Reklama

Pocztówka z Meksyku

Tygodnik Echo Powiatu
16/01/2007 14:07
W minionym roku zdobył Aconcaguę (Argentyna, Chile), ma za sobą wyprawę na Pik Lenina, wszedł na Mont Blanc, był też w Mongolii. Na przełomie listopada i grudnia zdążył jeszcze przemierzyć ponad 3 tysiące kilometrów po Meksyku. A tam wraz z towarzyszami podróży smakował m. in. prażonych koników polnych, spał pod palmami. Jak mówi, gdy mieszkańcy dowiadywali się, że są z Polski, stawali się mili, gościnni i bardzo życzliwi. Powód? Kochają naszego papieża, pamiątki z nim związane można kupić wszędzie.

Marcin Kruczyk wraz z czwórką znajomych tym razem wybrał się do Meksyku, aby zdobyć Orizabę - wulkan mający 5611 m. Dlaczego akurat Meksyk? - Interesowała mnie góra, którą zamierzaliśmy zdobyć, niestety nie udało się. Poza tym Meksyk interesuje mnie kulturowo - ludzie, przyroda, przede wszystkim jednak wulkan.
Niestety, pogoda spłatała im figla. W Meksyku powinna już być pora sucha, tymczasem w Sierra Madre padało. W związku z tym szczyt okazał się nie do zdobycia. To najwyższa góra w Meksyku i trzecia co do wysokości w Ameryce Północnej. Nie jest zbyt gościnna.

- Jeszcze zanim doszliśmy do podnóża góry, musieli zawrócić Wojtek Wojciechowicz i Agata Guzik, mniej więcej 50 m wyżej zawrócił Dominik Brodowski.
Marcin został sam z Januszem Mostowskim. Chcieli wejść na północną grań Orizaby i granią dojść do szczytu. Ale gdy zaczęło się ściemniać, postanowili zawrócić. - Myśleliśmy, że ominiemy grzbiet na dole i dojdziemy do miejsca, gdzie mieszkaliśmy, jednak zeszliśmy dopiero ok. 5 nad ranem.
Szli w zupełnych ciemnościach, spotkali Indian, którzy ich przenocowali. Okazało się, że byli 40 km na południe od miejscowości, z której wyruszyli. - Około 11.00 dotarliśmy do grupy. Niestety, sprawdziły się prognozy pogody. Przez kolejne dni padało. Zawróciliśmy wtedy z wysokości ok. 4900 m.
Wrócili do Mexico City. Potem udali się do Cancun. Tu jednak nie zagrzali miejsca, pojechali do Tulun. - Jest to miejsce zdecydowanie mniej komercyjne. Plaża jak z bajki, turkusowe morze, biały piasek, palmy. Spędziliśmy tu dwa dni. Złowili 1,5 metrową barakudę. Podobno smaczna. Stamtąd udali się do Chichen Itzy, to najsłynniejsze miasto Majów na Jukatanie. Pojechali też do Palenque, miasta Majów, położonego w dżungli. Byli nad wodospadem Misol Ha.

Pojechali do Orizaby, ponownie zdobywać szczyt. Tym razem Agata zawróciła na wysokości 4300 m, Dominik z Wojtkiem doszli niewiele wyżej - ok. 4500 m. A Marcin z Januszem poszli dalej. Byli mocno zmęczeni. Przerwali atak szczytowy o 3.30 nad ranem. - Byliśmy na wysokości ok. 5550 m, do zdobycia szczytu zabrakło 50 m. Przespaliśmy na półce skalnej, było bardzo zimno, nie mieliśmy ze sobą śpiworów. Janusz miał problemy ze zdrowiem, obaj byliśmy bardzo zmęczeni, zdecydowaliśmy się więc zawrócić.

Odwiedzili też Guadalajarę, drugie co do wielkości miasto w Meksyku. Stamtąd udali się do Tequilli, jest to rejon, w którym rośnie niebieska agawa, z której produkuje się najbardziej znany meksykański trunek.

Tymczasem w planach Marcin ma już wyprawę na Kilimandżaro, w Karakorum, na Elbrus w Rosji, może uda się też powtórzyć Mont Blanc.

A. Syperek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama