Reklama

Wybierze rodzina - felieton

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
26/09/2006 15:16
Wybory samorządowe coraz bliżej i coraz mniej jest osób w naszym mieście i powiecie, które by nie pretendowały do walki o mandaty radnych obu rad. Trudno dziś spotkać człowieka, który przyzna się, że nigdzie nie będzie kandydował.
Kupy z poszczególnych ugrupowań z mozołem przeczesują wzdłuż i wszerz naszą sochaczewską ziemię w poszukiwaniu kandydatów na swoje listy gończe, przepraszam, wyborcze, mamiąc posadami, z których trzeba będzie wywalić tych, którzy je obecnie zajmują.
Ludzi jednak zaczyna brakować. Bo przecież ugrupowań jest kilka, a każde chciałoby wystawić do wiatru jak najwięcej naiwniaków o cokolwiek znanych nazwiskach, by dzięki nim zdobyć dla siebie mandaty. Nawiasem mówiąc, policja nasza poszła im ostatnio bardzo na rękę i soli mandaty aż miło, głównie tym upojonym... słodka wizją powyborczych korzyści. Kupy łapią więc teraz jak popadnie. Idą na ilość, chociaż dawno nie widzieliśmy tak dobrze bitej piany.
Pierwsze ogłoszenie matrymonialne pojawiło się w codziennej gazecie angielskiej w roku 1728 i brzmiało: „Dobrze zbudowana kobieta, wolnego stanu, poszukuje kawalera – najchętniej adwokata, który by jej pomógł wyegzekwować należny spadek”.
I tylko patrzeć, jak poszczególne ugrupowania zamieszczać zaczną podobne anonsy: „Dobrze zbudowana partia wolnego stanu poszukuje frajera, przepraszam kawalera, co mu pachnie kariera, by pomógł jej wyegzekwować należny mandat”.
W tej sytuacji, jak sądzę, o jedno tylko nie musimy się martwić. Mianowicie o frekwencję. Przecież przy tych tabunach kandydatów, z których każdy ma jakąś tam rodzinę, a niektórzy nawet paru przyjaciół, do wyborów pójdą tłumy. Z tym, że i tak wygrają ci z największą familią. Chyba, że rodziny wielu kandydatów znają swych pociotków... i to jeszcze jak! Jak by tam nie było, znamy przecież powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Więc ja bym radził każdemu z kandydatów zrobić sobie przed wyborami takie zdjęcie. Potem w razie czego wiadomo będzie, na kogo porażkę zwalić.
Ale jest jeszcze inna możliwość pozyskania elektoratu. Otóż, jak doniosła prasa, mija już podobno moda na krasnale i inne paskudztwa ogrodowe. Przerabialiśmy już gipsowe gnomy, zwierzątka leśne, pulchne amorki, czerwone muchomory czy psy ras obronnych. Do tego bociany, czaple i wiatraki. Ale koniec tego barachła, teraz w modę wchodzą podobizny znanych postaci. Bohaterowie filmów jak Flip i Flap albo Killer i Pazura. Ludzie pytają też coraz śmielej o pustych w środku, gipsowych polityków. I to będzie teraz hit najbliższych miesięcy! Producent z tej branży zapewnia w prasie, że może wykonać każde szkaradztwo, polityka też. I powielić dowolną ilość razy. Wystarczy więc zamówić odpowiednio duży transport małych knypków z własną podobizną i rozdać ludziom do ogródków i na balkony. Jak mogliby wówczas nie zagłosować na swojego własnego gnoma?!
No i na koniec przydałoby się jakieś nośne hasełko. Choćby takie: „Wszyscy myślą o sobie, tylko my myślimy o nas”, albo: „Małość ludzka jest wielka” lub „W następnym wcieleniu będziemy sobą”, żeby ludzie nie mówili o nas: „Wyżej sr..., przepraszam, wyżej stolec oddaje, niż mu żyć wystaje”.
Ale to tylko jedynie do wyborów, bo potem wszystko wróci do normy. Wiadomo przecież, że tylko kanibale nie gardzą prostym człowiekiem.
Sławomir Burzyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    zosia1710 2006-09-27 10:25:53

    Panie Słamowirze świetny artykuł.
    Rozbawił mnie po pachy, choć cztery lata temu byłam taką naiwną "kupą wyborczą" i do śmiechu mi nie było. Poważnie podeszłam do wyborów i wyborców. Wszystko wydawało się takie łatwe i w zasięgu ręki. Profesjonalne spotkania, rozmowy, debaty z których praktycznie nic nie wynikało. Chyba dopiero na około 2 tygodnie przed wyborami mogłam zapoznać się z programem tego "ugrupowania". Świetne lecz puste hasła wyborcze, ale nie to jest najważniejsze. Cieszy i śmieszy mnie Pana optymizm co do tłumów wyborców tej rodziny, przyjaciół, znajomych i pociotków. Jak życie pokazuje właśnie wtedy możemy zobaczyć jak to naprawdę wygląda. Dzwoniąc do potencjalnych wyborców-rodziny takie oto usłyszałam odpowiedzi: "gdzie ty się tam pchasz", "za wysokie progi na twoje nogi", "a wiesz pewien Pan X to postawił nam 2 skrzynki wódki żeby na niego głosować". W tym momencie "zamarłam" - czar prysł i mimo deklaracji decydentów ugrupowania z którego startowałam iż wszystkim kandydatom po wyborach pomogą straciłam nadzieję. Pan X od dwóch skrzynek wódki ma się dobrze. Ja zostałam "z ręką w nocniku", obiecanki stały się sasankami, rodzina patrzy z drwiącym uśmiechem.
    Pozdrawiam, tym razem nie dam się zwariować!
    Zosia

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama