Jury w tegorocznym konkursie Miss Sochaczewa było wyjątkowo kompetentne. Oprócz bowiem przedstawicieli mediów, którzy z natury muszą znać się na urodzie damskiej, by ze swymi tekstami docierać także do uroczych blondynek, oraz właścicieli sklepów, w których ekspedientki swą urodą i wdziękiem powinny pokrywać ułomności towaru, pojawił się na przykład specjalista od wad kręgosłupa. Był też muzyk – wiolonczelista co przywodzi od razu na myśl prześliczną wiolonczelistkę Skaldów, a także pułkownik wojska, a wiadomo, że za mundurem panny sznurem. Tak więc, jury merytorycznie przygotowane było znakomicie i stanęło na wysokości zadania, wybierając tak samo jak publiczność na sali. Jest niezwykłym sukcesem, wiadomo bowiem, że Miss Publiczności zostaje zawsze faworytka elektoratu zgromadzonego na widowni, czyli z Chodakowa. Dogodzić zaś tam ludziom nie jest łatwo, o czym przekonały się w ostatniej kadencji nawet władze samorządowe miasta i powiatu. Jury się więc udało i mogło opuścić Chodaków bez zbytniego pośpiechu, ale zanim do tego doszło, wyczuwalne napięcie przed spoczywającą na nich odpowiedzialnością próbował rozładować, zaproszony zapewne właśnie w tym celu wesołek, jak sam o sobie mówił: człowiek guma i biały Murzyn, niejaki Andrzej Rosiewicz. Tańczył, skakał, śpiewał z kartki a wszystko w pociągającym towarzystwie, czyli „dwie ładne kobitki i on niebrzydki”. Jury się coraz bardziej rozluźniało, a on nie przestawał. W jednej z pieśni podniósł ważki dla konkursów na Miss problem handlu ludzkimi organami. Ważki również dla publiczności i jury, bo niejednemu przydałaby się nowa wątroba, żeby znów móc się napić. Bo przecież, jak twierdzi Rosiewicz, ”Picie z umiarem nie szkodzi w żadnych ilościach”. Za zdrowie Miss Sochaczewa oczywiście. Temat jest ważny, bo trzeba by się zastanowić czy będą tych organów promocje lub chociażby obniżki posezonowe, by na przykład kandydatka na Miss mogła nabyć taniej, na wiosnę, nowe płuca, żeby miała na jesieni czym oddychać, albo duże niebieskie oczy. Interesująca byłaby też wyprzedaż organów przedterminowych, choć jeszcze przydatnych do, przepraszam za słowo, konsumpcji. Mówi się przecież czasem, że małżeństwo nie zostało skonsumowane. Chociaż młodemu z głodu ślinka ciekła, nie mógł nic przełknąć, bo potrawa wyglądała na nieświeżą. Dziewczyny w pokazie w strojach kąpielowych wyglądały na bardzo świeże i nacierając się olejkiem na plaży, czyli na ręcznikach, tak się wczuły w rolę, że już pod koniec grupa młodych osobników płci męskiej, robiąc spore zamieszanie, opuściła salę. I sprawdziły się słowa prowadzącego Franciszka N.: „Zaprezentują się jak na plaży, a na plaży wszystko się zdarzy”. Wniosek z tego, że na razie naszym misskom żadne nowe organy potrzebne nie są. Szczególnie nowej Miss Sochaczewa, radia, gazety i chodakowskiej publiczności, która dostała dwa telewizory, trzy zegarki, i aż cztery karnety na zabiegi odnowy biologicznej! Chłopcy, którzy wyszli, pomału wracali, gdy Rosiewicz zapewniał, że „najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”, on sam natomiast „40 nowych lat, plus VAT”. Jakby chciał nam powiedzieć: Ciągle Trwam! Podobnie jak ja, bo zdałem sobie wówczas sprawę, że jestem jurorskim weteranem, uczestniczyłem bowiem w tych gremiach we wszystkich dotychczas organizowanych w Sochaczewie wyborach Miss. Od tych pierwszych z 1993 roku, gdy przewodniczył jury specjalnie zaproszony Władysław Komar. Być może należy mi się więc miejsce w konkursie Miss Zbowidu i papiery kombatanckie, na różowym papierze. Na razie musiało mi jednak wystarczyć, że siedziałem obok zeszłorocznej Miss Sochaczewa, która charakteryzuje się tym, że jest wyższa i piękniejsza ode mnie, do tego stopnia, że po swym sukcesie musiała zmienić szkołę, by nie drażnić ciała… pedagogicznego płci żeńskiej. Aby więc zapobiec na przyszłość podobnym sytuacjom, proponuję organizować również co roku konkurs o tytuł Miss Nauczycielek. Wiecie jakie miałby on powodzenie?! Gdyby każda ze szkół po prawyborach wystawiła swoją reprezentantkę, uczniowie na finał waliliby drzwiami i oknami, każdy chciałby przecież na lekcji wychowawczej obejrzeć swoją panią w skromnym de ssous. Tymczasem Rosiewicz kończył swój występ bardzo aktualną pieśnią o chłopcach radarowcach, bo podobno policja dziś już nawet tych na hulajnogach wyłapuje. A ostatnie przesłanie artysty to: Wesołych Świąt życzy państwu partia i rząd, oraz prezydent Lech…Rywin. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze