W kraju rozpoczęła się dyskusja nad bezrobociem: jest czy go nie ma. Główne polskie dzienniki ogłosiły, że bez zatrudnienia pozostają tylko ci, którzy nie chcą pracować. Przyczynkiem do dyskusji stał się raport pod nazwę „Diagnoza Społeczna 2007”, który stwierdza, że 12-procentowe bezrobocie to fikcja i że faktyczne może być nawet o połowę mniejsze. Prześwietlanie bezrobotnych Firmy bezskutecznie poszukują fachowców z różnych dziedzin, rubryki w gazetach „dam pracę” pękają w szwach, a bezrobocie w kraju utrzymuje się na poziomie 12 proc. Ten swego rodzaju paradoks można wytłumaczyć tylko w jeden sposób – niektórym bezrobotnym nie chce się pracować. Wolą zasiłek z pośredniaka, lub samo ubezpieczenie społeczne, które daje im prawo do opieki lekarskiej. Do tego dorobią na czarno lub upomną się o zasiłek z Ośrodka Pomocy Społecznej i na przeżycie starczy. Problem w tym, że reszta pracujących ustrzymuje tych, którzy nie mają legalnego zatrudnienia. Ministerstwo Pracy ocenia, że w Polsce ponad milion osób wyłudza zasiłki dla bezrobotnych. Chodzi o niebagatelną kwotę 3 mld 700 mln zł, jakie rocznie wydajemy na bezrobotnych (zasiłki + przeciwdziałanie bezrobociu). Wg ostatniego raportu Powiatowego Urzędu Pracy w Sochaczewie, liczba bezrobotnych wynosiła niecałe 3700 osób i znowu zmniejszyła się o ponad 100 w porównaniu z poprzednim miesiącem. Największą grupę stanowią długotrwale bezrobotni, obecnie jest ich blisko 2.200, żadnych kwalifikacji zawodowych nie posiada 1400 zarejestrowanych, przy czym połowa to kobiety. Stopa bezrobocia w naszym powiecie wynosi niecałe 12 proc., w woj. mazowieckim równe 10 proc. Czy zechce pan pracować Właściciel stolarni na terenie naszego powiatu od kilku miesięcy poszukuje pracowników, bo ma podpisane kontakty zagraniczne. Daje na początek 7 zł/godz. Pracując 10 godz. dziennie, tylko od poniedziałki do piątku, można zarobić ok. 1500 zł. Pracodawca gwarantuje stałe zatrudnienie, umowę o pracę (a więc opłaca wszystkie świadczenia) i nie ma chętnych. Jak twierdzi, praca nie jest skomplikowana, bo chodzi o wykonywanie powtarzanych cyklicznie czynności. Chętnie zatrudniłby więc osoby bez kwalifikacji – na przyuczenie, ale z chęciami do pracy. O te ostatnie jednak coraz trudniej. Do poprzedniego pracownika musiał dzwonić codziennie rano i pytać, o której przyjedzie do pracy. Szef dużej firmy budowlanej z Sochaczewa opowiada, że przyjął ostatnio sześciu ludzi – zarejestrował ich, opłacił badania lekarskie, a oni po trzech dniach przestali przychodzić do pracy. Właściciel zakładu płaci od 6 do 20 zł na godzinę, zależnie od kwalifikacji i stażu pracy. Dobry fachowiec może więc zarobić „na rękę” 3 - 4 tys. zł. Robotnik bez kwalifikacji, wykonujący najprostsze prace, dostanie 1000 – 1500 zł. Być może 1500 zł to niezbyt wysokie zarobki, ale zawsze większe od zasiłku, który wynosi obecnie, w zależności od stażu pracy, od 650 do 430 zł brutto. Dlaczego więc bezrobotni wolą odbierać marne grosze z pośredniaka, a nie opłaca im się pracować na stałe? Dlatego że, jak twierdzą, część pracodawców proponuje najniższe krajowe wynagrodzenie w wys. 936 zł brutto. Jeżeli do pracy trzeba dojechać na własny koszt, to od tej kwoty należy odliczyć 20-30 proc. Wyjdzie prawie tyle, co zasiłek. Nic więc dziwnego, że w supermarketach warszawskich non stop wiszą ogłoszenia o naborze pracowników. Dzisiaj nikt już nie chce pracować za 500 – 700 zł. Aby ukrócić takie praktyki skąpych pracodawców, rząd chce od nowego roku wprowadzić najniższe krajowe wynagrodzenie w wysokości 1136 zł brutto. Premia za pracownika Brak ludzi do pracy jest tak odczuwalny, że niektórzy pracodawcy wymyślają system nagród dla pracowników, którzy przyprowadzą do firmy osoby chętne. Jeden z właścicieli płaci 500 zł za pozyskanie nowego pracownika. W Sochaczewie i okolicach notorycznie poszukiwani są kierowcy, mechanicy, ślusarze, tokarze, cała gama zawodów budowlanych (tj. murarze, tynkarze), pracownicy fizyczni, sprzedawcy, pracownicy ochrony, a także handlowcy, inżynierowie, bankowcy, lekarze, nauczyciele, a nawet szefowie firm i kierownicy zakładów pracy. Jeszcze rok temu w okresie wiosenno – letnim bezrobocie spadało, bo ruszały prace sezonowe w budownictwie i ogrodnictwie. W tym roku właścicielka plantacji porzeczek narzekała, że do pracy udało jej się znaleźć jedynie młode osoby zarabiające na wakacje, zbieraniem owoców zupełnie nie byli zainteresowani dorośli. Tymczasem do sochaczewskiego pośrednika w sierpniu zgłosiło się blisko 350 osób poszukujących pracy, z czego ok. 70 proc. to bezrobotni rejestrujący się po raz kolejny. Połowa to mieszkańcy wsi. Krzysztof Wasilewski, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Sochaczewie przyznaje, że długotrwale bezrobotni to prawdziwy problem. Takim mianem określa się osoby, które w ewidencji PUP figurują powyżej dwóch lat. Sochaczewski pośredniak posiada jednak rekordzistów z 10-letnim stażem. Zawód - bezrobotny Wydaje się więc, że dla wielu osób bycie bezrobotnym to model życia. Funkcjonują od jednej do drugiej wizyty w PUP-ie, znajdują pracę na kilka miesięcy, a później wracają do ulubionego statusu bezrobotnego. Specjaliści twierdzą też, że typowy polski bezrobotny jest mało operatywny i zupełnie niemobilny. Już kilka lat temu, w czasach głębokiego bezrobocia, szef dużej firmy wodociągowo-kanalizacyjnej narzekał, że nie podpisuje kontraktów w innych miastach, bo nie może znaleźć w Sochaczewie ludzi chętnych do pracy na terenie kraju. Minęło kilka lat i okazało się, że chętniej niż do pracy w innym mieście, wyjeżdżamy za granicę. Dotyczy to jednak głównie ludzi młodych, nie związanych silnie z konkretnym miejscem, lub takich, którzy zdeterminowani poziomem zarobków w kraju, szukają lepszego życia „na saksach”. Problem polskiego bezrobocia stanowią jednak nie ci, którzy wyjechali, a ci co zostali i nie chcą pracować. Ministerstwo Pracy zapowiada, że zajmie się uporczywymi „klientami” urzędów pracy. Czy jednak znajdzie skuteczne metody walki z fikcyjnymi bezrobotnymi? Krzysztof Wasilewski twierdzi, że już teraz istnieją różne obostrzenia, zwłaszcza jeśli chodzi o przyznawanie zasiłku. Aby go otrzymać, zainteresowany musi w ciągu ostatnich 18 miesięcy przepracować rok, a pracodawca powinien odprowadzać za niego składki w odpowiedniej wysokości. M.in. takie przepisy powodują, że zasiłek otrzymuje co 9 – 10 bezrobotny. Z bezrobociem można próbować walczyć za pomocą przepisów, ale jak dodaje Krzysztof Wasilewski, trudniej zmienić mentalność ludzi, wywodzącą się jeszcze ze starego systemu. O ile tego pokolenia pewnie już się nie zmieni, warto pracować nad tym, aby młodzi nie dziedziczyli po starszych upodobań do bycia bezrobotnym. Jolanta Śmielak-Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze