26-letni, najmłodszy radny
sejmiku województwa mazowieckiego, członek Forum Młodych Ludowców i Polskiego
Stronnictwa Ludowego. Sochaczewianin, na co dzień z racji pracy i obowiązków
samorządowych związany z Warszawą, pewny tego, że nigdy się od nas nie
wyprowadzi, najwyżej zamieni miasto na spokojniejsze okolice podmiejskie. Adama
Orlińskiego pytamy dziś o samorealizację i plany na najbliższe lata.
M. F.: Czy młody wiek rzutuje na
pana relacje z innymi radnymi sejmiku mazowieckiego? Pytam o pana autorytet,
czy udaje się go zachować?
A.O.: Sądzę, że młody wiek rzutuje pozytywnie.
Myślę, że przełomowe znaczenie miało to, co się wydarzyło już na początku
kadencji, kiedy zgłoszono moją kandydaturę do Komisji Rewizyjnej - jednej z
najistotniejszych w Sejmiku. Wtedy na pewno zyskałem na autorytecie, co
następnie potwierdziło jednogłośne poparcie, a następnie wybór mojej osoby na
przewodniczącego tej komisji, gdzie w jej składzie byli tacy politycy jak
Zbigniew Kuźmiuk. Swoje obowiązki wypełniam bardzo starannie i myślę, że nikt
nie pamięta o moim młodym wieku. Jestem traktowany partnersko.
M.F.: Półmetek kadencji grubo za
nami. Co samorządowi mazowieckiemu udało się zrobić dla powiatu
sochaczewskiego?
A.O.: Na szczęście mam co
wyliczać. Proszę wziąć pod uwagę, że pieniędzy na inwestycje wszystkie
samorządy mają coraz mniej, a województwo mazowieckie, pozornie najbogatsze, z
racji przymusu odprowadzania Janosikowego w wysokości 680 milionów złotych,
faktycznie jest najbiedniejszym w Polsce. Wracając do naszego rodzinnego
powiatu. Pięć gmin powiatu sochaczewskiego złożyło wnioski o Orliki i wszystkie
otrzymały wsparcie samorządu województwa. Wyremontowaliśmy dwa strategiczne
mosty: w terminie zakończyliśmy przebudowę przeprawy w Trojanowie, to
inwestycja warta prawie 4 miliony złotych, i w dwa lata udało się zrobić
zniszczony w czasie powodzi w 2010 roku most w Kamionie. To zadanie kosztowało
w sumie 15 milionów złotych.
Przebudowaliśmy skrzyżowanie al. 600-lecia, Pokoju i Polnej, dokładając lewoskręt, i muszę pani powiedzieć, że wielu - przeważnie rolników, dojeżdżających na rynek w Sochaczewie, chwaliło nas za pożyteczność tej inwestycji.
Kilka tygodni temu Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich przystąpił do gruntownego remontu wiaduktu nad torami PKP. To bardzo ważne zadanie, warte 6,8 miliona złotych. W dużej mierze samorząd wojewódzki zdecydował o jego realizacji, traktując poważnie sygnały nadzoru budowlanego i mieszkańców. Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, gdy remont trzeba robić z przymusu. Samorząd Województwa to również decydowanie o środkach unijnych i tutaj także udało się wiele zrobić dla powiatu sochaczewskiego. Inwestujemy w poprawę bezpieczeństwa, wspierając Państwową i Ochotniczą Straż Pożarną.
M.F.: Podoba się panu bycie
radnym? Czym dla pana jest ta funkcja?
A.O.: Traktuję ją bardzo
poważnie. Świadczy o tym chociażby fakt prowadzenia bloga na państwa portalu.
Kiedy złożyliście mi tę propozycję, byłem zaskoczony i pełen obaw. Teraz wiem,
że niepotrzebnie. Sądzę, że jest to dobre dla samorządu, dla wypełnienia owej
zasadniczej misji każdego radnego, zasadzającej się we współtworzeniu
społeczeństwa obywatelskiego, zwłaszcza w lokalnym wymiarze. Fakt, że
zdecydowałem się prowadzić bloga świadczy o moim zaangażowaniu. Przyznam nawet
szczerze, że się wkręciłem, dziś wręcz lubię informować mieszkańców tą drogą o
tym, co robi Sejmik dla Sochaczewa, Żyrardowa, Płocka, dla mojego okręgu
wyborczego i Mazowsza.
Wracając do pani pytania, rolę radnego traktuję jako funkcję społeczną, powiem więcej, jako społeczne posłannictwo. A że jestem społecznikiem z natury, tradycji, którą zaszczepili mi rodzice, i z moralnego nakazu, na który wpływ miało między innymi wykształcenie, oddaję się tej funkcji z sercem.
M. F.: A zatem pasja, zawód
również?
A.O.: Chęć działania. Radnym,
burmistrzem, wójtem, prezydentem się bywa, choć są wyjątki. A jednak mądra
zasada kadencyjności dla tych funkcji reguluje, i oddaje fakt, by nie traktować
ich jak zawód.
M.F.: To gdzie pan pracuje
zawodowo?
A.O.: Z wykształcenia i zawodu
jestem prawnikiem. Współpracuję z kancelarią prawną, pracuję też jako prawnik w
Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jestem w trakcie
robienia doktoratu z prawa konstytucyjnego. Oczywiście, nie zaskoczę pani,
jeśli powiem, że ze specjalizacją w prawie samorządowym.
M.F. Faktycznie mnie pan nie
zaskoczył. A co z nadchodzącymi wielkim krokami wyborami samorządowymi? Chodzą
słuchy, że będzie pan kandydował na burmistrza.
A.O.: Pierwszy raz słyszę. Nie
tylko, że tak mówią. Ja po prostu w ogóle nie biorę tego pod uwagę. Nie
zamierzam startować na burmistrza.
M.F.: Tak mówi pan dziś, a jeśli
pojawią się środowiska chętne do poparcia pana kandydatury?
A.O.: Uważam, że to nie ten czas.
Na chwilę obecną mam bardzo dużo obowiązków, a będąc wójtem, burmistrzem,
prezydentem trzeba się tylko temu poświęcić.
M.F.: Mierzy pan wyżej?
A.O.: Nie mierzę wyżej. Uważam,
że burmistrz, wójt, prezydent miasta wykonują najcięższą robotę w tym kraju. Po
prostu mam inne plany.
M.F.: Rozumiem, że jeszcze raz
sejmik wojewódzki?
A.O.: Jeśli ponownie mieszkańcy
obdarzą mnie zaufaniem i pozwolą na pracę w Sejmiku, będę bardzo zadowolony.
M. F.: A potem wybory
parlamentarne?
A.O.: Nie wykluczam, czas pokaże.
Proszę mnie zrozumieć, to nie jest tylko kwestia moich ambicji, ja nie jestem
sam, reprezentuję pewne organizacje, ich członkowie z jednej strony na mnie
liczą, a z drugiej służą pomocą, są moimi nauczycielami jak dr Jerzy Krupa czy
Marszałek Adam Struzik. Decyzja o starcie w wyborach rzadko ma charakter indywidualny, oczywiście
nigdy nie postąpiłbym wbrew sobie, ale też działanie w myśl założeń wspólnoty,
z którą dzieli się poglądy na sprawy społeczne, polityczne, gospodarcze, nie
jest postępowaniem wbrew sobie, ale wymaga kompromisu. Jeśli pojawią się
stosowne okoliczności, po raz drugi wystartuję w wyborach parlamentarnych.
Z Adamem Orlińskim rozmawiała
Monika Figut
Fot. Kamil Owczarek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Być może niekiedy nazywanie jakiegoś zjawiska mentoringiem budzi wątpliwości. Np. relacja stażysty z opiekunem stażu też miała być oparta na mentoringu, gdzie młody nauczyciel miał uczyć się od swojego ,,mistrza”, ale niestety sprawy natury formalnej mocno zniekształciły tę relację. Dla mnie osobiście wyznacznikiem mentoringu jest świadomość ucznia i mentora o łączącej ich relacji, ale przede wszystkim świadomość ucznia (bo przecież nie zawsze człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że jest dla kogoś mentorem, przywódcą). Tutaj pan Adam Orliński wyraźnie powiedział, że ma swoich nauczycieli i ich wskazał. W swojej wypowiedzi pomijam kwestie poglądów politycznych, szanując prawo każdego do własnych przekonań, chciałam tylko zwrócić uwagę na zjawisko mentoringu w czasach, kiedy wszyscy mamy nieograniczony dostęp do wiedzy, ale już trochę gorzej z relacjami z innymi ludźmi i własnym rozwojem w oparciu o te relacje. Dobrze jest mieć świadomość, kto jest dla mnie przywódcą i od kogo się uczę, bo przecież nasz rozwój trwa całe życie.
Pozdrawiam.
Miło słyszeć, że mentoring rozwija się nie tylko w kręgach pedagogicznych, artystycznych czy naukowych, ale również w środowisku samorządowym. Serdecznie pozdrawiam.
Ambitny i rzeczowy człowiek. Takich nam potrzeba. Jeszcze wiele może się dzięki jego zaangażowaniu zmienić na lepsze. Powodzenia!
za burmistrza co rok bedzie smigal do smolenska to dziekujemy. z wiaduktem jakos tez pan kolesi nie pociagnal do opowiedzialnosci... po prostu kolejne miliony wylozyl pan na remont i uznal to za sukces? ja glosowal nie bede na pewno.
Porządny chłop z tego Adama!Tak trzymaj!Pozdrawiam.
Być może niekiedy nazywanie jakiegoś zjawiska mentoringiem budzi wątpliwości. Np. relacja stażysty z opiekunem stażu też miała być oparta na mentoringu, gdzie młody nauczyciel miał uczyć się od swojego ,,mistrza”, ale niestety sprawy natury formalnej mocno zniekształciły tę relację. Dla mnie osobiście wyznacznikiem mentoringu jest świadomość ucznia i mentora o łączącej ich relacji, ale przede wszystkim świadomość ucznia (bo przecież nie zawsze człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że jest dla kogoś mentorem, przywódcą). Tutaj pan Adam Orliński wyraźnie powiedział, że ma swoich nauczycieli i ich wskazał. W swojej wypowiedzi pomijam kwestie poglądów politycznych, szanując prawo każdego do własnych przekonań, chciałam tylko zwrócić uwagę na zjawisko mentoringu w czasach, kiedy wszyscy mamy nieograniczony dostęp do wiedzy, ale już trochę gorzej z relacjami z innymi ludźmi i własnym rozwojem w oparciu o te relacje. Dobrze jest mieć świadomość, kto jest dla mnie przywódcą i od kogo się uczę, bo przecież nasz rozwój trwa całe życie.
Pozdrawiam.
ja bym tego nie nazwał mentoring..... novjan
Miło słyszeć, że mentoring rozwija się nie tylko w kręgach pedagogicznych, artystycznych czy naukowych, ale również w środowisku samorządowym. Serdecznie pozdrawiam.