Reklama

Kierowca kontra szpital

Tygodnik Echo Powiatu
22/01/2006 11:23
W ostatni czwartek przed sochaczewskim Sądem Pracy odbyła się druga już rozprawa z powództwa Janusza M. przeciwko Szpitalowi Powiatowemu w Sochaczewie. I choć przewodniczący składowi orzekającemu sędzia Marcin Wągrodzki zapowiedział, że najpierw zostaną rozpatrzone wszelkie formalne okoliczności zwolnienia, to jednak zebrani na sali rozpraw usłyszeli wiele z okoliczności faktycznych towarzyszących sprawie. Mimo wezwania, nie pojawił się nikt z przedstawicieli szpitala.

Przypomnijmy, jak doszło do zwolnienia pracownika, który za kierownicą karetki spędził ponad 20 lat. Najpierw Janusz M. otrzymał naganę, za... No właśnie, za co? Na pewno nie wie tego sam zainteresowany. Być może nagana została udzielona za to, że naprawił on własnymi rękami karetkę podczas drogi powrotnej z Warszawy, kiedy samochód wracał już bez pacjenta. Naprawa była dla doświadczonego kierowcy błahostką i raczej należało go pochwalić, że poradził sobie sam z problemem. Została dokonana na stacji benzynowej. Kierowca, aby wykluczyć brak paliwa, wlał do baku kilka litrów benzyny. Pojawiły się zarzuty nieprzestrzegania regulaminu tankowania, który... na papierze nie istnieje.

Janusz M., który był niezmiernie zdziwiony takim obrotem sprawy, odwołał się od nagany, którą... cofnięto 24 listopada, jednak już 25 listopada otrzymał on wypowiedzenie. Czytamy w nim, że kierowca ma „niewłaściwe podejście do obowiązków, że nie traktuje pracy jak służby, że ma niewłaściwy stosunek do przełożonych, a wszystko to skutkuje utratą zaufania pracodawcy”. Pracownik był, jak mówił przed sądem, zszokowany takim obrotem sprawy. Nie przyjął jednak wymówienia i dlatego sąd bada dzisiaj, czy jest ono formalnie skuteczne. Dopiero po rozpatrzeniu tych okoliczności, sąd może zająć się innymi elementami stanu faktycznego.

Ponieważ, mimo wezwania, nie stawił się (prócz radcy prawnego) nikt z przedstawicieli szpitala, sąd przesłuchiwał świadków wezwanych przez powoda. Przesłuchano lekarza Darię G., z którą Janusz M. bardzo często jeździł w jednym zespole. Lekarka oceniała pracę kierowcy jak najlepiej. Więcej, z ust świadka padło stwierdzenie, że możliwe, iż jest on jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym z kierowców pogotowia. Sąd nie mógł ograniczyć się do tych szczegółów i pytał, jak powód zachowywał się po wręczeniu wypowiedzenia, czy była do niego jakaś szczególna niechęć ze strony kierownictwa, czy odczuwał naciski mające na celu skłonienie go do podpisania ugody rozwiązującej problem świadczeń z tytułu ustawy 203, a także, czy w jakikolwiek sposób organizował innych kierowców do działań mających na celu wymożenie od szpitala świadczeń należnych pracownikom pogotowia.

Janusz M. odpowiadał, że rzeczywiście czuł presję na podpisywanie ugód ze szpitalem. Zapewniał jednak, że nie organizował kierowców. Wręczeniem wypowiedzenia był tak zdziwiony, że nie rozmawiał na ten temat z nikim z przełożonych i skierował od razu sprawę do sądu. Jeżdżąca z nim w jednym składzie lekarz medycyny podkreślała jednak, że kierowca był typowym ekstrawertykiem, który mówi to, co myśli. Czy to nie spodobało się przełożonym?

Możliwe, że tak. Prawdopodobnie rzeczywistym punktem zapalnym, jest fakt, że w powiatowym szpitalu nie funkcjonuje formalnie pogotowie ratunkowe, a jedynie tzw. zespół techniczny, który zajmuje się transportem chorych. Takie potraktowanie sprawy pozwala na nie wypłacanie pracownikom zespołu świadczeń, należnych pracownikom pogotowia. Kierowcy niejednokrotnie się o takie świadczenia ubiegali. Daria G. zwracała także uwagę na możliwie konflikty z poprzednim kierownikiem zespołu, który dzisiaj jednak już w sochaczewskim „pogotowiu” nie pracuje.

Rozstrzygnięcie tego, co było rzeczywistym powodem zwolnienia kierowcy zajmie się sąd. Nam udało się ustalić tylko tyle, że Janusz M. jest niezwykle cenionym przez kolegów pracownikiem. Bardzo dobrze wypowiadają się o nim nie tylko inni kierowcy, pracownicy administracyjni, ale także lekarze, którym przyszło z nim pracować. Wszyscy podkreślają, że praca była dla niego niezwykle ważna i że był w niej bardzo ofiarny. Kolejna rozprawa odbędzie się 9 lutego. Będziemy na niej obecni.

Andrzej Gąsiorowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    marianoitaliano 2006-04-09 12:46:35

    janusz nie daj się - jesteśmy z tobą - bardini

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama