Skończyła się pierwsza runda rozgrywek I ligi rugby. Nasi zawodnicy zawiedli, co na ten temat ma do powiedzenia trener, dowiecie się Państwo czytając rozmowę, którą ze szkoleniowcem drużyny seniorów Zdzisławem Szczybelskim przeprowadził Tomasz Ertman. ET: W poprzedniej rozmowie mówiłeś, że w twoim notesie jest zapisanych 47 nazwisk rugbistów, którzy powinni tworzyć drużynę Orkana. W meczach rundy jesiennej zagrało tylko 31 zawodników. Co się stało z resztą? ZSz: Dokładnie 36-ściu rugbistów zagrało w dziewięciu meczach ligowych oraz jednym pucharowym. Rzeczywiście na początku lipca, z kapitanem drużyny (Szymon Gubar – przp. red.) ustaliłem listę, na której znalazło się 47 nazwisk. Ludzie ci trenowali i grali w rundzie wiosennej. Sześciu zawodników w ogóle nie podjęło treningów: Orliński, Bednarek, Kubiszewski („stara gwardia” – przyp. red.), Stępniewski, Murawski oraz Góreczny (po zakończeniu wieku juniora – przyp. red.). Natomiast Ilczuk, Wylot, Przanowski, Kupniewski i Kmieciński – to juniorzy, którzy nie mają jeszcze zaliczonego debiutu w drużynie seniorów. Czyli matematycznie się zgadza, pozostało 36 nazwisk, z których jeszcze pięciu przestało trenować w trakcie sezonu, są to: Malak, Fabisiak, Grochowski, Michalak i Pisarek. Ten ostatni, jako jedyny z powodu kontuzji. W ten sposób pozostało nas 31. ET: Przed sezonem wszyscy zawodnicy deklarowali chęć walki o medal. Obecnie sytuacja jest taka, że Orkan będzie musiał toczyć twarde boje o utrzymanie się w I lidze. Gdzie jest więc pies pogrzebany? ZS: Przed sezonem osobiście rozmawiałem „w cztery oczy” z większością zawodników. Postawiłem im między innymi pytanie o cel sportowy. Nie było człowieka, który by nie miał aspiracji medalowych, a w najgorszym wypadku mówiono o czwartym miejscu po rundzie jesiennej i walce o medal wiosną. Rzeczywistość pokazała, że u większości były to tylko chęci i puste słowa absolutnie nie poparte czynami. Głównym powodem tego, że zamiast walczyć o medal, walczymy o utrzymanie w lidze jest słaba frekwencja treningowa. ET: Słaba frekwencja, słaba gra. Na kim zawiodłeś się jesienią? Może postawiłeś nie na te konie? ZS: Obejmując zespół zdawałem sobie sprawę, że będę pracował z zawodnikami w warunkach amatorskich. Każdy z zawodników miał pełną świadomość, że tylko od nich i ich zaangażowania w treningi zależy wartość zespołu. Wiem, że niektórzy z rugbistów pracują na zmiany, że pracują po 10-12 godzin i nie zawsze są w stanie wziąć udział w treningu. Wielokrotnie im mówiłem, że w naszej drużynie drzemie duży potencjał, ale trzeba poświęcić 3 dni w tygodniu na trening oraz jeden na mecz, w którym da się z siebie wszystko, aby go wydobyć. Początek był dobry – trzeba było wygrać dwa mecze i ten cel został osiągnięty. Warto przypomnieć, że na rozgrzewce przed tymi spotkaniami było 29-ciu zawodników. Przełomem in minus był trzeci mecz z Lechią (rozegrany w Gdańsku – przyp. red.). Przez pierwsze 15 minut sędzia dawał nam do zrozumienia, że jesteśmy skazani na pożarcie i tak się stało. Potem było już coraz gorzej. Kontuzje Konrada Pisarka i Mariusza Śmielaka, dyskwalifikacja Piotra Pietrzyka (pół roku za doping – przyp. red.), nieobecność na meczach z powodu spraw rodzinnych Michała Kłaka i Mariusza Michalaka spowodowała, że najlepszy atak w Polsce rozpadł się. Sporadyczne bywanie na zajęciach treningowych doświadczonych zawodników formacji młyna: Wosiński, Adamiak, Gubar, Żakowski, Radzymiński, Polakowski oraz Sieklicki, obniżyła wartość drużyny. Głównym powodem podawanym jako usprawiedliwienie była praca zawodowa. ET: Jest jednak grupa zawodników poważnie podchodzących do swoich obowiązków. Jak liczna to jest grupa? ZS: Jest kilku, podkreślam kilku, a nie kilkunastu zawodników, którzy swoją frekwencją treningową pokazują, że poważnie podchodzą do swoich obowiązków. Do grupy tej zaliczam Roberta Zatorskiego, Łukasza Syperka, Wiktora Dobrowolskiego, Tomasza Jabłońskiego oraz Kamila Kościelewskiego. Średnia frekwencja tej grupy to ok. 85%. Ale takich zawodników jest tylko pięciu, a do gry potrzeba piętnastu. Żeby liczyć się w lidze, trzeba mieć co najmniej 25-30 w miarę wyrównanych pod względem sportowym rugbistów. Zawsze podkreślam, że gdybym miał dwudziestu tak zaangażowanych ludzi jak WIKTOR (najwyższa frekwencja na treningach – przyp. red.) to dziś byli byśmy naprawdę mocną drużyną. Zapytałem kiedyś Wiktora, jak on to robi, że zawsze jest na zajęciach. Odpowiedź była krótka i konkretna – „Trenerze, ja swoje życie osobiste zawsze ustawiam pod treningi.” Niestety, z takim podejściem do rugby większość drużyny ma poważne kłopoty. ET: Gołym okiem widać kryzys. Czy szykowany jest proces naprawiania drużyny? ZSc: Przyszedł okres chudych miesięcy, Boże, spraw żeby nie były to lata! Trzeba przede wszystkim zachować zimną krew i przezwyciężyć tę niemoc. Jestem zdania, że nie ma ludzi niezastąpionych (ci już na cmentarzach leżą – przyp. red.). Po zakończeniu sezonu odbyłem męską rozmowę z większością drużyny. Padły bardzo mocne słowa. Cieszy mnie fakt, że na boisko chce wrócić Bogdan Wróbel. To będzie mocny punkt zespołu na boisku ale także poza nim. Wspólnie z drużyną ustaliliśmy, że „goście treningowi” (zawodnicy, którzy przychodzą na zajęcia tylko po to żeby popatrzeć i pogadać – przyp. red.) nie mają prawa bytu w tej drużynie. Niestety z młodzieżą, jako następcami seniorów też jest różnie. W tym roku wiek juniora ukończyło 6-ściu zawodników – w drużynie został tylko JEDEN, Kamil Dudkowski. Proces naprawiania drużyny to nie taka łatwa sprawa. Przede wszystkim trzeba poprawić dwa podstawowe elementy – poprawić frekwencję treningową zawodników starszych oraz do zespołu wprowadzić i w niej utrzymać jak najwięcej młodzieży. Na pewno w osiągnięciu tych celów pomogłoby pozyskanie poważnego sponsora strategicznego. ET: Siłę, szybkość, technikę i taktykę można stosunkowo szybko wyćwiczyć. Może w Orkanie szwankuje mentalność? Może drużynie brak woli zwyciężania? ZSc: Żeby wyćwiczyć cechy motoryczne to trzeba przede wszystkim trenować systematycznie, a później utrzymać formę do końca sezonu. W Orkanie 90% zawodników ta sztuka się nie udała. Zespół potrafił rozegrać dobre zawody, tak jak było na początku sezonu. Potem jeden na drugiego patrzy, wytyka błędy. W rundzie jesiennej zdarzały się także przypadki świadomego opuszczania treningów. Jest to najgorsza rzecz jaka może się przytrafić trenerowi i ćwiczącym kolegom z drużyny. W szczerych rozmowach, kilku zawodników stwierdziło, że nie przychodzi na treningi, gdyż i tak nie ma na nim wszystkich. Zaobserwowałem również zjawisko „znikania” w trakcie sezonu poszczególnych zawodników. Czas zniknięć jest różna, trwa krócej lub dłużej. W tym czasie ludzie ci nie interesują się sprawami drużyny, nawet nie zapytają się czy jest skład na mecz. Jeden z zawodników młodego pokolenia, który od dłuższego czasu ma szansę na debiut w pierwszym zespole, na pytanie, czy będzie na piątkowym, bardzo ważnym przedmeczowym treningu – odpowiada, że nie bo idzie do dentysty. Innym razem ten sam młody człowiek użył innego argumenty. Swoją nieobecność na treningu usprawiedliwił tym, że był pewien, że i tak w meczu nie zagra. Druga grupa to zawodnicy, którzy z byle powodu idą do lekarza lub masażysty. Ci ludzie wiecznie nie są w pełni dysponowani. W tych zachowaniach tkwi słabość Orkana. W innych drużynach, z którymi współpracowałem, takie przypadki też się zdarzały. Były to jednak wydarzenia sporadyczne. W sochaczewskiej – są one epidemią. Staram się wytłumaczyć moim zawodnikom, że z takim postępowaniem trzeba walczyć i je eliminować. Muszą oni w końcu zrozumieć, że każdy z rywali czeka na naszą słabość po to, żeby z premedytacją ją wykorzystać. Na zakończeniu sezonu każdy rugbista dostał ode mnie „pasek sportowy” – tj. ilość rozegranych meczy i odbytych treningów. Niektórzy byli mocno zdziwieni swoimi osiągnięciami. ET: Jak będą wyglądać przygotowania do rundy rewanżowej? ZS: Okres roztrenowania rozpoczął się po ostatnim meczu ligowym i trwał do końca listopada. W tym okresie ćwiczyliśmy 2 razy w tygodniu. Zajęcia odbywały się w hali oraz na matach. Przygotowania do wiosennych spotkań rozpoczęliśmy już 1-go grudnia. Będą to treningi biegowe, zajęcia w siłownia, a treningi w hali także zmienią swój charakter. W drugim tygodniu ferii planowany jest obóz w górach. Luty i marzec to ostatnie szlify formy przed startem rozgrywek. Chcielibyśmy zagrać dwa mecze kontrolne w marcu. Duży nakład pracy treningowej to w okresie ogólnym tzw. wytrzymałość tlenowa, natomiast w okresie specjalnym to dynamiczność. ET: Czy myśli się o wzmocnieniach drużyny? ZS: Myśleć się myśli, gorzej ze środkami na ten cel. Narazie jest za wcześnie na uchylenie choćby rąbka tajemnicy. Jeżeli pozyskamy sponsorów indywidualnych, wzmocnienia będą konkretne. ET: Więc dokąd podążają rugbiści? ZS: Wydaje mi się, że najgorsze jest już za nami. Jeżeli pracę treningową podejmą wszyscy, którym zależy na dobrym imieniu Orkana kryzys na pewno zostanie przezwyciężony. Potencjał w zespole nadal jest bardzo duży. Liczę na powrót Bogdana Wróbla, temu zespołowi jest potrzebny lider. Na dzień dzisiejszy celem jest utrzymanie w I lidze. Obecnie jesteśmy na VII miejscu i trzeba robić wszystko żeby to miejsce utrzymać (co najmniej – przyp. red.). Chciałbym w tym miejscu podziękować kilku osobom, które ściśle ze mną współpracują i pomagają mi w prowadzeniu drużyny. Pierwszą z nich jest członek zarządu – Mariusz Bartosiewicz, drugą – Maciej Misiak, trener grup młodzieżowych, który robi kapitalną pracę i „dostarcza” młodych rugbistów do drużyny seniorów. Chcę także podkreślić dobrą współpracę z dyrektorem klubu Robertem Błaszczykiem. ET: Dziękuję za rozmowę i życzę co najmniej utrzymania w I lidze. Zs: Nie dziękuję i mam nadzieję, że wiosną rugbiści nie zawiodą oczekiwań kibiców. (et)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze