coachingu chodzi o pomaganie ludziom w osiągnięciu tego, czego pragną bez robienia tego za nich ani mówienia im co mają robić (wg definicji Coach Wise )
Po każdym spotkaniu ogrodnik miał jakieś zadanie do wykonania, a każde kolejne spotkanie zaczynało się od przeglądu – rozmowy na temat tego, co zadziało się w życiu klienta w kontekście jego celu. Mędrzec nie udzielał ogrodnikowi rad, do wszystkiego ogrodnik doszedł sam.
Nie widzę w całym tym procesie żadnej socjotechniki ani manipulacji. Karolu, czy mógłby Pan przyjrzeć się temu jeszcze raz? Jak Pan to widzi teraz? Szczerze mówiąc, to ten wpis jest ze specjalną dedykacją dla Pana :) Myślę, że mędrzec nie zniekształcał rzeczywistości ogrodnika. Wręcz przeciwnie, pomagał mu zobaczyć prawdę o nim samym na każdym z etapów ich relacji. Pięknie ujęła to therephere: ,,Czasem potrzebujemy drugiego człowieka, który nas wysłucha i... tylko tyle. I dzięki temu możemy się sobie przyjrzeć - jak w lustrze. Lepiej się poznać.”
Gaj, życie każdego człowieka opiera się na jego wrażliwości do ludzi i otoczenia.
Nie zmienisz mentalności człowieka który postrzega świat tylko w szarych ba nawet czarnych barwach bo każda taka próba skończy odpowiedzią no ale....coś tam...i
Tylko ludzie o cechach takich jak skromność, delikatność, subtelność, uczciwość w dzisiejszej rzeczywistości potrzebują porad mędrca bo zwyczajnie przegrywają. Oni nawet zdani są na taką pomoc choć z dystansem do tego podchodzą. Twój wiersz jest mocny ale czy destrukcyjny polemizował bym z takim stwierdzeniem. Jeśli jest to wiersz napisany 25 lat temu to nie stacił na aktualności w którą stonę zmierza cywilizacja i jej rozwój. Jestem rozczarowny i rozgoryczony gdy widzę młodych ludzi chełpiących się cwaniactwem i brakiem szacunku do drugiego człowieka. Dlatego napisałem, że nie dla wszyskich nauki i stosowanie sztuk socjotechnicznych jest wskazane.
Z podrowieniami, Karol.
P.s. Mam tylko taką nadzieję że nie zniechęciłem pani Moniki do czytania tego typu publikacji.
Zastanawiam się od wczoraj, dlaczego zdecydowałem się na umieszczenie tego wiersza pod tym artykułem. Napisałem go może 25 lat temu. Odpowiedź na wydarzenie z życia. Sposób odreagowania...Nawet nie mam go nigdzie zapisanego. Po przeczytaniu artykułu i komentarzy te słowa zaczeły do mnie wracać. Przypomniałem go sobie, zapisałem w notatniku, opatrzyłem komentarzem i wysłałem. Nie myślałem co robię i jak inni mogą go odebrać. .- Jest za mocny. Jest autodestrukcyjny. Każde słowo tego wiersza to brak wiary w innych ludzi i siebie. Jest niczym grawitacja która nieubłaganie ściąga w dół. I jest prawdziwy. Mimo że dotyczy innego człowieka... To możliwy scenariusz dalszych losów ogrodnika. Gdyby nie spotkał mędrca. Może dlatego pod tekstem, którego zadaniem było wykazanie że można odkryć drogę do czegoś dobrego, pojawiły się te słowa? Czy chodzi o sposób patrzenia na świat? I na innych ludzi? O to jak pewne wydarzenia z życia wpływają na postrzeganie rzeczywistości? Nic nie dzieje się na próżno. Może dlatego go znałem. Napisałem ten wiersz, by po 25 latach opowiedzieć jego historię.
Wpatrzony w małe robaczki słowa które powstają by powiedzieć nic nowego rzucam na duszę urok czarny przepotwarza on czerwia siedzącego we mnie w robaka szaleństwa
Znaczy on swoje wędrówki złymi myślami - nieprzetrawionymi i tak brudnymi że świat znika w nich jak we mgle
Ludzie stają się potworami ulice katakumbami po których mkną duchy śmierci
Wloką one resztki mego człowieczeństwa na górę przeznaczenia
Tam obdarty z resztek złudzeń spojrzę w otchłań i rzucę się w jej ramiona jak w objęcia kochanki
Tuż przed końcem świata wiatr zaśpiewa pieśń - ostateczny hymn śmierci muśnie zimnymi wargami policzek i powie - żegnaj na zawsze
....................................................................
Ktoś kiedyś powiedział że optymista to doświadczony pesymista :) Chyba każdy kiedyś staje na krawędzi. Ogrodnik otarł się o zwątpienie i rozpacz. Gdyby nie mędrzec, gdzie mógł by zawędrować? Może tam gdzie biegną te szczury o których pisze Karol... Przepraszam p. Monikę i wszystkich czytelników blogu za te odwiedziny w krainie jakby wziętej z książek Sthepena Kinga.
Odszukałem w swojej bibliotece jedną z tych sławetnych publikacji Anthonego Robbinsa i w wielkim skrócie przedstawię jego publikację. Odsłania w niej metody i techniki, które opanował w najwyższym stopniu, pozwalające mu po mistrzowsku obcować z ludzką psychiką. W swojej obszernej pracy wykłada jak wykrzesać z siebie wystarczająco dużo siły, mieć wpływ na swój stan umysłowy, emocjonalny, fizyczny i materialny. Wprowadza czytelników w tajniki samodoskonalenia, pozwalając dotrzeć do wyznaczonego celu, dziś majaczącego gdzieś za mgłą....
Przyznam, iż czytając jego publikację byłem pewniejszy siebie i tego co robię. Jednak w ciągle zmieniającej się rzeczywistości trudno jest wracać do tej lektury, która na chwilę obecną jest tylko kolejną perełką w mojej biblioteczce. Autor zbił fortunę na publikacjach swoich książek, audio video i zapewne teraz płyt z materiałami jego autorstwa.
Pozdrawiam, Karol
Nie odlatujmy za daleko, stosowanie różnych socjotechnik do osiągnięcia postawionych sobie celów jest skuteczne tylko wtedy gdy mamy wiedzę, środki, narzędzia. chęci, zapał i wiarę w sukces. Te proste chwyty ze starcem który potrafi dostrzec to, czego my nie widzimy u siebie są dziś zbędne. Popis, szpan, lans, chamstwo, buta są skutkiem wielu błędnie odbieranych porad i nauk w młodości. Te opowieści były skuteczne jeszcze w latach 90 tych gdzie wchodząc w nowy system wszystko było dla nas nieznane, obce. Dziś są zupełnie zbędne gdyż czasy są trudne a wyścig szczurów trwa, kto jest słaby wypada z gry...Nie ma Państwa opiekuńczego a znajomi i przyjaciele ciągle się zmieniają.
Karol
wiara jest kluczem do furtkizrozumienie - drogą do ogroduwiara i zrozumienie dają siłę do zmianzmiany na lepsze wzmacniają wiaręgdy to dostrzeżemy w sobiedostrzeżemy piękno wokół siebie
Czasem potrzebujemy drugiego człowieka,który nas wysłucha i... tylko tyle.
I dzięki temu możemy się sobie przyjrzeć - jak w lustrze. Lepiej się poznać.
Tęsknię za moim lustrem :)
Pozdrawiam.
Pni Moniko, długo zastanawiałem się co napisać jak odpowiedzieć na postawione pytania.
Podobne opowieści czytałem w innych tego typu publikacjach i działają one motywująco na ludzi którzy podejmują jakieś działania i mają wątpliwości. Jestem silny, jestem mądry, jestem wspaniały zobacz czego dokonałem ile jeszcze dokonam. Oby te wszystkie zachwyty były objawem pozytywnego działania. Dziś często borykamy się jednak z negatywnym ich odpowiednikiem.
Jestem silny bo powaliłem kolesia, jestem mądry bo oszukałem kolesia, jestem wspaniały bo balowałem do rana i wsiadłem do auta... tak tak niestety ogród prysł i takie dokonania idą w złym kierunku.
Pozdrawiam serdecznie, Karol
Jak znaleźdź klucz od furtkii siłę by uczynić pierwszy kroki pewność że to właściwa ścieżka
i czy rzeczywiście na końcubędziemy w stanie dostrzecpiękny ogród
Karolu, też jestem zdania, że rodzina to najbardziej naturalne, najwłaściwsze i najdoskonalsze środowisko budowania własnej tożsamości i rozwiązywania problemów. Niewątpliwie te dobre relacje są zasługą Pana troski i uwagi poświęconej najbliższym. Gratuluję i serdecznie pozdrawiam. A Panu, Gaj, dziękuję za poetycką perspektywę i empatię. Jakże wiele można powiedzieć wierszem... Serdeczności.
Kolejny raz muszę Pani podziękować i uszanować Pani pogląd. Zauważam wiele dobrych stron życia i jego wartości poprzez te wszystkie spostrzeżenia i wyjaśnienia. Osobiście własne problemy zwyczajne rozwiązuje w gronie najbliższych z którymi mam doskonały kontakt. To ja jestem dla nich mędrcem a oni dla mnie, dzięki czemu z uśmiechem codziennie patrzę w lustro...:)
Miłego dnia życzę, Karol
Karolu, zadał mi Pan pytanie sugerujące, w którym ukryta jest Pana opinia na dany temat i moja odpowiedź miałaby na celu ją potwierdzić. W Pana wypowiedzi słyszę dużą niezgodę na niesprawiedliwość, na dążenie do sukcesu za wszelką cenę, a nawet kosztem innych ludzi, na krzywdę ludzką oraz wykorzystywanie socjotechniki do niszczenia innych. Rozumiem, że stoją za tym jakiś konkretne doświadczenia. Mam też wrażenie, że podjęty przeze mnie temat poruszył jakąś Pana wartość. Pan pewnie najlepiej wie, jaką. Coaching nie ma nic wspólnego z socjotechniką, ale umówmy się, że jest jakimś narzędziem do wykorzystania w życiu. Jednak to nie wina narzędzia, że jest tak jest. Nóż kuchenny służy do krojenia chleba, ale można nim również zabić człowieka. Czy to wina noża lub tego, który go stworzył? Za wszystkim stoi człowiek. Człowiek ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje, czyny, życie. Mimo tego ja jednak wolałabym nie oceniać ludzi, bo każdy przeszedł jakąś tylko sobie znaną drogę i tylko on może się przyjrzeć temu i ocenić siebie... Nikt inny nie wie o konkretnym człowieku więcej, niż on sam o sobie. Każdy z nas ma tylko wiedzę cząstkową, widzi z jakiejś jednej perspektywy daną osobę, ale tylko sam zainteresowany może to złożyć w całość, bo wie i czuje o sobie najwięcej.