O Bzurze 2005 rozmawiam Pawłem Rożdżestwieńskim - jej organizatorem, a jednocześnie redaktorem naczelnym kwartalnika „Nowy Przegląd kawaleryjski”. Dzisiaj część I wywiadu. W II poruszymy sprawy przebudowy Placu Kościuszki, a także sposobu, w jaki można by przywrócić pamięć o Żydach mieszkających w Sochaczewie przez stulecia.
- Czasu jest jeszcze dużo, ale powoli wszyscy myślimy o następnej „Bzurze”, jaka ona będzie? - Przeszliśmy już przez wszelkie możliwie etapy i pokazywanie sobie różnych wersji. Od małej kameralnej imprezy jaka była 3 lata temu, poprzez próby rozwijania bitwy i sprawdzenia jaki jest punkt krytyczny ilościowo-sprzętowy, żeby ta rekonstrukcja była jak najbardziej efektowna. Na moim biurku leży gruby raport dotyczący Bzury 2004. Doszliśmy do wniosku, że konieczne jest zdynamizowanie pola walki, zwiększenie ilości efektów specjalnych i przybliżenie całości do widzów. Tym razem będzie to bardziej widowisko, niż próba realnego pokazania pola walki. To i tak nie mogło być do końca zachowane, bo jak pokazać ogień artylerii prowadzony z odległości 11 km. - W jaki sposób zwiększycie liczbę efektów specjalnych? - Przede wszystkim w Łódzkiej Filmówce zamówiliśmy 100 karabinów z epoki strzelających na ślepą amunicję. teraz mieliśmy ich tylko 40. Drugi kierunek, to wypożyczenie broni z wojska. Wojsko przywiezie swoją broń wsparcia, która będzie poukrywana na rożne sposoby, na przykład w pojazdach. Dobrze się to słyszy. Zwiększymy też liczbę efektów pirotechnicznych. - Mają się pojawić Czesi... - Tak, impreza nam się umiędzynarodawia. Zarówno Czesi jak Słowacy nie mają dużych tradycji wojennych, ale również chcieliby zaprezentować swoją armię, jej działania w czasie drugiej wojny światowej. Mamy taki pomysł, żeby zaprezentowali atak wojsk słowackich na nasze posterunki graniczne 1 września i żeby był to rodzaj wstępu do inscenizacji bitwy nad Bzurą. - Czy nie ma nacisków politycznych, żeby w zjednoczonej Europie pokazywać, że kiedyś byliśmy jednak wrogami? - Wiele osób zadaje mi to pytanie: czy wracanie do tych spraw jest dobre. W końcu jesteśmy w jednym układzie politycznym, militarnym. Ale my pokazujemy coś innego. Pokazujemy bitwę z punktu widzenia prostego żołnierza. Nie występują tu wielkie postacie historii. Bardziej chodzi nam o to, żeby młodzi ludzie, inscenizatorzy poczuli grozę pola walki, zmęczenia, trudu. I chyba rzeczy najważniejszej. Że coś musiało być w tej II Rzeczypospolitej, że tak ofiarnie jej broniono. Jest to żywy sposób uświadamiania sobie procesów historycznych. Inaczej się czyta o bitwie nad Bzurą w książce, a inaczej się to czuje, kiedy trzeba przebiec przez chyboczący się śliski most, czy kiedy trzeba sforsować Bzurę konno... W rekonstrukcji biorą udział także Niemcy i też mogą poznać to, co się działo od strony żołnierza. Wojna jest realnym, okrutnym doświadczeniem i nie można o niej zapominać.
- Bzurę 2004 oglądali również Włosi z Monte Cassino, którzy przyjechali tu z propozycją współpracy, jakie są losy tej sprawy z twojego punktu widzenia? - Cóż, Paweł Rożdżestwieński nie jest instytucją, która może trzymać wszystkie sroki za ogon. Przydałby się tu udział samorządu. Każda stracona szansa dla miasta, to jest stracona szansa. Współpraca z Monte Cassino to był bardzo dobry pomysł. Włosi przyjechaliby tu równie chętnie, jak Polacy pojechaliby do Włoch. A „Bzura” jest już przecież chyba najważniejszym produktem turystycznym Ziemi Sochaczewskiej. W Brochowie właściciele sklepów zarabiają w czasie Bzury tyle, ile potem przez cały rok. Trzeba by inscenizację wkomponować w inne działania promocyjne, które tworzyłyby system. Kiedy mijam po drodze miasteczka, to widzę przy obwodnicach tablicę, np. „Święto Pieczonego Barana” 14 września. I ona stoi już teraz. U nas nie ma na wjazdach do miasta tablic, że jest tu największe muzeum kolejki wąskotorowej w Europie, świetne Muzeum Ziemi Sochaczewskiej, miejsce urodzenia, czy chrztu Chopina. Gdybyśmy działali kompleksowo i koordynowali działania naprawdę, stworzylibyśmy pozytywny, rozpoznawalny obraz miasta.
Druga część rozmowy z P. Rożdżestwieńskim już za tydzień.
rozm.: Andrzej Gąsiorowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze