Powiatowa bylejakość! Czy można się na nią milcząco godzić?
Powiatowi decydenci od pierwszych dni szóstej kadencji powiatu sochaczewskiego, kiedy po wyborach samorządowych skutecznie wdrożyli w życie casus „kałuży”, uwierzyli w swoją siłę decydowania i rozwiązywania powiatowych spraw. Bezkarnie więc upowszechniają na lokalnym szczeblu sprawdzone wyżej metody działania. Co prawda, jeszcze nie procedują po nocach, ale nie muszą, bo zależne miejscowe media piszą o powiatowych poczynaniach tak, aby karmiącej ręki nie odtrącić. Ponadto mają w Radzie Powiatu większość, która przez dwa lata okazywała decydentom pełną spolegliwość i akceptację wszystkich pomysłów, jakie były zgłaszane radnym do przegłosowania. Nie zdarzyło się, żeby ktokolwiek z tego grona miał wątpliwości i obiekcje przy głosowaniach. Krytyka ze strony radnych opozycyjnych jest bardzo źle widziana i to jest zazwyczaj jedyny powód, że poplecznicy decydentów zabierają głos podczas sesji powiatowych. Doświadczam tego na każdej sesji, kiedy utrudnia mi się polemikę lub przeszkadza w wypowiedziach. Zarzuca mi się, że zabieram często głos, ale wynika to z mojej natury i mojego ponad dwudziestoletniego doświadczenia samorządowego, zarówno z pozycji decydenta, pracownika samorządowego, jak i radnego. Nie mogę milczeć, kiedy widzę powszechną bylejakość, obniżającą rangę samorządu lokalnego. Ja nie przychodzę na sesję po dietę. Natomiast regułą jest insynuowanie mnie i dociekliwym radnym z opozycji tzw. „parcia na szkło”. Podczas ostatniej sesji powiatowej brylował w tym zwłaszcza przewodniczący Rady, który zbyt często zapomina jaką rolę wyznaczają tej funkcji przepisy dotyczące samorządu powiatowego oraz statut powiatu. A ponieważ obrady sesji rad samorządowych są obligatoryjnie transmitowane przez internet, to owe „parcie na szkło” dotyczy wszystkich radnych, i tych, którzy zabierają głos oraz tych, którzy nie mają nic do powiedzenia i trudno im wysiedzieć do końca sesji. Wszystkich radnych podczas obrad mają możliwość obserwować oglądający sesję mieszkańcy. Najczęściej jednak kamera spogląda na prowadzącego obrady przewodniczącego Rady Powiatu i asystujących mu dwóch wiceprzewodniczących oraz decydentów, odpowiadających na pytania i uwagi. To oni wydają się być zazdrośni, że kamera za często ich opuszcza. A ja, nie mam potrzeby być pokazywanym, zależy mi na zarejestrowaniu zgłaszanych problemów i obiekcji przy ich byle jakim rozwiązywaniu. Co istotne transmisje ze wszystkich obrad powiatowych sesji są archiwizowane na stronie internetowej Biuletynu Informacji Publicznej (BIP) starostwa i w każdej chwili możliwe do odtworzenia i przypomnienia, co kto powiedział, jak zagłosował i jak się zachowywał podczas obrad sesji. Nie dziwi mnie więc irytacja tych, którzy kiedyś mogli mówić co chcieli, by później się wypierać, bez żadnych konsekwencji.
Czytanie pism torem przeszkód dla przewodniczącego Rady Powiatu
Takie wnioski nasuwają się po zdarzeniach, które miały miejsce na poprzedniej, XVI sesji Rady Powiatu Sochaczewskiego, a których przypominania podczas ostatniej XVII sesji powiatowej, przewodniczący zdecydowanie sobie nie życzył. Nie pozwolił mi również sprostować popełnionych przez niego błędów. Zostały one udokumentowane w nagranej transmisji z sesji oraz w przyjętym przez Radę Powiatu protokole z sesji. Zdarzenia dotyczyły dwóch pism do przeczytania radnym podczas sesji. Pierwsze pismo było moje. Wysłałem je drogą mailową do biura Rady Powiatu. Dotyczyło ono braku skutecznego zawiadomienia o zwołaniu sesji przez przewodniczącego Rady Powiatu i prośby o powiadomienie o zaistniałym fakcie radnych. Pracownicę z biura w dwóch krótkich zdaniach poprosiłem o przekazanie pisma przewodniczącemu. Pan przewodniczący najwyraźniej nie zorientował się, że te dwa zdania nie były adresowane do niego i upublicznił je, przekręcając przy tym sens jednego z nich i dodając jeszcze dziwny, krótki komentarz. Właściwe pismo, mimo że było pisane na komputerze, uniwersalną czcionką, sprawiło czytającemu je przewodniczącemu nie lada problem. Słuchałem tego co czytał z wielkim zdumieniem. Co innego napisałem, co innego usłyszałem, odtwarzając nagranie z sesji. Nie rozumiem, jak można było tak zniekształcić tekst, w którym było 6 zdań (w tym 2 złożone) do przeczytania!!! Sens moich myśli wyrażonych w piśmie został diametralnie zmieniony, a nawet wywołał u wprowadzonych w błąd słuchaczy, m.in. u siedzącego obok wiceprzewodniczącego zrozumiałe ironiczne uśmieszki. Panowie, przy stole prezydialnym dobrze się bawicie? Liczyłem naiwnie na jakieś należne przeprosiny na ostatniej sesji.
Czy Rada Powiatu Sochaczewskiego chce, abyśmy do urzędów wojewódzkich, zamiast do Warszawy, jeździli do Radomia lub Siedlec?
Drugie pismo z załączonym projektem stanowiska w sprawie podziału Mazowsza przesłali Marszałek Woj. Mazowieckiego oraz Przewodniczący Sejmiku Woj. Mazowieckiego z prośbą o przedstawienie do przyjęcia Radzie Powiatu Sochaczewskiego. Takie stanowiska podjęli już radni wielu mazowieckich samorządów, m.in. Gminy Teresin, Nowa Sucha, Iłów. Przewodniczący uznał, że nie przedstawi radnym stanowiska do przegłosowania, a zainteresowanych marszałkowskim pismem zaprosił do odwiedzenia Biura Rady celem zapoznania się z jego treścią. To było niedopuszczalne działanie przewodniczącego, który nie może wyręczać radnych w decyzjach. Przyjęcie lub nie stanowiska, jest kompetencją Rady Powiatu. Dlatego zaraz na początku XVII sesji Rady Powiatu zwróciłem przewodniczącemu uwagę na niestosowne postępowanie i zawnioskowałem o wniesienie do porządku sesji tegoż stanowiska. Niestety 10 radnych koalicji PiS i Forum Samorządowego zagłosowało przeciwko. Pani starosta argumentowała przed głosowaniem, że jest to działanie polityczne. Czyje? Zapomniała kto chce dzielić Mazowsze!!!
Jerzy Żelichowski - radny powiatowy
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie ma takiej ekonomii ktora by udowodniła sens podziału Mazowsza dla interesu powiatu sochaczewskiego. Ale jak radny jest bardziej wiernym psem partii niz słuzeniu wyborcom i mieszkańcom to sa takie skutki. Skoro urzedas z Ziabek moze byc ministrem to wierne pachołki tez licza chociaz na jakas rade nadzorczą. A teraz czekam na pozew bo z wielka przyjemnoscia udowodnie działanie na szkode interesu powiatu przez "nieporadnych"
Panie Jerzy z tą byle jakością trzeba walczyć . Z tymi trudnościami w czytaniu p. przewodniczącego Rady Powiatu mamy do czynienia nie po raz pierwszy , ale cóż Technikum Mechaniczne W Ursusie takich absolwentów wypuszczało .
No cóż jakiego mamy przewodniczącego Rady Powiatu , wszyscy wiedzą , dobierany w myśl zasady
To może ktoś się jeszcze zajmie NOWĄ PIĘKNĄ KAŁUŻĄ , na świeżo wyremontowanym odcinku ul.15 sierpnia ? Woda stała po deszczu jeszcze 3 godz.
20 cm wody w swych miejscach.. czy ktoś sprawdza jak oni robią ?
najgorzej jak ktoś nic nie zrobił w czasie swojej kadencji, teraz nie dostał czego oczekiwał, bo go kumpel wygryzł, to musi pokazać swoją wyższość... chociaż racji nie ma i robi z siebie pajaca
Bardzo dobra reakcja starosty i przewodniczącego rady. Niby dlaczego Rada Powiatu w Sochaczewie ma ratować tyłek marszałka Struzika i trąbić w polityczna trąbkę PSL_PO, którzy jest w panice, że stracą swoje księstwo mazowieckie. To, że pan Struzik opłaca media, które drukują jego sponsorowane artykuły, to nie znaczy, ze to jest prawda, którą ma z góry popierać każdy samorząd.
Niestety, ale ta bylejakość nie dotyczy tylko organizowania pracy Rady Powiatu. Ona ma miejsce również w pracy starostwa, o czym mówiłem podczas ostatniej sesji powiatowej. Sugerowałem Radzie Powiatu przeprowadzenie kontroli Komisji Rewizyjnej w celu sprawdzenia celowości wydatkowania pieniędzy na powiatowe inwestycje, gdzie po wydatkowaniu ok. 45 tys. zł na projekt budynku dla Domu Dziecka w Giżycach i ok. 77 tys. zł na adaptację budynku dla celów oświatowych przy ZSR CKU, zaniechano ich kontynuacji. Pieniądze publiczne wydano bez sensu.
https://www.facebook.com/Chili-Sochaczew-107730211057259
Na potwierdzenie moich zastrzeżeń do obecnej powiatowej władzy czytelnicy mają dowody również w internecie. Nie wdają się w dyskusję ze mną żadni oficjalni reprezentanci powiatu. W polemikę wciskają się jakieś poprzebierane trolle. Ot, powiatowa demokracja.
No chyba nie dziwne. Nikt poważny z tobą nie będzie gadać. Jesteś tylko lokalnym i zabawnym folklorem politycznym gryzącym po nogawkach. Tylko tyle.
Panie trollu, proszę się nie spoufalać. Ja wypowiadam się jako radny nikogo nie obrażając, nie ukrywam swojej tożsamości. Przepracowałem uczciwie ponad 40 lat, nie uczestniczyłem w żadnych pijackich ekscesach, nie zdradziłem kolegów, nie mam nic "za uszami". Proszę mieć to na uwadze, zanim Pan się zagalopuje.
pisowskie trolle nie są w stanie merytorycznie polemizować używając argumentów, ich argumenty to epitety, chamstwo, pomówienia, szyderstwa, oni są jak nasi bracia mniejsi, przyswajają wiedzę tylko do ósmego roku życia. Pozdrawiam.
A czy pan radny i pana wspólnota już się rozliczyli za pobierany za friko prąd, czy sprawa się już przedawniła i przymknięto oczy ???
polityka starostwa to sprzedaż plus, wyprzedają co się da, trzy lata szybko miną, trza się uwijać.
Przewodniczący Rady Powiatu sochaczewskiego to zasłużony działacz związkowy którego największym osiągnięciem jest rozwalenie fabryki ciągników w Ursusie.
tj cała prawda i tylko prawda o p. Kierzkowskim .
Ej, Panie trollu od prądu, proszę pytać w starostwie jak rozwiązali problem. Powiat jest też członkiem tej wspólnoty, a lampa oświetlała altankę śmieciową, kiedy jeszcze nie było, ani powiatu, ani tej wspólnoty. Dzisiaj nie ma już tej altanki, ani lampy, został tylko kiepsko poinformowany troll intrygant.
Największym trollem w Sochaczewie jest Pan, Panie Jerzy. Od wielu lat nic innego Pan nie robi tylko uzewnętrznia się na tej stronie. Najlepsze jest to, że rozmawia Pan z garstką ludzi i czeka tylko na komentarze utwierdzając się w przekonaniu, że kogoś interesują Pana przemyślenia. Ależ musi być smutne Pana życie skoro głównym zajęciem jest publikowanie wypocin z wielogodzinnych medytacji nad swoim losem. Jestem zażenowana taką postawą. Miał Pan swoje "5 minut" jako wiceburmistrz, i z tego co pamiętam pod Pana rządami urzędnicy robili co chcieli, a lista nieruchomości do sprzedaży nie miała końca. Proponuję zrobić rachunek sumienia, odstawić Internet i wziąć środki na uspokojenie bo ewidentnie nowe technologie Panu nie służą.
Tymczasem wrócę do sedna tego artykułu. Uderzająca bylejakość działania pisowskich nominatów w naszym powiecie stała się praktyką, dlatego moje pismo w sprawie nieskutecznego zawiadomienia radnych o sesji powiatowej nie zrobiło na radnych koalicji rządzącej żadnego wrażenia. Oczywiście oni o sesji byli informowani skutecznie, tak aby ich było na sesji Rady Powiatu przynajmniej 11, bo taka liczba głosów stanowi bezpieczną większość przy przyjmowaniu uchwał. I taką ilością głosów przyjmowali uchwałę o przeznaczeniu działki gospodarstwa szkolnego do sprzedaży. Pod nieobecność radnych z opozycji mieli komfortowe głosowania. Dlatego nie zadzwoniono do pozostałych radnych i nie wysłano smsów, co wcześniej było praktyką?
Nie ma takiej ekonomii ktora by udowodniła sens podziału Mazowsza dla interesu powiatu sochaczewskiego. Ale jak radny jest bardziej wiernym psem partii niz słuzeniu wyborcom i mieszkańcom to sa takie skutki. Skoro urzedas z Ziabek moze byc ministrem to wierne pachołki tez licza chociaz na jakas rade nadzorczą. A teraz czekam na pozew bo z wielka przyjemnoscia udowodnie działanie na szkode interesu powiatu przez "nieporadnych"
Panie Jerzy z tą byle jakością trzeba walczyć . Z tymi trudnościami w czytaniu p. przewodniczącego Rady Powiatu mamy do czynienia nie po raz pierwszy , ale cóż Technikum Mechaniczne W Ursusie takich absolwentów wypuszczało .
No cóż jakiego mamy przewodniczącego Rady Powiatu , wszyscy wiedzą , dobierany w myśl zasady