Ta jesienna harcerska wyprawa planowana była od czerwca bieżącego roku, kiedy to na ręce komendanta sochaczewskiego hufca ZHP, Krzysztofa Wasilewskiego, wpłynęło zaproszenie od Stowarzyszenia I Polskiej Dywizji Pancernej Niderlandy w Bredzie (Holandia) do udziału w obchodach 66. rocznicy wyzwolenia Bredy przez „Pancerniaków Generała Maczka”. Nasi harcerze brali już udział w podobnych wyprawach, pomagając w organizacji i przebiegu uroczystości w Bolonii, pod Monte Cassino, w Ankonie, Loretto, na cmentarzu „Orląt” we Lwowie, czy 10 kwietnia w Katyniu, i sprawdzili się na przysłowiową „piątkę”, przyjęliśmy więc i to zaproszenie. Po przemyśleniu i opracowaniu najrozmaitszych wersji trasy wyprawy ostateczny program wyglądał następująco: zwiedzanie Paryża ze szczególnym uwzględnieniem miejsc związanych z Fryderykiem Chopinem, następnie Bruksela i wizyta w Parlamencie Europejskim oraz Breda - uroczystości rocznicowe.
Po zakończeniu Harcerskiej Akcji Letniej rozpoczęła się organizacja jesiennej wyprawy. Trzeba było zrobić kosztorys, zamówić transport, „dogadać” noclegi, zakupić prowiant i opracować wszystkie sprawy techniczne. Logistyką zajęli się Szef - Krzysiek i druhna Dorota, zaopatrzeniem dh Tomek i druhna Halinka, zabezpieczeniem technicznym dh Julek, a przygotowaniem uczestników druhna Agnieszka. Wreszcie w niedzielę, 25 października nasza wyprawa ruszyła z Sochaczewa. Po 18 godzinach podróży Francja powitała nas wspaniałą słoneczną pogodą i półtoragodzinnym postoju w korku na autostradzie. Wczesnym popołudniem dojechaliśmy do miejscowości La Ferte pod Paryżem. Po zakwaterowaniu w Domu Polskiej Misji Katolickiej prowadzonym przez siostry ze Zgromadzenia Św. Józefa mieliśmy jechać zwiedzać Paryż, ale strajk francuskich kolejarzy skutecznie nam w tym przeszkodził, więc odbyliśmy długi spacer po miasteczku La Ferte. Wspólnie przygotowany wieczorny gorący posiłek był zakończeniem wyczerpującego dnia. „Jutro Paryż, pobudka 6.30” - tymi słowami na dobranoc pożegnał nas Szef. Zgodnie z programem przez najbliższe trzy dni zwiedzaliśmy Paryż.
Głównymi punktami miasta, do których chcieliśmy dotrzeć, były miejsca związane z Fryderykiem Chopinem. Zwiedziliśmy Bibliotekę Polską w Paryżu, w której w „salonie Chopina” przechowywane są prywatne pamiątki po kompozytorze, a także rękopisy dzieł Adama Mickiewicza przebywającego również na emigracji w Paryżu. Na Placu Vendome zatrzymaliśmy się pod oknami domu, w którym mieszkał i zmarł Chopin, oraz odwiedziliśmy kościół św. Magdaleny (Eglise Ste- Madeleine), gdzie 30 października 1849 r. odbyła się ceremonia pogrzebowa Fryderyka. Wędrówkę szlakiem Chopina zakończyliśmy na cmentarzu Pere-Lachaise przy grobie kompozytora. Sochaczewscy harcerze złożyli na grobie bukiet z biało-czerwonych róż spiętych szarfą z napisem „Fryderykowi Chopinowi - mieszkańcy Sochaczewa” oraz zapalili lampion ozdobiony herbem Sochaczewa i harcerską lilijką.
Paryż zwiedzaliśmy, jeżdżąc metrem i pieszo, bo tak najwięcej można zobaczyć. Byliśmy na szczycie wieży Eiffla, przeszliśmy przez Pola Marsowe do przytułku dla weteranów i kościoła Inwalidów, w którym w ogromnym sarkofagu złożono narodowe relikwie - szczątki Napoleona. Najpiękniejszą ulicą Paryża - Polami Elizejskimi - doszliśmy do Łuku Triumfalnego. Po wyczerpującej wspinaczce na wzgórze Montmartre zwiedziliśmy bazylikę pod wezwaniem Sacre Coeur (zwaną „białą bazyliką”), stojąc u wrót świątyni, napawaliśmy się urokliwym widokiem na Paryż, a na placu du Tertre oddaliśmy się atmosferze stworzonej przez malarzy i ich dzieła. Następnie zeszliśmy stromymi uliczkami na plac Pigall, nie ma tam jednak kasztanów, a jego okolice dziś też nie cieszą się najlepszą opinią, zrobiliśmy zdjęcia na tle kabaretu Moulin-Rouge, który wciąż przyciąga rzesze turystów. Oglądaliśmy fantastyczne Centrum Pompidou, Muzeum Orsay z obrazami Bonnarda, Rodina, Maneta i Van Gogha, podziwialiśmy katedrę Notre-Dame i oczywiście Luwr z Moną Lisą, Venus z Milo, statuą Ramzesa II i setkami obrazów, rzeźb i eksponatów z całego świata. Jeszcze tylko trochę czasu na kupno pamiątek, ostatnie spojrzenie na rozświetloną i fantastycznie migającą wieżę Eiffla i w drogę. Paryż tak nas oczarował, że harcerze nie narzekali na zmęczenie i ból nóg.
Czwartkowy wieczór szybko minął i pozostawił nas pełnych wrażeń i emocji, w nozdrzach jeszcze czuć zapach francuskich perfum, przed oczami przesuwają się jeszcze barwne obrazy i wspomnienia minionego dnia, w uszach jeszcze dźwięczą paryskie walczyki grane na akordeonie przez ulicznych muzyków, a tu Szef - Krzysztof zapowiada: „Pobudka jutro o 4 rano, w Brukseli mamy być o godzinie 9”.
Piątkowy bardzo wczesny poranek przywitał nas rześkim ostrym powietrzem. Pakowanie bagaży do autokaru poszło nam wyjątkowo sprawnie. Już za piętnaście piąta byliśmy gotowi do wyjazdu, silniki w ruch i do Belgii. Krótka modlitwa w autokarze, bo jest z nami ks. Wojtek, i za dziesięć piąta - kompletna cisza, wszyscy śpią. W Brukseli podjeżdżamy prosto pod siedzibę Parlamentu Europejskiego, szybkie poprawianie mundurków i w towarzystwie asystentki europosła Pawła Kowala zwiedzamy gmach Europarlamentu. Ponieważ jest wczesny ranek, na korytarzach nie ma zbyt wielkiego ruchu. Pani asystentka opowiada nam o pracy tej instytucji, jej strukturze, o głównych kierunkach działania. Oglądamy gabinety, sale narad, miejsca odpoczynku posłów i wchodzimy na główną salę obrad, jest imponująca. Błyskają flesze aparatów fotograficznych, bo każdy chce mieć zdjęcie z Europarlamentu. Harcerze zaczynają zadawać różne pytania: o sprawy techniczne związane z tłumaczeniem przemówień, o największą i o najmniejszą reprezentację w Parlamencie, o liczbę kobiet, o obowiązujące stroje, o pracę asystentów, o to kto może odbywać staż w Parlamencie, jak można się dostać na staż - pytania, pytania, pytania…
Po dwugodzinnej wycieczce opuszczamy budynki europejskiej władzy trochę zawiedzeni, że nie spotkaliśmy Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego prof. Jerzego Buzka ani żadnego polskiego europosła oraz tym, że nie udało nam się dotknąć i wprawić w ruch wspaniałej konstrukcji-rzeźby zdobiącej główny hol gmachu. Udajemy się na spacer po Brukseli. Przechodzimy obok Pałacu Królewskiego, budynków rządu Belgii i dochodzimy do Grand Place, Rynku zwanego „najpiękniejszym rynkiem na świecie”- jest oszałamiająco piękny. Kamienice otaczające plac są zachwycające, pełne ornamentów i sztukatorskich wykończeń bez przepychu, ale w wielkim guście. Powoli przechodzimy do atrakcji w tej części miasta - fontanny Manneken Pis („siusiającego chłopca”). Próbujemy jeszcze belgijskiej czekolady i żegnamy Brukselę, kierując się w stronę Holandii.
Do Bredy zajechaliśmy późnym wieczorem. Nazajutrz czekały nas uroczystości na cmentarzu w Oosterhout. Rano ubrani w harcerskie mundurki jesteśmy gotowi do swojej harcerskiej służby. Na małym Polskim Cmentarzu Honorowym w Oosterhout znajduje się kilkadziesiąt mogił polskich żołnierzy. Tam w obecności lokalnych władz, miejscowej ludności, orkiestry i kompanii honorowej armii holenderskiej odbył się apel poległych. Krótka, ale bardzo wzniosła uroczystość zapoczątkowała obchody 66. rocznicy wyzwolenia Bredy przez I Polską Dywizję Pancerną. Następnie zwiedziliśmy Muzeum Generała Maczka, które zorganizowano na terenie jednostki wojskowej, odwiedziliśmy także miejsca związane z żołnierzami polskimi. Wieczorem gościliśmy w Domu Polonii w spotkaniu zorganizowanym przez Stowarzyszenie Kulturalne POLONIA w Bredzie. Podczas wieczoru było mnóstwo wspomnień, polskich piosenek, a nawet tańce. Nasi harcerze przy dźwiękach gitary zaśpiewali kilka harcerskich piosenek, a gospodarze poczęstowani zostali „mazurkiem Chopina” zrobionym przez sochaczewskiego cukiernika. Miły wieczór zbliżał się do końca i wtedy Szef-Krzysztof zaskoczył nas miłą wiadomością: „Jutro zbiórka w mundurach o 10 rano i pamiętajcie o zmianie czasu, godzinę dłużej śpimy”, nasze radosne twarze jeszcze bardziej rozbłysły uśmiechem.
W niedzielę po Mszy św. odprawionej w języku polskim w kościele Saint Laurentiuskerk rozpoczęły się główne uroczystości obchodów 66. rocznicy wyzwolenia Bredy na Polskim Honorowym Cmentarzu Wojskowym w Bredzie. Wszystkich zgromadzonych powitał Burmistrz Bredy pan Van der Valden, który w swym przemówieniu kilkanaście razy podkreślał to, że „polscy mężczyźni i młodzi chłopcy oddali życie i podarowali nam najwyższe dobro – wolność. Dziękujemy Wam, Polacy” (powiedział po polsku). Wszystkie przemówienia wyrażały ogromną wdzięczność dla żołnierzy polskich. Jak powiedział mieszkaniec Bredy - „byliśmy przekonani, że wyzwolą nas Anglicy, Amerykanie może Francuzi, a wyzwoliła nas armia polska, a przecież w 1944 r. Polski nie było, bo pozostawała pod okupacją niemiecką”.
Generał Maczek przeprowadził tak działania wojenne, że miasto w znikomym procencie uległo zniszczeniu i nie było strat w ludności cywilnej. Po wojnie w Bredzie pozostało na stałe ponad trzystu polskich żołnierzy. Na tegorocznej uroczystości było ich już tylko czterech. Przyjechali również kombatanci - Pancerniacy I Dywizji z Belgii, Francji, Kanady, Indonezji i z Polski. Gośćmi honorowymi uroczystości byli ambasador RP Janusz Stańczyk, konsul RP Leszek Rowicki, minister Jan Ciechanowski z Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, dowódca sił powietrznych Holandii gen. Jansen i rektor Królewskiej Akademii Wojskowej gen. Tieskens, delegacja 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej z Żagania, która kultywuje tradycje 1. Dyw. Panc. Generała Maczka, i delegacja harcerzy ZHP z hufca Sochaczew.
Cała uroczystość była prowadzona w języku holenderskim i polskim tak, że nie mieliśmy żadnych problemów ze zrozumieniem wystąpień mówców. Na tym cmentarzu pochowanych jest 160 żołnierzy z I Polskiej Dywizji Pancernej i generał Stanisław Maczek, który zmarł w 1994 r. (przeżywszy 102 lata). Na grobie Generała i żołnierskich mogiłach zapaliliśmy lampiony udekorowane herbem Sochaczewa i harcerską lilijką. Atmosfera, jaka panowała na tych uroczystościach, jest nie do opisania, tyle było wzruszeń, wdzięczności, szacunku i miłości dla Polaków. Byliśmy dumni, że mogliśmy tu być. Po oficjalnej uroczystości jeszcze na chwilę spotkaliśmy się z kombatantami, władzami i mieszkańcami Bredy. Nasze harcerskie mundury, biało-czerwone chusty z orłem i napisem Polska wzbudziły ogromne zainteresowanie i część poznanych osób odprowadziło naszą grupę do autokaru. Harcerskim pozdrowieniem „Czuwaj” pożegnaliśmy przyjaciół z Bredy.
Jeszcze przez długi czas w autokarze trwała atmosfera zadumy i powagi. Podczas drogi powrotnej w czasie postoju na parkingu ksiądz Wojtek odprawił polową Mszę św., a opiekunowie przygotowali dla każdego porcję gorących flaków. Wczesnym rankiem 1 listopada powróciliśmy do Sochaczewa. Możemy śmiało stwierdzić, że była to udana pod każdym względem kolejna harcerska wyprawa. hm. Julek Tasiecki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze