Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
O ile mi wiadomo, to edukacja w RP na poziomie szkół podstawowych i średnich jest w zasadzie finansowana z budżetu państwa. Gdybyśmy na sprawę edukacji popatrzyli w uproszczeniu - czyli jedynie w aspekcie finansowym, to bywało tak, że jeśli nauczyciele (czy np. personel medyczny) domagali się podwyżek i rząd ulegał, to za chwilę rosła akcyza. W przypadku ostatnich podwyżek podatków sprawa jest poważniejsza, ponieważ wiąże się m.in. z rosnącym zadłużeniem państwa. Rząd - jeśli chce komuś coś dać - ma trzy zasadnicze opcje: albo "przesunąć" w budżecie jakieś środki np. z budowy autostrad i dać podwyżkę jakiejś grupie społecznej, albo się zadłużć poprzez np. emisję obligacji, albo dodrukować kasy - przez co zwiększy się inflacja, co akurat stoi w sprzeczności z polityką oddłużania państwa. Państwo nie jest czarodziejem czy darmodziejem - aby komuś coś dać, musi gdzieś wziąć - jak w systemie naczyń połączonych - nie ważne gdzie się podbierze, to brak jest ogólny. Nauczyciele dostaną podwyżkę, którą w jakiejś mierze zaraz "oddadzą" np. na stacji benzynowej, czy w rachunku z prąd. Być może sprawę polepszyłby tzw. voucher edukacyjny. Państwo wyemitowałoby takie vouchery i załóżmy każda rodzina posiadająca dziecko w wieku szkolnym, dostałaby go na jeden semestr. Rodzice płaciliby nim za edukację. Efekt, lepsze szkoły mają więcej voucherów i więcej mogą zarobić nauczyciele. Są też pewne wady tej koncepcji, ale zaistniałby jakiś mechanizm konkurencji w edukacji.
Panie Szymonie nie wiem czy dobrze zrozumiałem, czy w takim razie powinni wszyscy się cieszyć z braku podwyżek poborów przy drastycznych podwyżkach cen żywności, paliw, Vatu i innych? Trochę się pogubiłem...czy chodzi o to, że nauczyciele dostali podwyżki kosztem innych podatników? Pozdrawiam Karol
a służba zdrowia ??? dostanie cosik? - lepiej było zostać nauczycielem...
Jeśli nauczyciel, czy ktokolwiek inny z budżetówki, dostanie cokolwiek więcej w ramach tzw. podwyżek, to odda to z nawiązką w sklepie (względnie na stacji benzynowej) płacąc np. akcyzę lub VAT. Gdyby doliczyć jeszcze wskaźnik inflacji i tzw. koszty transakcyjne tej podwyżki, to mogłoby się okazać, że beneficjent w dłuższej perspektywie może nawet stracić na tej podwyżce. Problem polega na tym, że koszty te są mocno rozproszone i rozkładają się na podatników, toteż wydają są być pozornie "niezauważalne".
cieszę się niezmiernie, że z detalami uświadamiacie społeczeństwow sprawie poborów nauczycieli, oczekuję, że takie same bublikacje ukażą się na temat płac pracowników samorządowych, radnych, policjantów, strażaków, lekarzy, żołnierzy, pracowników banków, przedsiębiorców itd
O ile mi wiadomo, to edukacja w RP na poziomie szkół podstawowych i średnich jest w zasadzie finansowana z budżetu państwa. Gdybyśmy na sprawę edukacji popatrzyli w uproszczeniu - czyli jedynie w aspekcie finansowym, to bywało tak, że jeśli nauczyciele (czy np. personel medyczny) domagali się podwyżek i rząd ulegał, to za chwilę rosła akcyza. W przypadku ostatnich podwyżek podatków sprawa jest poważniejsza, ponieważ wiąże się m.in. z rosnącym zadłużeniem państwa. Rząd - jeśli chce komuś coś dać - ma trzy zasadnicze opcje: albo "przesunąć" w budżecie jakieś środki np. z budowy autostrad i dać podwyżkę jakiejś grupie społecznej, albo się zadłużć poprzez np. emisję obligacji, albo dodrukować kasy - przez co zwiększy się inflacja, co akurat stoi w sprzeczności z polityką oddłużania państwa. Państwo nie jest czarodziejem czy darmodziejem - aby komuś coś dać, musi gdzieś wziąć - jak w systemie naczyń połączonych - nie ważne gdzie się podbierze, to brak jest ogólny. Nauczyciele dostaną podwyżkę, którą w jakiejś mierze zaraz "oddadzą" np. na stacji benzynowej, czy w rachunku z prąd. Być może sprawę polepszyłby tzw. voucher edukacyjny. Państwo wyemitowałoby takie vouchery i załóżmy każda rodzina posiadająca dziecko w wieku szkolnym, dostałaby go na jeden semestr. Rodzice płaciliby nim za edukację. Efekt, lepsze szkoły mają więcej voucherów i więcej mogą zarobić nauczyciele. Są też pewne wady tej koncepcji, ale zaistniałby jakiś mechanizm konkurencji w edukacji.
Panie Szymonie nie wiem czy dobrze zrozumiałem, czy w takim razie powinni wszyscy się cieszyć z braku podwyżek poborów przy drastycznych podwyżkach cen żywności, paliw, Vatu i innych? Trochę się pogubiłem...czy chodzi o to, że nauczyciele dostali podwyżki kosztem innych podatników? Pozdrawiam Karol
a służba zdrowia ??? dostanie cosik? - lepiej było zostać nauczycielem...