Czas niebułaganie płynie, a los nie jest sędzią rugby, który jest go w stanie zatrzymać. Ludzie odchodzą pozostawiając po sobie smutek, a często i pustkę. Od śmierci tego człowieka minęło już 5 lat.
Stefan Wydlarski, bo o nim mowa urodził się w 1935 roku. Ukończył warszawski AWF. Jako specjalizację wybrał gimnastykę sportową. Podczas studiów zetknął się z rugby za sprawą Stanisława Gierwatowskiego, który przekonał go do tej gry. Za jajem biegał jako zawodnik stołecznych klubów - Lotnika oraz AZS AWF. Po studiach trafił do Sochaczew i została nauczycielem wychowania fizycznego oraz ... geografii i historii.
W naszym mieście porzucił gimnastykę na rzecz lekkoatletyki. Z uczniami SP 3 wygrał w 1963 roku ogólnopolski finał Lakkoatletycznego Czwórboju Przyjaźni o Puchar Świata Młodych (bieg na 60 metrów, skok w dal, skok wzwyż, rzut piłeczką palantową). Sukcesy odnosił w latach 80-tych XX wieku z młodzieżą z SP 2.
Ale tak naprawdę, to legendą "Wydlar" został w momencie kiedy podjął decyzję o tym, że zostanie trenerem tworzonej na początku lat 70-tych drużyny rugby.
Młodzież nachodziła go kilkakrotnie, w końcu się zgodził. Obiecał, że przyjdzie i przyszedł. Pierwsze treningi odbywały się z futbolówkami, a przebierało się po płotem lub ... brudnym wracało do domu.
Pan Stefan był człowiekiem, którego nie dało się nie lubić. Zawsze uśmiechnięty i otwarty. Zawsze skory do rozmowy. Kobiety za nim szalały. Nadszedł i na niego ciężki czas. Coraz bardziej się pogrążał jednak do końca starał się trzymać fason.
Zmarł 4 stycznia 2018 roku. Pozostawił po sobie legendę oraz drużynę rugby, która aktualnie jest Mistrzem Polski.
Zdjęcie autorstwa Sławomira Dąbrowskiego
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Na zdjęciu mój znajomy Stanisław Kamiński
Widzi mi sie ze pomyliles ludzi...ta twarz z opaska to nie Kaminski...I ten z kreconymi wlosami na glowie..tez nie...
Pamiętam twarz z knajpek. Skory do bitek i do kobitek, faktycznie.
Ani On byl do bitek...ani On byl do kobitek....
Cwiczyl podnoszenie ciezarow...mial sukcesy!!!
Rzeczywiście MOK ma rację, ani do bitek ani do kobitek. Faktem jednak jest że "kobitki" mu spokoju nie dawały. Natomiast do bitek to nigdy nie miał ani skłonności ani chęci, chociaż w ostatnim okresie swojego życia , tym najbardziej przykrym, w okolicach bójek mógł się znajdować. Jednak w nich nie uczestniczył, zawsze miał ugodowe bezkonfliktowe podejście. Przechodząc na chlubny dla niego odcinek sportowy, jako przykład wspomnę autentyczne jakże legendarne wspomnienie byłego rugbisty pierwszych ekip drużyny rugbistów . Chodzi o niewyobrażalne w dzisiejszych czasach zdarzenie - mecz. Były to także początki ligi rugby na poziomie krajowym. Otóż na mecz nie dojechał do Sochaczewa z jakichś powodów sędzia. Wówczas kierownicy ekip, zapewne w celu oszczędności gdyż przeciwnik jeżeli dobrze pamiętam był z Sopotu ustalili, że mecz się odbędzie, a sędzią będzie właśnie Stefan Wydlarski. Być może nie byłoby to nic nadzwyczajnego, ale Stefan był na tym meczu także TRENEREM miejscowych, ale także ZAWODNIKIEM. TAKIM BYŁ AUTORYTETEM NIE TYLKO DLA NAS SOCHACZEWIAN, ALE DLA CAŁEGO ŚRODOWISKA RUGBY. Gdy wspomnienia tego rugbisty przeczytałem, to sobie ten mecz przypomniałem. Nie pamiętam jaki był wynik , chyba wygrana sochaczewian, ale jedno pamiętam, Że nie było żadnych pretensji wnoszonych przez gości. Pamiętam biegającego za " jajkiem " Stefana Wydlarskiego, wydającego także werdykty sędziowskie i jeszcze w dodatku podpowiadającego uwagi dla swoich podopiecznych. Naprawdę wyglądało to z boku dla kibiców nieraz komicznie ale i dramatycznie, szczególnie w orzeczeniach przeciw własnej drużynie. TO JEST LEGENDA (PRAWDZIWA), po co szukać korzeni rugby w Sochaczewie, uwaga dla ich szukających, a także wymyślających różnych patronów. Po co dalej szukać. A dla Stefka albo Wandzi, MOK słusznie zauważył że chyba pomyliłeś twarze. Przy takich cechach charakteru trudno być chętnym do bitki.A tak w ogóle to co to za określenie siebie " STEFEK albo WANDZIA " Gdybym był pewny że to nie jest pomyłka z twojej strony, a zła wola, musiałbym Cię określić "obojniakiem" w tym negatywnym znaczeniu. ( Nic nie mam przeciw osobom o o odmiennych do powszechnych upodobań seksualnych). Niech każdy żyje szczęśliwie na swój sposób, oby nie krzywdził innych.
Na pewno się mylisz. Rozszyfruję Ci te osoby. Ten z opaską to jeden z braci Włoszków ( matka uznana wówczas dentystka). Postawny stojący bokiem do Stefana Wydlarskiego to Grzelak słynny "Wańka"- podstawa pierwszego młyna, trzeci z bujną czupryną to "Maniek" Marian Wendkowski który trafił do rugby z "rozpadłej" drużyny piłki ręcznej ORKANA. Dla szukających korzeni początków rugby w Sochaczewie, to korzenie wywodzą się z sekcji lekkoatletycznej i piłki ręcznej. Właśnie "Pietracy" zostali wychowani przez Stefana Wydlarskiego w lekkiej atletyce. Lekka atletyka była podstawą wszystkich dyscyplin sekcji sportowych w Orkanie. Rzecz dla obecnych pasjonatów rugby niewyobrażalna, ale na zawody lekkoatletyczne w soboty i niedzielę wówczas przychodziło więcej kibiców niż obecnie na rugby. Sochaczew było wówczas także stać aby w większości dyscyplin lekkoatletycznych do rywalizacji wystawić po dwóch reprezentantów, bo takie były zasady rywalizacji w tej dyscyplinie. Na marginesie do dzisiaj nie pobite są rekordy Sochaczewa w wielu konkurencjach (padały na bieżni żużlowej). Tak na marginesie już wtedy (lata 60-te ub.w.) powstawała legenda Stefana Wydlarskiego (był znany w całym mieście i nie tylko, z osiągnięć sportowych), bo z całym szacunkiem Mistrzostwo Polski w rugby nigdy nie dorówna drużynowemu mistrzostwu Polski w królowej wszystkich dyscyplin - lekkiej atletyce. Jeszcze jest trochę osób w naszym mieście którzy tak pamiętają, tylko wówczas nie było takiego p-aru.
Ja z tymi ludzmi przebywalem...znam I znale m ich..z Kaloszem bylem w wojsku..Dzudzu...z prawej..Ja nie chcialem wymieniac ich nazwisk..ci ludzie tez tworzyli historie I pisali legende...ale dziekuje za twoj komentarz.Stasia na zdjeciu nie ma ...niektorzy uwazali ze jest on bratem Wloszka. I .i
A dlaczego nie chciałeś wymieniać z nazwiska tych osób , skoro oni tworzyli historię i po prostu im się TO NALEŻY. Bardzo się cieszę , że zabrałeś głos w tej sprawie, bo nie można kaleczyć i "fałszować" historii. Jeżeli będzie się milczeć to "zapiski historii będą fałszywe". Ja też tych ludzi jeszcze niektórych znam, lub znałem jeżeli ich niestety już nie ma. W tej konwencji wspomnę kilka nazwisk z każdej wymienionej wcześniej kategorii: ŻAKOWSKI ( chyba jeden z lepiej zapowiadających się w pierwszej grupie rugbistów, z tragicznym i nie wyjaśnionym końcem życia), "KLEMENS" Rozmarynowski (piłka ręczna), Brzustowski Kazio (pierwsza drużyna rugby i bezpośredni łącznik z legendarnym we wcześniejszym moim wpisie wspomnianym czwórbojem lekkoatletycznym - był członkiem drużyn czwórbojowych Stefana Wydlarskiego). Następnych nazwisk nie będę wspominał - z pewnością przyjdzie jeszcze czas na to jeżeli opisywana historia będzie prawdziwa.
Kolegowalem sie z Szymczakiem Zbyszkiem...wojsko..Grudziadz..Sochaczew...on byl silnym czlowiekiem..bardzo kolezenskim...
Zbyszek Szymczak...SZYMEK...grał również w jajowata piłkę...stad moje wspomnienie tego ...człowieka.
Opisana tutaj legenda jest tylko częściowa. Dla pełnego jej obrazu należy dodać olbrzymi i także pionierski wkład w stworzenie i wieloletnie kierowanie wspomnianej już w komentarzach sochaczewskiej lekkie atletyki. Także, tak naprawdę wcześniejsze stworzenie ( równolegle z Janem Chłopeckim ) szkolnego sportu dzieci w Sochaczewie, poprzez jego powszechne zaszczepienie wśród uczniów szkół podstawowych. W latach sześćdziesiątych ub. wieku zrealizowali to za pomocą rywalizacji dzieci w bardzo popularnym wówczas czwórboju lekkoatletycznym ( bieg 60 m, skok w dal, skok wzwyż, rzut piłeczką palantową), który był bardzo obecny w lekcjach wychowania fizycznego. Z grona wychowanków tych zasłużonych pedagogów wyłoniła się później olbrzymia kadra zawodników wielu dyscyplin sportowych , a także liczna ekipa nauczycieli w-f, trenerów i działaczy sportowych - także tych dzisiaj gloryfikowanych na pionierów i patronów. Lekka atletyka wówczas była bardzo popularna w Sochaczewie, a stadion należący do najlepszych na Mazowszu przyciągał niemal cotygodniowo olbrzymią grupę kibiców, oglądającą rywalizację w zmaganiach wielu konkurencji trwającą najczęściej w ostatnich dwóch dniach tygodnia. Sochaczewski sport szkolny należał do czołówki mazowieckiej i niejednokrotnie na szczeblu krajowym, a reprezentacje szkół na wielu poziomach wiekowych i w wielu dyscyplinach zdobywały tytuły mistrzowskie ( lekka atletyka- kadry juniorskie i czwórbój lekkoatletyczny, siatkówka, piłka ręczna , piłka nożna i inne). Szkoda, że obecnie zapomina się o roli tej dyscypliny sportowej wśród młodzieży, gdyż obok pływania zapewnia najbardziej wszechstronny rozwój fizyczny organizmów dzieci. W tamtych czasach "pływalnia miejska" znajdowała na Bzurze - Dachowa (tylko tam w miarę bezpiecznie można było wejść do wody, a basen był marzeniem. Gdyby wówczas Sochaczew był posiadaczem basenu pływackiego jestem całkowicie pewny, że olbrzymi wkład Stefana Wydlarskiego zastałby także odnotowany, gdyż był doskonałym pływakiem (wiem ).
Na zdjęciu mój znajomy Stanisław Kamiński
Widzi mi sie ze pomyliles ludzi...ta twarz z opaska to nie Kaminski...I ten z kreconymi wlosami na glowie..tez nie...
Pamiętam twarz z knajpek. Skory do bitek i do kobitek, faktycznie.