„List do pozostałych”; testament człowieka, który odchodzi, który: „chciał i nie chciał umrzeć”. Szukał Boga. Ty nie zmarnuj: Życia.
„Umieram”: to pierwsze słowo, które Edward Stachura, zapisał w swoim: „Liście do pozostałych" . Nie ma w nim poetyckiej pozy ani teatralnego gestu. Jest tylko prawda bólu i rozdarcia. To nie jest wiersz, to świadectwo człowieka, który dotarł do granicy, gdzie kończą się słowa, a zaczyna milczenie.
Edward Stachura nie buntuje się przeciwko śmierci. On ją przyjmuje. Nie jako karę, lecz jako konieczność duchową. Ostatni etap przemiany. Każde jego: „bo” i „za” brzmi jak modlitwa. To nie modlitwa bluźniercy, lecz człowieka pokornego wobec tajemnicy. Modlitwa kogoś, kto nie odrzuca życia, ale nie potrafi już w nim trwać. Kto czuje, że ciało stało się więzieniem, a duch pragnie powrotu do Ojca pastewnego, do źródła sensu i ciszy.
Ten list nie jest skargą ani wołaniem o litość. To raczej wyznanie, próba usprawiedliwienia się przed tymi, którzy zostaną. Każdy wers zaczyna się jak powód, a kończy jak modlitwa. Edward Stachura rozlicza się z życiem, z własną słabością, z niespełnieniem człowieka, który chciał zbawić świat i wszystkich ludzi, a sam nie znalazł dla siebie ratunku.
Kiedy pisze: „bo już nie potrafię kochać ziemską miłością”, mówi o bólu większym niż utrata miłości. Mówi o utracie więzi z rzeczywistością, o rozpadzie porządku, który łączył ducha z ziemią. W jego oczach świat staje się snem, który zamienia się w koszmar. To, dlatego pragnie przebudzenia po tamtej stronie, w przestrzeni, gdzie nie ma bólu, a prawda jest prosta jak światło.
W końcowych słowach: „niech Żyje Życie” nie ma ironii. Jest ostatni błysk nadziei, ostatnie tchnienie człowieka, który mimo bólu nadal wierzy, że życie jest święte. To nie jest bunt wobec Boga, to gest oddania. Edward Stachura odchodzi z pokorą, z bólem, lecz i z cichym zaufaniem do tajemnicy, której nie potrafił już dłużej unieść.
List do pozostałych: pozostaje jednym z najczystszych i najbardziej przejmujących świadectw duchowego zmagania w polskiej literaturze. To list do nas, do tych, którzy jeszcze trwają, kochają i szukają sensu. To wołanie, abyśmy nie zmarnowali życia, które jemu wymknęło się z rąk.
Czasem wystarczy jedno zdanie, aby ocalić samego siebie. Jedna myśl, że nawet w największym cierpieniu można znaleźć światło. Edward Stachura, tego światła szukał aż po kres, wierząc, że każda śmierć jest tylko początkiem innego życia.
W wierszu „List do pozostałych” Edwarda Stachury, a także w jego biograficznym kontekście, pojawia się napięcie między wolą życia a pragnieniem śmierci. To nie jest jednoznaczne samobójstwo z pełną determinacją. On nie: „odepchnął stołka”, nie dokonał ostatecznego gestu, co można symbolicznie rozumieć jako akt zawahania, wewnętrznej walki między chęcią zakończenia cierpienia a niemożnością ostatecznego rozstania się z życiem.
To właśnie w tym momencie pojawia się dramat człowieka, który: „chciał i nie chciał umrzeć”.
Ta niejednoznaczność jest kluczem do zrozumienia Edwarda Stachury, jego wrażliwości, bólu i duchowej walki.
Wiersz nie jest tylko pożegnaniem, ale też rozpaczą człowieka, który nie potrafił znaleźć miejsca ani po tej, ani po tamtej stronie życia.
To, że: „nie odepchnął stołka”, można też odczytać symbolicznie jako niedokonanie wyboru. Zatrzymanie się pomiędzy. Śmierć przyszła, ale nie jako świadoma decyzja, raczej jako tragiczny skutek tej rozdarcia między: „chcę” a „nie chcę”.
Nie można przejść obojętnie obok tego szczegółu: nie odepchnął stołka.
W tym geście, a raczej w jego braku, jest cała prawda o Edwardzie Stachurze.
Nie chciał i chciał jednocześnie. Pragnął ciszy, ale bał się pustki.
Szukał Boga, ale nie mógł go odnaleźć w świecie, który przestał go rozumieć.
Zatrzymał się pomiędzy życiem a śmiercią, jakby nie potrafił wybrać żadnej z dróg.
Nie odepchnął stołka: jakby sam siebie chciał powstrzymać, jakby w ostatniej chwili jeszcze raz powiedział: „Nie odchodź, jeszcze nie teraz”.
To nie była pełna zgoda na śmierć, lecz raczej zawieszenie: ciche wołanie o sens, o jakikolwiek znak, że życie wciąż jest możliwe.
I może właśnie w tym momencie, w tej chwili zawahania się, Edward Stachura pozostał z nami najprawdziwiej.
Bo kto nie umarł do końca, ten wciąż żyje: w słowie, w muzyce, w wierszu.
Refleksja: nad marnością świata, popiołem ludzkiego ciała, ułudą potęgi nas wszystkich.
Nie można przejść obojętnie obok tego szczegółu: nie odepchnął stołka.
W tym geście, a raczej w jego braku, jest cała prawda o Edwardzie Stachurze.
Nie chciał i chciał jednocześnie. Pragnął ciszy, ale bał się pustki.
Szukał Boga, ale nie mógł go odnaleźć w świecie, który przestał go rozumieć.
Zatrzymał się pomiędzy życiem a śmiercią, jakby nie potrafił wybrać żadnej z dróg.
Nie odepchnął stołka; jakby sam siebie chciał powstrzymać, jakby w ostatniej chwili jeszcze raz powiedział: „Nie odchodź, jeszcze nie teraz”. - może się uda, może Cię: ktoś od czegoś uratuje w ostatnim momencie.
To nie była pełna zgoda na śmierć, lecz raczej zawieszenie: ciche wołanie o sens, o jakikolwiek znak, że życie wciąż jest możliwe. A życie wciąż trwa, z tobą lub bez Ciebie.
I może właśnie w tej chwili zawahania się Edward Stachura pozostał z nami najprawdziwiej.
Bo kto nie umarł do końca: „Ten Wciąż Żyje”: w słowie, w muzyce, w wierszu.
Opracowanie: Jarosław Miaśkiewicz
cykl: Kawa z sercem lub bez
Foto:Matka Boska, fragment obrazu olejnego, wykonany ręką: Jarosława Miaśkiewicza.
#EdwardStachura #ListDoPozostałych #PoezjaŻycia #Refleksja #JarosławMiaśkiewicz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze