Reklama

Ćwierć wieku od tamtego 13 grudnia

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
13/12/2006 09:30
Jaja w kraju nie wyjęte,
Solidarność dała ciała.
Spawacz gra w bambuko z Glempem,
Partia trzyma się na pałach.
Tak o stanie wojennym w Polsce śpiewał nieżyjący już niestety bard Jacek Kaczmarski. A my dziś w środę 13 grudnia obchodzimy 25 rocznicę wprowadzenia w naszym kraju stanu wojennego. Wielu z nas pamięta tę niedzielę, gdy dzieci nie obejrzały Teleranka a dorośli nie usłyszeli w radiu „60 minut na godzinę”. Ulice były niemal puste, a nieliczni przechodnie mówili do siebie szeptem. Ale chociaż nadeszły czasy ciężkie, Polacy, jak zwykle, potrafili sobie poradzić a nawet znajdować w powadze sytuacji elementy i zdarzenia zabawne.
Dziś prezentujemy wspomnienia Mieczysława Kobka.
Stan wojenny
Mieczysław Kobek, historyk sztuki i reżyser rodem z Sochaczewa, początek lat 80. spędzał głównie w Łodzi, gdzie pracował i wspólnie z innymi zakładał „Solidarność” w łódzkiej Filmówce. Stan wojenny zastał go jednak w Sochaczewie.
„Przyjechałem do Sochaczewa w sobotę, 12 grudnia, bo to były imieniny mojej mamy. Po herbatce w domu u mamusi wybrałem się do znajomych na brydża. Skończyliśmy około 2 w nocy i już w drodze powrotnej zdziwiło mnie, że budynek komendy był rozświetlony, obstawiony samochodami. Myślałem, że coś się stało, ale był środek nocy i nie chciało mi się tym zajmować. Wróciłem do domu i położyłem się spać.
W niedzielę, wczesnym ranem, obudziła nas mama, która właśnie wróciła z kościoła i z przerażeniem krzyczała, że jest wojna. Ponieważ moja mama miała już swoje lata, więc ja skwitowałem to stwierdzeniem, że babci się coś pomyliło. Kiedy jednak już wstaliśmy, ok. 9.00, pamiętając o tym, co mówiła mama, włączyłem telewizor, żeby się czegoś dowiedzieć. Byłem zły, bo telewizor nie działał. Mieliśmy na dachu zwykłą antenę, z powodu której często telewizor nie odbierał tak jak trzeba. Ale ponieważ była niedziela, machnąłem na to ręką, bo mi się nie chciało wchodzić na dach.
I w takiej nieświadomości, podobnie jak większość Polaków, wytrwałem do godz. 11.00, kiedy to za oknami usłyszałem potężny huk przejeżdżających ul. Warszawską czołgów. A później, chyba ok. 12.00 było słynne przemówienie Jaruzelskiego i wszystko stało się jasne. O ile przed południem przejechały przed moimi oknami pojedyncze czołgi, to już po obiedzie jeździły całe szpalery w szyku bojowym. Szyby trzęsły się w oknach, panował huk i od samego widoku wszystkich ogarniało przerażenie”. Dodać trzeba, że kamienica Kobków stoi na rogu ul. Warszawskiej i 1 Maja, a okna pana Mieczysława wychodzą wprost na budynek komendy.
Tak do końca nie wiadomo, czy chęć zagrania na nosie ówczesnej milicji, czy zwykła ludzka przekora spowodowały, że mimo licznych zakazów i nakazów Mieczysław Kobek, z kilkoma znajomymi, zdecydował się urządzić Sylwestra.
„W tym czasie wyszło jednak zarządzenie, że wszystkie towarzyskie spotkania powyżej trzech osób powinny być zgłaszane do wydziału spraw wewnętrznych w Urzędzie. Musiałem więc napisać pismo, w którym uzasadniałem, że to nie tylko Sylwester jest powodem imprezy, ale że obchodzę też 1 stycznia imieniny. Kazano mi w tym wniosku wpisać imiona i nazwiska gości, ich adresy, numery dowodów osobistych, a do tego nazwisko osoby odpowiedzialnej za porządek. Spełniłem wszystkie te wymagania i dostałem z Urzędu pismo z wielką okrągłą pieczęcią, że wyrażają zgodę na spotkanie towarzyskie w moim domu.
Tę noc spędzało u nas ok. 15 osób i muszę powiedzieć, że zachowywaliśmy się dosyć prowokacyjnie, bo mimo zimna okna były szeroko otwarte, żeby było słychać odgłosy zabawy. Miałem nawet nadzieję, że milicjanci zajrzą do nas i będę mógł się wylegitymować tym z trudem uzyskanym pozwolenie, ale nie przyszli. A my bawiliśmy się od 20.00 do 5 rano, bo tak obowiązywała godzina policyjna. Nawet gdyby ktoś chciał wyjść wcześniej, to nie mógł”.
Teraz te wydarzenia sprzed 25 lat wspomina się bez większych emocji, próbując odnaleźć w nich optymistyczne akcenty, ale były to złe i smutne czasy. Wszechobecna cenzura, godzina policyjna, wyroki na działaczach podejmowane w trybie ekspresowym, obstawione wojskiem dworce, mosty, ulice i przeraźliwe pustki w sklepach. Dzisiaj takie opowieści brzmią nieprawdopodobnie, a czasami wręcz groteskowo, tak jak jeszcze jedna anegdota opowiedziana przez Mieczysława Kobka.
„Latem 81 roku zaczęliśmy kręcić film Krauzego wg opowiadania Himilsbacha „Party przy świecach”. Zostało nam właściwie dokręcić scenę w pustym oczywiście sklepie mięsnym. Problem polegał na tym, że obowiązywał absolutny zakaz wynoszenia z wytwórni sprzętu, np. kamer. Wpadliśmy więc na pomysł, aby zaaranżować jakieś pomieszczenie na ten cel, ale okazało się że jedynym miejscem, gdzie znajdowały się kafelki, była łazienka. Wbiliśmy tam haki, powiesiliśmy na jednym mortadelę. Ekspedientka pokazana była tylko do pasa i poszło. Ta scena znalazła się w filmie i dzięki temu udało nam się go skończyć. Takie to były czasy”.
Jolanta Sosnowska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2006-12-15 01:11:36

    Myślę, że odpowiedź na Swoje pytania możesz znaleźć w moim poprzednim poście.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    bleiben 2006-12-14 20:27:54

    Chodzi o stan wojenny a równolegle chodzi właśnie o jedną literę. Gdyby w tekście był błąd ortograficzny to też byś tak odpowiedział? Moim zdaniem autor tekstu dziennikarskiego tym bardziej powinien, przy swojej zamierzonej lub nie, potoczności, przestrzegać poprawnej pisowni. Ładnie by wyglądało, gdybym napisał felieton np. i rozpoczął go: "Bo wiecie, 13 grudnia 1981 roku to normalnie wprowadzono stan wojenny"? ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2006-12-14 18:43:42

    Tekst dziennikarski rządzi się trochę innymi prawami niż polszczyzna literacka. Zamierzeniem autorki było chyba osiągnięcie potoczności wypowiedzi. To jest rzecz normalna.

    A poza tym, chyba chodzi o stan wojenny, a nie o jedną literę. To już tak na marginesie...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama