Reklama

Bunkry Hansa

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
19/12/2007 12:50
Druga wojna światowa na naszych terenach, oprócz ogromu ludzkich tragedii i zniszczeń, pozostawiła też wiele tajemnic, które do dziś nie są do końca wyjaśnione. Jedną z takich zagadek kryją bunkry obronne rozlokowane wokół naszego miasta, a wybudowane pod sam koniec wojny przez Niemców. Relacje i opowieści starszych mieszkańców, pamiętających grozę okupacji i na rozkaz okupanta biorących udział w ich budowie, nie są jednolite. Jednak na pewno są to historie, które warto przypomnieć.
Relacje rozpoczynamy od wspomnień jednego z najstarszych mieszkańców Rozlazłowa, który widział na własne oczy budowę bunkrów w tym rejonie miasta, oraz losy jednego małego oddziału niemieckiego, który był zakwaterowany w budynku przy ul. Łowickiej. Budowę ich Niemcy rozpoczęli w drugiej połowie 1944 r., gdy wojska sowieckie doszły do rzeki Wisły. Wówczas na terenie Rozlazłowa pojawił się specjalny oddział niemiecki, który miał plany rozmieszczenia bunkrów i ich budowy na tym terenie.
Bunkry i ogromny rów przeciwczołgowy miały powstrzymać pancerne zagony Rosjan zbliżające się od strony Płocka i Kozłowa Biskupiego. Niemcy przywieźli ze sobą agregaty prądotwórcze i maszyny tartaczne, które cięły drzewo potrzebne do szalunków przy budowie. Do prac budowlanych oraz kopania rowu przeciwczołgowego ciągnącego się od Dachowej do Lubiejewa spędzili kilka tysięcy okolicznych mieszkańców. Rów kopały nawet kilkunastoletnie dzieci. Budowle zostały ukończone jesienią 1944 r. Dlaczego tylko do jednego z budynków powstałego przy ul. Łowickiej Niemcy ściągnęli działo przeciwczołgowe, nie wiadomo.
Według innych relacji Niemcy z tej armaty oddali dwa strzały do jadących od strony Kozłowa i Boryszewa czołgów sowieckich. Pierwszy strzał był niecelny, od drugiego zapalił się jeden z jadących czołgów, załoga jednak wydostała się i nikt nie zginął. Wrak tego czołgu był prawdopodobnie przyciągnięty później na rynek miejski i stał przy zniszczonym kościele.
Przed wycofaniem się z tej części miasta Niemcy wysadzili most na Bzurze, oraz zniszczyli komorę amunicyjną armaty, lecz pozostawili w bunkrze przy ul. Łowickiej 38 nie wystrzelonych pocisków i kilku rannych żołnierzy. Gdy po kilku dniach ranni wyszli z bunkra, zostali zabrani przez Rosjan. Ich losy nie są znane.
Obecnie w tej części miasta bunkry zasypywane są ziemią, śmieciami i zarastają zielskiem. Nikt się nimi nie interesuje. Podobne bunkry powstały pomiędzy ul. Polną a Minolem. Niemcy jednak nie wyposażyli ich w broń, ani w załogi. Według relacji okolicznych mieszkańców pomiędzy bunkrami były podziemne przejścia, którymi po wojnie przechodzili . Jeżeli okazałoby się to prawdą, to nasze miasto wzbogaciłoby się w niezwykłą pamiątkę, która mogłaby być wykorzystana do celów turystycznych. Bunkry w tej części miasta, a jest ich pięć, są całkowicie zasypane śmieciami i zarośnięte zielskiem.
Według relacji starszych mieszkańców Boryszewa tylko bunkier wybudowany za parowozownią PKP dał się we znaki sowieckim czołgom jadącym od strony Żyrardowa. Oficer niemiecki, strzelając z armaty przeciwpancernej, zniszczył 12 czołgów rosyjskich. Później sam popełnił w bunkrze samobójstwo. Jak określił to nasz rozmówca, w tym wyczynie bojowym pomogli mu sami Rosjanie. W okolicy lotniska była bowiem gorzelnia, w niej zaś zapasy spirytusu, którymi rosyjscy żołnierze nie gardzili i to była główna przyczyna straty czołgów, które z pijaną załogą były łatwym celem dla niemieckiego działa. Alkohol był też przyczyną jeszcze jednej niepotrzebnej śmierci Rosjanina. Gdy zdobyli oni dworzec PKP i magazyny stojące wzdłuż torów, w których oprócz marmolady były ubrania oraz sprzęt szpitalny w postaci nocników, zauważyli, że na jednym z torów stoi cysterna po spirytusie. Na dnie jednak pozostała pewna ilość tego płynu, na którą połaszczyli się Rosjanie. Otworzyli więc włazy znajdujące się u góry cysterny i jeden z nich na pasach wojskowych został spuszczony na dno. Koledzy podawali mu „zdobyczne nocniki”, a on je napełniał, a inny wyciągał do góry. Byli tak „spragnieni”, że bezpośrednio z nich pili. Jeden z nich kompletnie już pijany, biegał z nocnikiem krzycząc „Charosza filiżanka!”. Żołnierz podający alkohol z cysterny został w tych oparach na zawsze. Pijani koledzy zapomnieli go bowiem wyciągnąć.
Natomiast w innym miejscu do rowu przeciwczołgowego w Lubiejewie wjechał jeden z sowieckich czołgów i w nim został. Do pilnowania czołgu pozostawiono tylko jednego z załogi. Spał w nim i mieszkał od zimy do wiosny 1945r., aż przybyła ekipa i czołg wyciągnęła. W tym czasie, aby przeżyć, starał się sam o prowiant. Miał pepeszę, to wychodził na wieś i strzelał z niej do kur. Którą zabił, zabierał do czołgu i tam gotował na maszynce spirytusowej. Wraki spalonych i zniszczonych czołgów w okolicach Sochaczewa były ściągane wiosną i latem 1945r. W mieście powstał nawet specjalny zakład, który rozbite czołgi rozbierał i wysyłał na złom do hut.
Bunkrami, które pozostały nam po II wojnie światowej, warto by się wreszcie zająć. Może należałoby opracować program, który pozwoliłby na ich rewitalizację i udostępnienie zwiedzającym. Zwłaszcza, że nie jest ich mało. 10 bunkrów odkryto na terenie miasta, a być może jest ich jeszcze więcej. Pięć znajduje się na Rozlazłowie, przy ulicach Planowej, Kątowej, Łowickiej i Gawłowskiej. Pozostałe zaś w okolicach ulic: Polnej, Partyzantów oraz za Minolem.
J.W.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    explorer91 2007-12-24 22:31:56

    Witam.
    Ja natomiast cały czas interesuję się tymi bunkrami, które stanowią pewną część bliskiej przeszłości. Tunele istnieją, wejścia do nich również. Jedno z nich odkopałem i zagłębiłem się w niskie korytarze zalane wodą oraz niestety pozawalane. Dobrze by było zaopiekować się troszeczkę nimi i je jakoś szerzej ukazać "światu", ponieważ nie są to zwykłe bezimienne bunkry. Ale tobruki i schrony, które zostały wybudowane kosztem wielu ludzi.
    Tak samo przyjrzal bym się paru miejscom koło Sochaczewa, które zawierają "bogactwa" wrześniowe 1939roku i nie są do tej pory z tych urwiłapek oczyszczone.

    Macie jakieś pytania to proszę pisać na meila:)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    12bodziop 2007-12-21 12:30:19

    szkoda tylko ze władze- odpowiednie za promocje miasta nie potrafia nie interesuja badz nie dysponuja odpowiednimi srodkami aby odswiezyc historie naszego miasta ... a jak wiemy jest ona naprawde bogata sama w sobie i bogata

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Oryl 2007-12-20 10:47:41

    Swego czasu robiłem mapkę tych bunkrów. Na terenie Sochaczewa i w najbliższej okolicy naliczyłem ich ponad 20. Niestety wiem że już kilka z nich zniknęło (w tym te z pól czerwonkoskich), ale także z Gawłowskiej. Nie wiem ile w tym prawdy, ale ponoć Sochaczew miał należeć do części pasa umocnień ciągnących się od Częstochowy do Płońska - linia powstawała w pośpiechu i miała za zadanie zatrzymać Rosjan, ale nie doczekała się ukończenia. W okolicach Sochaczewa, jest jeszcze kilka "Tobruków" w Wyszogrodzie i spory zespół obronny w Jasionnie Łowickiej - na linii Rawki (coś około 15 bunkrów). Chyba nie do końca jest prawdą że budowle zostały ukończone (ale pewny nie jestem), chyba nie wiele z tych żelbetonowych konstrukcji doczekało się zamontowania włazów itp. Odnośnie zaś tuneli, to pewne takie były, ale warto zaznaczyć w jakiej formie. Z pewnością bunkry łączyła sieć okopów, z których te głębsze mogły być przykryte deskami i cienką warstwą ziemi (stąd tunel). Na murowane tunele kopane głęboko pod ziemią nie ma co liczyć - to zbyt mały zespół umocnień żeby ponosić takie koszty.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama