Reklama

Tajemnica starej cegielni

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
06/09/2011 08:58
Szkielety budynków, sięgające pasa zarośla i hałdy śmieci. Tak wygląda dawna sochaczewska cegielnia. Kiedy chcieliśmy dowiedzieć się, czemu od lat nic się tam nie dzieje, okazało się, że wokół tej sprawy panuje milczenie. Największą tajemnicą zakładu, jest osoba syndyka.
- W tej chwieli prowadzimy postępowanie w sprawie starej cegielni. Szczerze mówiąc nie możemy ruszyć z miejsca. Drugi lub trzeci raz występujemy do Krajowego Rejestru Sądowego z zapytaniem o dane syndyka. Dysponujemy jego adresem, ale nie ma to większego znaczenia. Ten pan systematycznie uchyla się od odbioru korespondencji - mówi Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego Waldemar Orliński. PINB wydał już w tej sprawie kilka nakazów, w tym rozbiórki. Ostatni został częściowo wykonany i to chyba należy uznać za największy sukces postępowania.
Trwa ono już kilka ładnych lat. Decyzje były rozpatrywane przez organ II instancji, a więc Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego.
- Nie doszło jeszcze do rozprawy sądowej - komentuje Waldemar Orliński. Jednocześnie przyznaje, że sytuacja cegielni jest o wiele bardziej skomplikowana, niż byłego Chemiteksu. - W Chodakowie mamy konkretnych właścicieli - wyjaśnia Waldemar Orliński.
Należący do Skarbu Państwa teren znajduje się w granicach Sochaczewa. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, syndyk nie wywiązuje się ze zobowiązań podatkowych wobec miasta. Dlatego kolejne kroki skierowaliśmy do ratusza.
Skarbnik Jolanta Brzóska niewiele nam mogła powiedzieć. Obowiązuje ją tajemnicą Kodeksu Karnego Skarbowego.
- Nawet stwierdzenie, czy zaległości podatkowe związane z cegielnią są, czy ich nie ma stanowi naruszeniem prawa. Opublikowanie takich danych jest naruszeniem dóbr osobistych syndyka - usłyszeliśmy. Jednocześnie Jolanta Brzóska potwierdziła, że dotarcie do jego osoby jest bardzo trudne. Aby ustalić jego dane, miasto musiało uzyskać zgodę sądu.
Również Komornik Sądowy w Sochaczewie Jacek Jachowicz nie mógł zabrać głosu w sprawie.
- Informacje tego typu udzielane mogą być wyłącznie stronom postępowania lub osobom, które mają w tym tzw. interes prawny. Oznacza to, że prowadzone przeze mnie postępowanie musi ich bezpośrednio dotyczyć - stwierdził.
To, jak chroniony jest dostęp do informacji o syndyku dla przeciętnej osoby jest zadziwiające. Przecież jako zarządca obiektu powinien być ogólnodostępny. Jeżeli ma on nieuregulowane zobowiązania podatkowe, jest to w dwójnasób naganne. To w końcu osoba wyznaczona przez sąd. Jeżeli zobowiązań takich nie ma, trudno zrozumieć, czemu również to stanowi tajemnicę.
- Grunty nie należą do nas. Dlatego też nie możemy ani uporządkować tego terenu, ani wykonać względem niego żadnej innej czynności, np. go sprzedać - powiedział nam naczelnik Wydziału Mienia i Nadzoru Właścicielskiego Tomasz Ćwiek. Na pytanie, czy miasto było kiedykolwiek zainteresowane kupnem cegielni Tomasz Ćwiek odpowiada krótko: - Obiekt wyceniono na kilka milionów złotych. Kolejne kilka milionów stanowią długi cegielni. Nowy nabywca musiałby je spłacić. Gdybyśmy dysponowali taką sumą, moglibyśmy pobudować kilka nowych bloków. Dla mieszkańców, byłaby to oczywista korzyść.
Oprócz personaliów syndyka, zagadką jest wracająca do nadawców korespondencja, brak jakiejkolwiek dbałości o teren cegielni, a nawet to, czemu zrujnowany obiekt został tak wysoko wyceniony.
Zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatni fakt, nie ma się czemu dziwić, że popada on w ruinę. W tej cenie trudno będzie znaleźć nabywcę. Nie do zaakceptowania jest to, że na działce powstało dzikie wysypisko, a pozostałości budynków stanowią poważne zagrożenie.
Agnieszka Poryszewska


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama