Reklama

Sesja, to nie spotkanie towarzyskie

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
25/02/2011 12:18
Jolanta Gonta, sochaczewianka, absolwentka Liceum Ogólnokształcącego im. F. Chopina, a także Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, obecnie przewodnicząca Rady Miasta Sochaczew. Mało kto wie, że była pani również pielęgniarką i pracowała w sochaczewskim szpitalu. To prawda, ale był to w zasadzie przypadek. Interesowałam się bardzo medycyną, miałam ambicje zostać lekarzem, ale nie udało mi się dostać na Akademię Medyczną, a wówczas były takie czasy, ze wszystkim było krucho, a żywność była na kartki … Nie powie pani, że została pielęgniarką z powodu kartek na żywność? Poniekąd tak, bo co prawda rodzice zachęcali, abym poświęciła rok i przygotowała się do ponownego egzaminu, ale ja miałam opory. W domu się nie przelewało, a brat już studiował. Postanowiłam poznać medycynę w praktyce i zdecydowałam się na Studium Pielęgniarskie w Łowiczu, które skończyłam i podjęłam pracę w sochaczewskim szpitalu. W międzyczasie, ponieważ zawsze lubiłam przedmioty ścisłe, dostałam się na Wydział Chemii UW. Jednak praca pielęgniarki i studia dzienne nie dały się pogodzić, musiałam więc w końcu z nich zrezygnować. Ale porzuciła pani też zawód pielęgniarki. Tak, nie udało mi się dostać na wymarzony wydział lekarski, więc po paru latach zniechęciłam się do tego, co robiłam. A ponieważ moja mam była księgową w banku, zachęciła mnie, bym poszła podobną drogą. Najpierw były kursy księgowości, na których wykładowczyni z SGH doceniła moje predyspozycje i zachęciła do zdawania do Szkoły Głównej Handlowej. Zmiana zainteresowań pociągnęła za sobą zmianę miejsca pracy. Przeniosłam się więc do Warszawy i pracowałam w różnych spółkach. Najpierw były to firmy związane z medycyną, bo produkujące sprzęt i inne oprzyrządowanie medyczne, aż trafiłam do firmy austriackiej, gdzie zajmowałam się kwestiami leasingowymi, a także księgowymi. Potem awansowałam na szefa do spraw finansowych. Czyli całkowite przeobrażenie z pielęgniarki w biznes woman? Można tak powiedzieć, zwłaszcza, że po skończeniu podyplomowych studiów z zakresu rachunkowości założyłam własną firmę zajmującą się księgowością i innymi usługami biurowymi. Tak się więc szczęśliwie złożyło, że mogę dziś poświęcić sporo czasu na działalność społeczną. A jaka nowa przewodnicząca jest prywatnie, jakie cechy u pani dominują? Nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale chyba jestem niepoprawną perfekcjonistką. Kiedy np. robię świąteczne porządki, zaczynam na trzy tygodnie przed, bo uważam, że jak coś robić to albo bardzo dobrze, albo wcale. A spod jakiego jest pani znaku? Ryby. Choć nie czytam horoskopów i nie wyciągam z tego żadnych wniosków. Opieram się raczej na konkretach, na rzeczach namacalnych. Wiem jednak, że ludzie spod tego znaku są bardzo wrażliwi i nie przechodzą obojętnie obok nieszczęścia innych. Taki syndrom samarytanina? Coś w tym chyba jest, wskazywałby na to mój okres pielęgniarski, ale nie tylko. Bo choćby taki przypadek: sąsiadka, starsza pani, poprosiła mnie kiedyś, by zrobić jej zastrzyk. Kilka lat nie pracowałam już w zawodzie pielęgniarki i moje uprawienia wygasły. Wiedziałam więc, że nie mogę tego zrobić, choć oczywiście nie zapomniałam, jak się robi zastrzyki. Zadzwoniłam więc do koleżanki pielęgniarki, przywiozłam ją na miejsce, ona zrobiła zastrzyk, a następie odwiozłam ją do domu. Wszystko to dlatego, że nie chciałam zostawić sąsiadki bez pomocy. Czyli może to takie hobby – pomaganie ludziom? Moje hobby jest inne, to teatr i opera, z tym, że ostatnio bywam tam rzadziej, bo raz na miesiąc lub dwa. Kiedyś moim hobby była też siatkówka, grałam nawet w drużynie pani Jolanty Popiołek w Bzurze Chodaków. Czy zatem praca w samorządzie może stać się nowym hobby, któremu pani się z przyjemnością poświęci? Przecież już teraz widoczne są zmiany w funkcjonowaniu Rady Miasta podczas sesji. Przyznam nawet, że trochę mi żal tych barwnych polemik i wymian zdań, jakimi charakteryzowały się posiedzenia w poprzednich kadencjach. Być może kiedyś było barwniej i zabawniej, ale w końcu kompetencją Rady jest stanowienie prawa miejscowego, a jedynym miejscem, gdzie może się to odbywać, są sesje, tylko wtedy bowiem można podejmować uchwały. Moim zdaniem cała praca merytoryczna nad projektami uchwał powinna przebiegać na posiedzeniach komisji Rady, bo one są do tego powołane. Sądzę więc, że jeśli na sesji pojawia się dyskusja, to ma ona sens tylko wtedy, kiedy są jakieś nowe okoliczności lub nowa wiedza na dany temat. Ponadto uważam, że sesja, trwająca powiedzmy 10 godzin, jest w znacznej mierze nieproduktywna. Po kilku godzinach percepcja każdego człowieka, niestety słabnie. Inny temat to pytania radnych do burmistrza. Radni to przecież przedstawiciele mieszkańców i ci często zgłaszają im jakieś postulaty, które oni z kolei kierują właśnie do burmistrza. Często bywa tak, że materia pytań jest skomplikowana i trzeba dać burmistrzowi czas, aby zapoznał się ze sprawą. A więc nie ma co tracić czasu podczas sesji, a radny może otrzymać odpowiedź pisemną w późniejszym terminie. Wiem już z krótkiego doświadczenia radnej, że czasem ludzie przychodzą z kilkoma kilogramami teczek dokumentów i zaczynają od tego, że zaraz po wojnie było tak i tak … Tego nie można roztrząsać podczas sesji. Co pani sądzi wobec tego o zwyczaju pojawiania się na sesjach mieszkańców, którzy domagają się udzielenia im głosu, by załatwić jakąś swoją sprawę? Myślę przede wszystkim, że radni są reprezentantami tych mieszkańców i, moim zdaniem, wygodniej i prościej byłoby zgłosić swój problem radnemu przed sesją. Wtedy jest szansa dokładnego przedstawienia sprawy. Podczas sesji trudno jest nawet sensownie mieszkańcom odpowiedzieć, zwłaszcza, że często nie są to pytania a żale skierowane do nie wiadomo kogo. Co innego oczywiście, jeśli mieszkaniec wcześniej zgłosił swoją sprawę radnemu, ten zobowiązał się nią zająć, ale mija czas i nic się nie dzieje. Wówczas obywatel ma prawo podczas sesji przypomnieć się publicznie radnemu i spytać, co w jego sprawie zrobił. Nie opowiadając oczywiście całej historii od początku. A co w kwestii zadawania pytań przez obecnych na posiedzeniach przedstawicieli lokalnych mediów? Nie kwestionuję możliwości wstępu na sesję zarówno dziennikarzy jak i każdego innego obywatela, co zresztą jest zagwarantowane prawnie. Powiem więcej, bardzo bym się cieszyła, gdyby na posiedzenia Rady przychodziło jak najwięcej obywateli miasta. Oznaczałoby to, że interesują się tym, co w nim się dzieje. Co do mediów, uważam, że jeżeli chce się przeprowadzić wywiad z burmistrzem czy zapytać o coś radnego, można umówić się na spotkanie i niekoniecznie trzeba robić to na sesji. Wyobraźmy sobie bowiem, czy jest możliwe, aby np. w trakcie obrad Sejmu na sali posiedzeń dziennikarze zadawali pytania premierowi, marszałkowi, czy nawet posłom. Co innego w kuluarach, podczas przerw. Dlaczego u nas miałoby być inaczej? Spotkanie radnych na sesji nie jest spotkaniem towarzyskim, ma ono konkretny cel, czyli zapewnienie dobrego funkcjonowania miastu. Jakie zatem problemy pojawiły się jako pierwsze, z jakimi przyszło się już zmierzyć nowej przewodniczącej? No cóż, ja mam taką zasadę, że patrzę na miasto całościowo, bez względu na to, z jakiego zostałam wybrana okręgu. Bo jeśli w jednym miejscu zrobimy coś, może zabraknąć na zrobienie czegoś innego. Konieczne jest więc ustalenie pewnych priorytetów dla całego miasta. Dlatego na przykład bardzo bym chciała, aby wreszcie została rozwiązana sprawa parkingów przy stacji PKP. Po pierwsze jest to temat dotyczący bardzo dużej grupy naszego społeczeństwa, po drugie to przecież ona generuje największe dochody z PIT-u. Pracując w Warszawie mają bowiem kilkakrotnie wyższe zarobki od sochaczewskich. Należałoby im więc maksymalnie ułatwić dojazdy do stolicy. Rozmawiał Sławomir Burzyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Szczawiu 2011-02-28 13:28:55

    Całkowicie się zgadzam z hugo-ml. Jak potrzeba wolontariusz to ja się zgłaszam :) Wiele przez taki bajzel na tym portalu nie przeczytałem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    dreptak 2011-02-28 10:19:20

    Pani Gonta jest bardzo miłą osobą. Z pewnością musi minąć jeszcze trochę czasu, by ostatecznie się znalazła w nowej roli. Trochę mam wątpliwości, czy upieranie się, by mieszkańcy nie mogli wypowiadać się na sesji w temacie uchwał ich dotyczących to dobry pomysł. Chyba, że mieszkańcy będą zapraszani na posiedzenia komisji i tam będą zgłaszali swoje wnioski, ale skąd mamy wiedzieć kiedy obraduje komisja?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mieszkanka 2011-02-27 16:26:25

    Kobieta -buc!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama