Druga połowa pierwszej kadencji (1993-1994)
W poprzednim odcinku samorządowych wspomnień rozstaliśmy się z nowymi władzami Sochaczewa w marcu 1991 roku, kiedy to, po dziewięciu miesiącach urzędowania pod naporem krytyki, nie mając zalecza politycznego, zrezygnował ze swej funkcji burmistrz Sochaczewa, Grzegorz Rosiak.
Jak napisał w marcu 1991 r. „Sochaczewianin”: „Na zamkniętym posiedzeniu w dn. 18.III Rada przyjęła złożoną po raz drugi dymisję Grzegorza Rosiaka, powołując na stanowisko burmistrza Mieczysława Kucińskiego, który zrezygnował z wyjazdu za granicę”. Na stanowisku wiceburmistrza została, piastująca je od początku kadencji, Lucyna Michejda, drugim wiceburmistrzem został zaś Piotr Ostromęcki, inżynier z zakładów ERG Boryszew, i samorządowa karawana ruszyła dalej.
Woda była najważniejsza
Jak mówi ówczesny przewodniczący Rady Miasta Paweł Gralak, pierwszym bardzo ważnym problemem, z jakim musiał zmierzyć się nowy burmistrz, była woda, a właściwie jej brak. „W mieście od paru lat nie wydawano pozwoleń na budowę właśnie ze względu na znaczne braki wody. Były co prawda zrobione odwierty w Mistrzewicach, skąd woda miała być transportowana do miasta. Inną koncepcją był pobór wody z rzeki Rawki. Ale ponieważ wtedy właśnie Chemitex chylił się ku upadkowi, zrodziła się koncepcja czerpania wody właśnie z Chemiteksu. Mieli oni ujęcie w Brochowie i stację uzdatniania wody. Trzeba więc było jedynie przeciągnąć 9 kilometrów rurociągu z Chodakowa do centrum, którego fragment dobrze widać obok mostu na Utracie. I była to, moim zdaniem, największa inwestycja i sprawa załatwiona podczas pierwszej kadencji dla dobra mieszkańców. Wtedy też rada podjęła decyzję, że co roku w pierwszy weekend czerwca odbywać się będzie festyn Dni Sochaczewa, który to zwyczaj kontynuowany jest do dziś. Wtedy też zapoczątkowaliśmy współpracę z Gródkiem na Ukrainie”.
Mniej więcej rok po wyborach Radę opuścił wiceprzewodniczący Marek Gołkowski, bowiem rozpoczął swą dyplomatyczną drogę na placówce w Mińsku Białoruskim. Po nim funkcję wiceprzewodniczącego Rady objął Jacek Zawadzki. Opuścił też przed czasem Sochaczew i radę Paweł Fijałkowski na którego miejsce radną została Hanna Król.
Konflikt burmistrzów
Z czasem radni pierwszej kadencji, wszyscy z nadania „Solidarności”, podobnie zresztą jak w całym kraju, podzielili się. Dominowały dwie siły polityczne - Unia Demokratyczna i Porozumienie Centrum pod wodzą braci Kaczyńskich. Te dwa obozy również w Sochaczewie bardzo się ścierały, dochodziło nawet do zrywania obrad, a miastu groził zarząd komisaryczny.
Do tego jednak nie doszło, doszło natomiast do, jak to nazywa Paweł Gralak, przesilenia, które omal nie odprowadziło do wyrzucenia miejskiej władzy z zajmowanych stanowisk. Zaczęło się od zarzutów, jakie podczas jednej z sesji Rady Miasta burmistrzowi Kucińskiemu postawiła jego zastępczyni Lucyna Michejda. „Z tego co pamiętam – powiedziała nam pani Lucyna – chodziło między innymi o to, że burmistrzowie chcieli na terenie byłego Chemitexu prowadzić jakąś inwestycję i nawet już pewne środki zostały zainwestowane. A ja, znając przepisy samorządowe, wiedziałam, że nie można społecznych pieniędzy angażować w nie swój majątek, bo nie były to tereny miejskie. Nie mogłam się na to zgodzić, a czułam na posiedzeniach zarządu, że moja postawa źle jest przyjmowana, więc postanowiłam podać się do dymisji. Chociaż praca mi się podobała, to było coś nowego, bo wszystko trzeba było tworzyć od nowa.”
Byłam niewolnicą Rady
„Ale były też sytuacje trudne. – mówi Lucyna Michejda – Pamiętam, jak na Wszystkich Świętych rura wodociągu pod Bzurą pękła i Sochaczew nie miał przez trzy wolne dni wody. Telefony się urywały. Po tej awarii właśnie powstał pomysł podciągnięcia wody z Chodakowa. Jednocześnie jednak w momencie mojej decyzji o złożeniu dymisji pojawiła się propozycja pracy w Regionalnej Izbie Obrachunkowej w Skierniewicach, a ja chciałam mieć pewną pracę. Jednak od lutego do maja 1993 r. na kilku sesjach z rzędu radni nie chcieli mnie odwołać. Wtedy takie były procedury. Byłam więc niewolnikiem Rady. Ale nie żałuję tego okresu, bo bywało naprawdę wzniośle i pięknie, żyło się w ciekawych czasach.”
Radny zjadł swój głos
Zdarzały się też sytuacje zabawne. Otóż, na przykład podczas marcowej sesji 1993 r. w trakcie głosowania nad zmianami w składzie Zarządu Miasta doszło do niecodziennej sytuacji. Jak donosi „Ziemia Sochaczewska” Nr 13 (115) z 1993 r. Radny Kazimierz Orzechowski poprosił o drugą kartkę do głosowania, drąc na kawałki poprzednią, błędnie skreśloną, lecz po protestach z sali, radny włożył kartkę do ust i połknął. Potem wyjaśnił , że chciał uniknąć podejrzenia o manipulację.
Jeden plus jeden, to nie zawsze dwa
Wracając jednak do sytuacji w Radzie, po całym opisywanym wyżej zamieszaniu do dymisji podał się również burmistrz Kuciński i rozpisano nowe wybory. 22 kwietnia 1993 r. odbyła się nadzwyczajna sesja Rady Miasta, na której zaprezentowano m.in. kandydatów na stanowiska burmistrza miasta. Do konkursu zgłosili się Marek Dymkowski – inż. pożarnictwa, Stanisław Dziekoński – inż. mechanik, Arkadiusz Kulpa – inż. dyr. SP w Kozłowie Szlacheckim, Stefan Mizieliński – mgr w-f, Andrzej Olejnik – prawnik, sędzia Sądu Rejonowego w Łowiczu, Mariusz Rębiejewski – inż. mechanik, prezes „Metal-Motu”, Maciej Stawicki – mgr w-f, Janusz Szczepaniak – mgr inż. budownictwa. Do konkursu nie przystąpił Mieczysław Kuciński, lecz skierował do radnych pismo, w którym deklarował, że gdyby nie udało się wybrać nowego, on nadal gotów jest pełnić funkcję burmistrza.
Jeszcze tego samego miesiąca odbyła się kolejna sesja, podczas której przeprowadzono wybory burmistrza. Ustalono, że zwycięzca musi uzyskać 50 proc. poparcie, co oznaczało wówczas minimum 12 głosów radnych. Do głosowania drugiej rundy dostali się: Stanisław Dziekoński – 11 głosów, Stefan Mizieliński – 4 głosy, Mariusz Rębiejewski – 1 głos, Andrzej Olejnik – 0 głosów.
Jak czytamy w „Ziemi Sochaczewskiej” Nr 18 z 1993 r.: „Tuż przed ostateczną rozgrywką dwaj główni kandydaci doszli do porozumienia i oficjalnie oświadczyli, by radni popierający pana Mizielińskiego oddali swe głosy na Dziekońskiego, a ten w zamian zaproponuje temu drugiemu stanowisko wiceburmistrza. Apel okazał się jednak nieskuteczny, bo ostatecznie Stanisław Dziekoński otrzymał ponownie 11 głosów, a Stefan Mizieliński tylko 1.
Na sesji 28 czerwca ponowiono więc wybory burmistrza, w których wystartował jednak Mieczysław Kuciński, który, uzyskując 16 głosów, pokonał Andrzeja Olejnika (2 głosy) oraz Stanisława Dziekońskiego i Stefana Mizielińskiego (po jednym głosie). Nowymi wiceburmistrzami zostali: Tomasz Ciesielski, dotychczasowy naczelnik Wydz. Oświaty UM oraz Tadeusz Krysiak, mgr inż. architekt.
Radni bez diet
Jak mówi przewodniczący tamtej Rady Paweł Gralak, mimo tych zawirowań wiele jednak w tej pierwszej kadencji udało się zrobić. Na przykład, jako pierwszy samorząd w województwie przejęliśmy szkoły. Nie zlikwidowaliśmy też żadnego przedszkola, mimo takiej powszechnej wówczas tendencji. Byliśmy również fundatorami stypendium dla najzdolniejszych absolwentów szkół średnich. A ze spraw gospodarczych, oprócz wody, o której była już mowa, poważnie posunęliśmy sprawę budowy szpitala w Sochaczewie, udało nam się umieścić tę inwestycję w planach budżetowych państwa. Spowodowało to wielkie przyspieszenie, bo już w następnej kadencji został on oddany do użytku, a przecież wcześniej budowany był już ponad 10 lat.”
Ponadto, jak przypomniała wiceburmistrz Lucyna Michejda, podczas pierwszej sesji Rady Miasta tamtej kadencji, jeszcze w 1990 roku, nowo wybrani radni zagłosowali przeciwko dietom. Uznali, że będą pełnić swoje funkcji całkowicie społecznie. I tak było przez pewien czas, jednak gdy się rozejrzeli i dowiedzieli ile mają radni Łowicza czy Skierniewic, stan ich ducha się zmienił. Zaraz potem i u nas wprowadzono diety. A tak było na początku bezinteresownie i pięknie.
Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze