Reklama

Harcerska wyprawa 2010

Komenda ZHP w Sochaczewie
24/11/2010 10:07
Harcerska wyprawa Paryż - Bruksela - Breda

Ta jesienna harcerska wyprawa planowana była od czerwca bieżącego roku, kiedy to na ręce komendanta sochaczewskiego hufca ZHP, Krzysztofa Wasilewskiego, wpłynęło zaproszenie od Stowarzyszenia I Polskiej Dywizji Pancernej Niderlandy w Bredzie (Holandia) do udziału w obchodach 66. rocznicy wyzwolenia Bredy przez „Pancerniaków Generała Maczka”. Nasi harcerze brali już udział w podobnych wyprawach, pomagając w organizacji i przebiegu uroczystości w Bolonii, pod Monte Cassino, w Ankonie, Loretto, na cmentarzu „Orląt” we Lwowie, czy 10 kwietnia w Katyniu, i sprawdzili się na przysłowiową „piątkę”, przyjęliśmy więc i to zaproszenie. Po przemyśleniu i opracowaniu najrozmaitszych wersji trasy wyprawy ostateczny program wyglądał następująco: zwiedzanie Paryża ze szczególnym uwzględnieniem miejsc związanych z Fryderykiem Chopinem, następnie Bruksela i wizyta w Parlamencie Europejskim oraz Breda - uroczystości rocznicowe.

Po zakończeniu Harcerskiej Akcji Letniej rozpoczęła się organizacja jesiennej wyprawy. Trzeba było zrobić kosztorys, zamówić transport, „dogadać” noclegi, zakupić prowiant i opracować wszystkie sprawy techniczne. Logistyką zajęli się Szef - Krzysiek i druhna Dorota, zaopatrzeniem dh Tomek i druhna Halinka, zabezpieczeniem technicznym dh Julek, a przygotowaniem uczestników druhna Agnieszka. Wreszcie w niedzielę, 25 października nasza wyprawa ruszyła z Sochaczewa. Po 18 godzinach podróży Francja powitała nas wspaniałą słoneczną pogodą i półtoragodzinnym postoju w korku na autostradzie. Wczesnym popołudniem dojechaliśmy do miejscowości La Ferte pod Paryżem. Po zakwaterowaniu w Domu Polskiej Misji Katolickiej prowadzonym przez siostry ze Zgromadzenia Św. Józefa mieliśmy jechać zwiedzać Paryż, ale strajk francuskich kolejarzy skutecznie nam w tym przeszkodził, więc odbyliśmy długi spacer po miasteczku La Ferte. Wspólnie przygotowany wieczorny gorący posiłek był zakończeniem wyczerpującego dnia. „Jutro Paryż, pobudka 6.30” - tymi słowami na dobranoc pożegnał nas Szef.
Zgodnie z programem przez najbliższe trzy dni zwiedzaliśmy Paryż.

Głównymi punktami miasta, do których chcieliśmy dotrzeć, były miejsca związane z Fryderykiem Chopinem. Zwiedziliśmy Bibliotekę Polską w Paryżu, w której w „salonie Chopina” przechowywane są prywatne pamiątki po kompozytorze, a także rękopisy dzieł Adama Mickiewicza przebywającego również na emigracji w Paryżu. Na Placu Vendome zatrzymaliśmy się pod oknami domu, w którym mieszkał i zmarł Chopin, oraz odwiedziliśmy kościół św. Magdaleny (Eglise Ste- Madeleine), gdzie 30 października 1849 r. odbyła się ceremonia pogrzebowa Fryderyka. Wędrówkę szlakiem Chopina zakończyliśmy na cmentarzu Pere-Lachaise przy grobie kompozytora. Sochaczewscy harcerze złożyli na grobie bukiet z biało-czerwonych róż spiętych szarfą z napisem „Fryderykowi Chopinowi - mieszkańcy Sochaczewa” oraz zapalili lampion ozdobiony herbem Sochaczewa i harcerską lilijką.

Paryż zwiedzaliśmy, jeżdżąc metrem i pieszo, bo tak najwięcej można zobaczyć. Byliśmy na szczycie wieży Eiffla, przeszliśmy przez Pola Marsowe do przytułku dla weteranów i kościoła Inwalidów, w którym w ogromnym sarkofagu złożono narodowe relikwie - szczątki Napoleona. Najpiękniejszą ulicą Paryża - Polami Elizejskimi - doszliśmy do Łuku Triumfalnego. Po wyczerpującej wspinaczce na wzgórze Montmartre zwiedziliśmy bazylikę pod wezwaniem Sacre Coeur (zwaną „białą bazyliką”), stojąc u wrót świątyni, napawaliśmy się urokliwym widokiem na Paryż, a na placu du Tertre oddaliśmy się atmosferze stworzonej przez malarzy i ich dzieła. Następnie zeszliśmy stromymi uliczkami na plac Pigall, nie ma tam jednak kasztanów, a jego okolice dziś też nie cieszą się najlepszą opinią, zrobiliśmy zdjęcia na tle kabaretu Moulin-Rouge, który wciąż przyciąga rzesze turystów. Oglądaliśmy fantastyczne Centrum Pompidou, Muzeum Orsay z obrazami Bonnarda, Rodina, Maneta i Van Gogha, podziwialiśmy katedrę Notre-Dame i oczywiście Luwr z Moną Lisą, Venus z Milo, statuą Ramzesa II i setkami obrazów, rzeźb i eksponatów z całego świata. Jeszcze tylko trochę czasu na kupno pamiątek, ostatnie spojrzenie na rozświetloną i fantastycznie migającą wieżę Eiffla i w drogę. Paryż tak nas oczarował, że harcerze nie narzekali na zmęczenie i ból nóg.

Czwartkowy wieczór szybko minął i pozostawił nas pełnych wrażeń i emocji, w nozdrzach jeszcze czuć zapach francuskich perfum, przed oczami przesuwają się jeszcze barwne obrazy i wspomnienia minionego dnia, w uszach jeszcze dźwięczą paryskie walczyki grane na akordeonie przez ulicznych muzyków, a tu Szef - Krzysztof zapowiada: „Pobudka jutro o 4 rano, w Brukseli mamy być o godzinie 9”.

Piątkowy bardzo wczesny poranek przywitał nas rześkim ostrym powietrzem. Pakowanie bagaży do autokaru poszło nam wyjątkowo sprawnie. Już za piętnaście piąta byliśmy gotowi do wyjazdu, silniki w ruch i do Belgii. Krótka modlitwa w autokarze, bo jest z nami ks. Wojtek, i za dziesięć piąta - kompletna cisza, wszyscy śpią. W Brukseli podjeżdżamy prosto pod siedzibę Parlamentu Europejskiego, szybkie poprawianie mundurków i w towarzystwie asystentki europosła Pawła Kowala zwiedzamy gmach Europarlamentu. Ponieważ jest wczesny ranek, na korytarzach nie ma zbyt wielkiego ruchu. Pani asystentka opowiada nam o pracy tej instytucji, jej strukturze, o głównych kierunkach działania. Oglądamy gabinety, sale narad, miejsca odpoczynku posłów i wchodzimy na główną salę obrad, jest imponująca. Błyskają flesze aparatów fotograficznych, bo każdy chce mieć zdjęcie z Europarlamentu. Harcerze zaczynają zadawać różne pytania: o sprawy techniczne związane z tłumaczeniem przemówień, o największą i o najmniejszą reprezentację w Parlamencie, o liczbę kobiet, o obowiązujące stroje, o pracę asystentów, o to kto może odbywać staż w Parlamencie, jak można się dostać na staż - pytania, pytania, pytania…

Po dwugodzinnej wycieczce opuszczamy budynki europejskiej władzy trochę zawiedzeni, że nie spotkaliśmy Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego prof. Jerzego Buzka ani żadnego polskiego europosła oraz tym, że nie udało nam się dotknąć i wprawić w ruch wspaniałej konstrukcji-rzeźby zdobiącej główny hol gmachu. Udajemy się na spacer po Brukseli. Przechodzimy obok Pałacu Królewskiego, budynków rządu Belgii i dochodzimy do Grand Place, Rynku zwanego „najpiękniejszym rynkiem na świecie”- jest oszałamiająco piękny. Kamienice otaczające plac są zachwycające, pełne ornamentów i sztukatorskich wykończeń bez przepychu, ale w wielkim guście. Powoli przechodzimy do atrakcji w tej części miasta - fontanny Manneken Pis („siusiającego chłopca”). Próbujemy jeszcze belgijskiej czekolady i żegnamy Brukselę, kierując się w stronę Holandii.

Do Bredy zajechaliśmy późnym wieczorem. Nazajutrz czekały nas uroczystości na cmentarzu w Oosterhout. Rano ubrani w harcerskie mundurki jesteśmy gotowi do swojej harcerskiej służby. Na małym Polskim Cmentarzu Honorowym w Oosterhout znajduje się kilkadziesiąt mogił polskich żołnierzy. Tam w obecności lokalnych władz, miejscowej ludności, orkiestry i kompanii honorowej armii holenderskiej odbył się apel poległych. Krótka, ale bardzo wzniosła uroczystość zapoczątkowała obchody 66. rocznicy wyzwolenia Bredy przez I Polską Dywizję Pancerną. Następnie zwiedziliśmy Muzeum Generała Maczka, które zorganizowano na terenie jednostki wojskowej, odwiedziliśmy także miejsca związane z żołnierzami polskimi. Wieczorem gościliśmy w Domu Polonii w spotkaniu zorganizowanym przez Stowarzyszenie Kulturalne POLONIA w Bredzie. Podczas wieczoru było mnóstwo wspomnień, polskich piosenek, a nawet tańce. Nasi harcerze przy dźwiękach gitary zaśpiewali kilka harcerskich piosenek, a gospodarze poczęstowani zostali „mazurkiem Chopina” zrobionym przez sochaczewskiego cukiernika. Miły wieczór zbliżał się do końca i wtedy Szef-Krzysztof zaskoczył nas miłą wiadomością: „Jutro zbiórka w mundurach o 10 rano i pamiętajcie o zmianie czasu, godzinę dłużej śpimy”, nasze radosne twarze jeszcze bardziej rozbłysły uśmiechem.

W niedzielę po Mszy św. odprawionej w języku polskim w kościele Saint Laurentiuskerk rozpoczęły się główne uroczystości obchodów 66. rocznicy wyzwolenia Bredy na Polskim Honorowym Cmentarzu Wojskowym w Bredzie. Wszystkich zgromadzonych powitał Burmistrz Bredy pan Van der Valden, który w swym przemówieniu kilkanaście razy podkreślał to, że „polscy mężczyźni i młodzi chłopcy oddali życie i podarowali nam najwyższe dobro – wolność. Dziękujemy Wam, Polacy” (powiedział po polsku). Wszystkie przemówienia wyrażały ogromną wdzięczność dla żołnierzy polskich. Jak powiedział mieszkaniec Bredy - „byliśmy przekonani, że wyzwolą nas Anglicy, Amerykanie może Francuzi, a wyzwoliła nas armia polska, a przecież w 1944 r. Polski nie było, bo pozostawała pod okupacją niemiecką”.

Generał Maczek przeprowadził tak działania wojenne, że miasto w znikomym procencie uległo zniszczeniu i nie było strat w ludności cywilnej. Po wojnie w Bredzie pozostało na stałe ponad trzystu polskich żołnierzy. Na tegorocznej uroczystości było ich już tylko czterech. Przyjechali również kombatanci - Pancerniacy I Dywizji z Belgii, Francji, Kanady, Indonezji i z Polski. Gośćmi honorowymi uroczystości byli ambasador RP Janusz Stańczyk, konsul RP Leszek Rowicki, minister Jan Ciechanowski z Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, dowódca sił powietrznych Holandii gen. Jansen i rektor Królewskiej Akademii Wojskowej gen. Tieskens, delegacja 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej z Żagania, która kultywuje tradycje 1. Dyw. Panc. Generała Maczka, i delegacja harcerzy ZHP z hufca Sochaczew.

Cała uroczystość była prowadzona w języku holenderskim i polskim tak, że nie mieliśmy żadnych problemów ze zrozumieniem wystąpień mówców. Na tym cmentarzu pochowanych jest 160 żołnierzy z I Polskiej Dywizji Pancernej i generał Stanisław Maczek, który zmarł w 1994 r. (przeżywszy 102 lata). Na grobie Generała i żołnierskich mogiłach zapaliliśmy lampiony udekorowane herbem Sochaczewa i harcerską lilijką. Atmosfera, jaka panowała na tych uroczystościach, jest nie do opisania, tyle było wzruszeń, wdzięczności, szacunku i miłości dla Polaków. Byliśmy dumni, że mogliśmy tu być. Po oficjalnej uroczystości jeszcze na chwilę spotkaliśmy się z kombatantami, władzami i mieszkańcami Bredy. Nasze harcerskie mundury, biało-czerwone chusty z orłem i napisem Polska wzbudziły ogromne zainteresowanie i część poznanych osób odprowadziło naszą grupę do autokaru. Harcerskim pozdrowieniem „Czuwaj” pożegnaliśmy przyjaciół z Bredy.

Jeszcze przez długi czas w autokarze trwała atmosfera zadumy i powagi. Podczas drogi powrotnej w czasie postoju na parkingu ksiądz Wojtek odprawił polową Mszę św., a opiekunowie przygotowali dla każdego porcję gorących flaków. Wczesnym rankiem
1 listopada powróciliśmy do Sochaczewa. Możemy śmiało stwierdzić, że była to udana pod każdym względem kolejna harcerska wyprawa.
hm. Julek Tasiecki
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama