Reklama

TRAFO trafiło do sądu

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
05/07/2005 13:56
Osiedle domków jednorodzinnych, zwane popularnie „Asnyka”, znajdujące się za rzeką Utratą na obrzeżach Chodakowa, od lat zaopatrywane było w energię elektryczną ze stacji transformatorowej zbudowanej w początkach lat 80-tych przez ówczesne władze miasta na terenie dzisiejszego osiedla. Nikt wtedy nie pytał właściciela działki o zgodę. Kazali, postawili i nikt nie miał nic do gadania.
Kiedy przyszły nowe czasy i własność prywatna wróciła do łask, właściciele działki podjęli starania o usunięcie kłopotliwego obiektu ze swego terenu. Kłopotliwego, bo od stacji odchodzi linia średniego napięcia, dzieląca na pół działkę, pod którą nie można nic budować.
Próby dogadania się właściciela działki z zakładem energetycznym trwały długo, nie przyniosły jednak zadowalających obie strony rezultatów. Koniec końców, właściciel skierował sprawę do sądu i wygrał. Sąd w Sochaczewie wyrokiem z maja 2004 roku nakazał energetyce TRAFO usunąć, dając na to czas do grudnia 2004 r. W międzyczasie jednak Zakład Energetyczny odwołał się od wyroku do sądu w Płocku i… ponownie sprawę przegrał. Płocki sąd, w czerwcu 2005 r., odrzucił zażalenie energetyki, nakazując wykonanie postanowienia sądu pierwszej instancji, czyli likwidację stacji stojącej na działce pana O.
Dyrektor Zakładu Energetycznego Łowicz-Teren S.A. Piotr Pikulski twierdzi, iż zakład po otrzymaniu pierwszego wyroku niezwłocznie przystąpił do prac projektowych nowej stacji i zarezerwował niezbędne środki, ale proces projektowy, uzyskanie całej dokumentacji i faktyczne wykonanie zadania musi potrwać. Dyrektor przypuszcza, że mogą to być nawet dwa lata.
Sytuację zaostrzyła awaria, jaka nastąpiła jakieś dwa tygodnie temu w stacji TRAFO. Pozbawiła ona trzeciej fazy prądu okoliczne działki rekreacyjne, oraz część domów na osiedlu Asnyka, a tym samym niemal wszystkich działkowiczów wody. Właściciele działki postanowili wykorzystać sytuację dla przyspieszenia swojej sprawy i konsekwentnie odmawiali wpuszczenia na swój teren monterów z energetyki, którzy mogliby awarię usunąć.
Rozpoczęła się gehenna pozbawionych wody właścicieli działek rekreacyjnych, często ludzi starszych, którzy musieli nosić ją w kanistrach z odległych ujęć. A przecież i tak takimi ilościami nie sposób podczas upalnych dni podlać wszystkiego. Wiele osób błagało panią O. o to by monterów wpuściła, bo inaczej wszystko im na działkach uschnie.
Ale właściciele byli nieugięci. Mają oni żal do energetyki że, jak twierdzi pani O., zakład ich kompletnie lekceważy. Z racji uciążliwego urządzenia, nie przyznano im nawet ulgi w opłatach, lub zwolnienia z podatku od nieruchomości. „Od pierwszego wyroku w maju 2004 r. mieli czas, by coś w tej sprawie zrobić. Nie zrobili nic” – mówi pani O.
W poniedziałek 4 lipca, sprawa nabrała tempa, bowiem do furtki działki przy ul.Asnyka zapukał przedstawiciel starostwa w towarzystwie ekipy monterów, z postanowieniem starosty sochaczewskiego, który na mocy ustawy, nakazywał wpuścić ekipę na teren posesji. Jednak ku zaskoczeniu urzędnika, pani O. nawet nakazu nie przyjęła, twierdząc zza furtki, że właścicielem działki jest syn, którego nie ma, a ona na ich wejście się nie zgadza. Dopiero po wezwaniu policji, mimo telefonicznego protestu właściciela działki, monterom udało się dostać do uszkodzonej stacji i już po 10 minutach awaria została usunięta. Nadal jednak nierozwiązana pozostaje sprawa szybkiego usunięcia transformatora z posesji państwa O., bo przecież awaria może się powtórzyć.
bus, M.H-B.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama