Reklama

Woda znów atakuje

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
25/01/2011 12:51
Wracamy dzisiaj do tematu powodziowego, bo miniony tydzień dał się we znaki już nie tylko mieszkańcom nadwiślańskich gmin, ale niemal całemu powiatowi. Ucierpiał też Sochaczew, a dokładnie tereny położone nad Bzurą. Niektórzy mówią o powtórce z majowej powodzi.
Obrona Rozlazłowa
Najgorsza była noc z soboty na niedzielę 15 i 16 stycznia. Bzurą ruszył lodowy zator, w wyniku którego rzeka wystąpiła z brzegów i w ciągu kilku minut rozlała się na szerokości kilkudziesięciu metrów. Wody przybywało z minuty na minutę, a trzask pękającej kry powodował ogromny strach wśród mieszkańców Rozlazłowa i niżej położonych posesji w ul. Staszica. Napór łamiącego się lodu był tak ogromny, że poważnie zagrożona była kładka na Bzurze biegnąca od ul. Staszica w kierunku szpitala. „Myśleliśmy, że zwały kry zabiorą ją ze sobą – mówi Tomasz Wasilewski, inspektor oc z Urzędu Miasta, który tę noc spędził wraz z mieszkańcami nad Bzurą. Dopiero o 4 nad ranem woda się trochę uspokoiła” – dodaje.
Mieszkańcy nadbzurzańskich ulic opowiadają, że czegoś takiego dawno nie przeżyli. „Wywieźliśmy dzieci do babci, bo bardzo się bały, a nie wiedzieliśmy, jak to się skończy – opowiada mieszkanka ulicy Rybnej. – Kto mógł, stawał do worków, żeby choć trochę zabezpieczyć posesje.”
Pomagali strażacy, ułożono 1100 worków, miasto dostarczyło 18 ton piachu. Praca trwała niemal całą noc. „Poszliśmy spać dopiero, kiedy zator spłynął i woda się uspokoiła, ale i tak co jakiś czas wychodziliśmy przed dom, żeby sprawdzić, czy rzeka nie przybiera” – opowiada jedna z uczestniczek akcji. Tej nocy domy obroniono.
Krajobraz po zalaniu
W minionym tygodniu stan Bzury był bardzo wysoki. W Rozlazłowie woda stoi równo z ulicą Rybną. Nawet małe opady mogą spowodować, że przekroczy drogę i wejdzie na posesje. Zresztą już teraz dojazd do tej ulicy po drugiej stronie Zamkowej jest utrudniony. Słupy energetyczne i latarnie stoją w głębokiej wodzie, na mieliznach leżą potężne bloki kry, którą wyrzuciło z głównego nurtu rzeki.
Zagrożone są także domy położone w niższych rejonach ulicy Staszica. Tam woda stoi na wielu posesjach, choć budynki nie zostały zalane. A jeżeli już, to za sprawą wód gruntowych, które dostają się do piwnic.
Nie było w ubiegłym tygodniu wstępu na kładkę przy ul. Staszica. Dostępu do niej broniły taśmy z odpowiednią tabliczką. Ale nawet gdyby jej nie było i tak nikt nie przedostałby się na drugą stronę rzeki, bo całe dojście do kładki i wejście na schody znajdowały się pod wodą.
Nie lepiej było po drugiej stronie mostu. Tor motocrossowy przykryła rzeka, a jej rozlewisko sięgało aż pod skarpę, na której znajduje się hurtownia Jutex. Niespokojne chwile przeżywali mieszkańcy ul. Rozlazłowskiej oraz działek położonych w sąsiedztwie Bzury.
W gminach bardzo mokro
Groźnie było jeszcze we wtorek 18 stycznia, kiedy stan Wisły w Wyszogrodzie wynosił pond 730 cm, a więc o prawie dwa metry przekroczył stan alarmowy. Przygotowywano już nawet procedury ewakuacyjne. Jednak w środę, kiedy spodziewano się kolejnych wysokich stanów, nieoczekiwanie woda opadła o 90 cm, w czwartek o kilka kolejnych.
Mimo to w Kamionie Małym w gminie Młodzieszyn przez kilka dni trwała akcja uszczelniania wałów. Jak wiadomo, Wisła i Bzura tworzą w tym rejonie wiele zakoli, a w ostatnim czasie utworzyło się tam ogromne rozlewisko, większe niż w maju. Najgorzej jest w Januszewie, Kamionie i Witkowicach, dlatego kilkudziesięciu strażaków i ochotników z innych gmin układa worki na styku wału i gruntu, aby nie doszło do dalszych przecieków.
Sekretarz gminy Młodzieszyn Zofia Fabisiak za naszym pośrednictwem dziękuje straży pożarnej, starostwu i drużynom OSP za pomoc w akcji. Sytuacja jest o tyle groźna, że władze gminy postanowiły na kilka dni zamknąć szkołę w Kamionie, dzieci z tego rejonu nie dojeżdżają też do gimnazjum w Młodzieszynie.
Nie liczą już ilości podtopień władze gminy Brochów. To co było można, strażacy obłożyli workami, ale nie ma siły na wodę w piwnicach. Nawet tak wysoko położone rejony gminy jak Plecewice, nie uniknęły podtopień. „Mieszkańcy w wielu miejscach już zrezygnowali z pompowania wody z piwnic, bo ona i tak po kilku godzinach nachodzi. Pilnują tylko, żeby nie uległy zalaniu piece” – powiedział nam sekretarz gminy Brochów Bogdan Dobrzyński. Gmina zakupiła ostatnio dwie łodzie, aby w razie potrzeby strażacy mogli dotrzeć do zalanych gospodarstw.
Najgorsze ma już za sobą gmina Iłów. Tutaj krytyczna sytuacja miała miejsce z poniedziałku na wtorek. W czwartek, kiedy rozmawialiśmy z sekretarzem gminy Przemysławem Nowackim, poziom Wisły spadł, koryto rzeki było drożne, i, na szczęście, na sprawdziły się prognozy o stanie Wisły dochodzącym do 850 cm. Jak twierdzi P. Nowacki, wały by tego nie wytrzymały. Przy dużo niższym stanie wody są przecieki przy wałach, a dodatkowo swoje robią bobry.
Ubiegłotygodniową trudną sytuację odczuwały nie tylko nadwiślańskie miejscowości. Problemy miały także gminy nie leżące w dorzeczach dużych rzek. Przykładem może być gmina Sochaczew, gdzie, na skutek przepełnionych rowów i wysokich wód gruntowych, podmyło wiele gospodarstw.
Wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski 17 stycznia wprowadził zakaz wstępu na wały przeciwpowodziowe w powiatach płockim, sochaczewskim i płońskim. Osoby łamiące zakaz będą karane grzywną. Rozporządzenie nie dotyczy oczywiście służb porządkowych i ratowniczych oraz osób uczestniczących w akcjach przeciwpowodziowych.
Jolanta Sosnowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama