Reklama

Pali się powiat

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
15/07/2008 11:01
Upały z przełomu czerwca i lipca dały się we znaki wielu mieszkańcom, ale i straży pożarnej. Susza oraz lekkomyślność niektórych doprowadziły do ogromnej ilości pożarów, zarówno na terenie miasta, jak i powiatu.
Jak nas poinformował rzecznik Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej st. kapitan Mirosław Gorzki, paliły się przede wszystkim trawy, zboża na pniu i śmietniki. W czerwcu odnotowano rekordową liczbę blisko 170 pożarów, a do 10 lipca już 80. Dla przykładu w marcu, kiedy to najczęściej dochodzi do wypalania traw, w tym roku odnotowano „jedynie” 110 wyjazdów strażaków. Piszemy „jedynie”, gdyż czerwiec był pod względem dużo gorszy.
Z jednej strony susza, z drugiej lekkomyślność, aby nie powiedzieć celowe działanie mieszkańców, spowodowały ogromne zagrożenia, choćby w gminie Brochów znajdującej się na obrzeżach Kampinoskiego Parku Narodowego. Prawie 50 razy paliły się tam trawy, zboża i poszycie leśne. Jeszcze gorzej było w gminie Młodzieszyn, w której doszło do blisko 60 podobnych pożarów. W Iłowie zapaliło się zboże w okolicach cmentarza, w miejscowości Narty dwukrotnie jednego dnia płonęły zabudowania gospodarskie, z kolei w Kozłowie Szlacheckim w gm. Nowa Sucha paliły się 2-3 hektary nieużytków nad Bzurą. W tym wypadku wystąpił dodatkowy problem. Jak opowiada Mirosław Gorzki, z powodu nieczynnego dla ciężkich pojazdów mostu, wozy strażackie musiały nadrabiać kawał drogi, żeby dojechać do właściwego miejsca. Takie sytuacje opóźniają znacznie rozpoczęcie akcji gaśniczej, a w konsekwencji prowadzą do rozprzestrzeniania się ognia.
Najgorszy dla strażaków, spośród ostatnich dni, był 3 lipca, kiedy dyspozytor dwanaście razy wysyłał ekipy w teren, a do tego w Sochaczewie wydarzył się wypadek autokaru z turystami ze wschodu, o czym pisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Jak przyznaje rzecznik KPPSP, wielką pomoc wykazują ochotnicze straże, bez których trudno byłoby zapanować nad sytuacją pożarową w powiecie.
W Sochaczewie nie jest lepiej. Do stałego „repertuaru” należy wypalanie traw, podpalanie śmieci i śmietników, a nawet kontenerów z plastikowymi butelkami, co powoduje ogromne zadymienie terenu oraz straszny fetor tlącego się tworzywa. I takich zdarzeń nie można nazwać przypadkowym zaprószeniem ognia. Jest to celowe, bezmyślne działanie.
Kapitan Mirosław Gorzki twierdzi, że strażacy zauważyli pewną prawidłowość, jeśli chodzi o wypalanie traw i nieużytków. Odbywa się to zazwyczaj w soboty, niedziele, ewentualnie w poniedziałki. Wtedy też strażacy mają pełne ręce roboty.
O procederze wypalania traw pisaliśmy już nieraz. Jest on najprostszym sposobem pozbycia się tego, co porasta pole. Przy okazji jednak niszczony jest cały ekosystem, a więc wszystko to, co żyje na polu. Nie mówiąc o niebezpieczeństwie rozprzestrzenienia się ognia na poszycie leśne czy zabudowania. Zwłaszcza w czasie takiej suszy jak ostatnio, kiedy wilgotność ściółki spada do 10 proc. Apele te jednak nie trafiają do przekonania części mieszkańców powiatu i pewnie tak będzie, dopóki nie posypią się wysokie grzywny lub nie dojdzie do tragedii podczas wypalania. Zdarzały się już przypadki, że na podpalonym przez siebie polu ginął jego właściciel.
Jolanta Sosnowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama