Reklama

Sochaczewianie stanęli na wysokości zadania

Myślałem o dwóch tytułach dla mojego podsumowania wyborczych zmagań i sytuacji w mieście, jaka wytworzyła się po wyborach. Ostatecznie zdecydowałem się na tytuł mniej patetyczny. Godzi się jednak wspomnieć o tym, który chodził mi po głowie. A było to stare łacińskie przysłowie: Quam parva sapientia mundus regitur.


Pod wieloma względami była to bardzo ciekawa kampania. Kampania, która sama w sobie była ilustracją tego, co w ostatnich latach działo się z polską demokracją, poczuciem wspólnoty (a raczej jego brakiem), społeczeństwem obywatelskim, komunikacją na linii władza – obywatele itp. Otóż nie będzie żadnym odkryciem, że nie działo się dobrze. Podział na linii PO – PiS z różnymi modyfikacjami przenosi się na życie lokalne i choć na dole nie jest już tak czytelny, praktycznie determinuje decyzje wyborcze. Nazwy ugrupowań są tutaj nieistotne. Mimo, iż nie jestem zwolennikiem PiS, żywię uznanie, że w wyborach samorządowych startuje pod własną marką i między innymi dzięki temu w Sochaczewie zdeklasowało ugrupowanie udające, że nie jest Platformą Obywatelską, a będące w istocie rozmontowaną Platformą Obywatelską. 

Reklama


Praktycznie nieistnienie PO w Sochaczewie okazało się być kluczem do sukcesu połączonych sił sochaczewskiego PiS i Sochaczewskiego Forum Samorządowego, stanowiących łącznie i tak coś w rodzaju sochaczewskiej wersji „Jednej Rosji”, czy innej "partii władzy", z jej licznymi wadami i nielicznymi zaletami. Innymi słowy – po 30 listopada nasze powiatowe, siermiężne Bizancjum może się rozwijać bez przeszkód i zapewne będzie się rozwijać, z wielkimi szansami na sukces w kolejnych wyborach. Faktyczne jedynowładztwo pozwoli bowiem na panowanie trwałe i niewzruszalne. Podstawą wyboru kandydata jest bowiem rozpoznawalność, a lokalnego feudała i jego dwór znają wszyscy.

Reklama


Nota bene cztery lata temu Bogumił Czubacki przegrał między innymi dlatego, że nie sprawował swojej funkcji w sposób feudalno-propagandowy. Innymi słowy, wyborcy ukarali Czubackiego za to, co było jego zaletą. Większość wyborców nie oczekuje bowiem wolności, a możności oddania się w dobrowolne duchowe poddaństwo, choćby było ono tak nieznaczące, jak poddanie się burmistrzowi, starościnie i wykreowanej przez nich lokalnej wersji Bizancjum, znajdującemu (podobnie jak prawdziwie Bizancjum) solidnie wsparcie ze strony religii zinstytucjonalizowanej.

Reklama


Mimo tego wszystkiego, Sochaczew i jego mieszkańcy stanęli na wysokości zadania. To znaczy zrobili wszystko, żeby odsunąć od władzy Piotra Osieckiego i jego świtę. Być może my, jako opozycja nie zrobiliśmy wszystkiego i tu trzeba się uderzyć w piersi, ale mieszkańcy na pewno tak. Wynik drugiej tury wyborów na burmistrza jednoznacznie wykazał, że miasto nie zaakceptowało siermiężnego, a przecież ciągle jeszcze demokratycznego feudalizmu. To zjednoczenie, moblizacja i odrzucenie na bok podziałów, jakie zaprezentowali sochaczewianie, miało - co tu dużo kryć - niemal epicki wymiar i oglądało się je z prawdziwą przyjemnością. 

Reklama


Przy całej mojej sympatii i uznaniu dla Bogumiła Czubackiego, trudno nawet przypuszczać, że niemal połowa wyborców poparła go ze względu na dokonania, o których przez cztery lata można było po prostu zapomnieć, szczególnie jeśli ktoś zupełnie doraźnie interesuje się życiem samorządu. Świadoma część Sochaczewa poparła Czubackiego, bo Osiecki jest dla niej nieakceptowalny. Ten poziom wyborczej determinacji, Szanowni Państwo, budzi moje największe uznanie. Wszyscy walczyliśmy o demokratyczny, otwarty Sochaczew wspólnej przestrzeni. Nie udało się, bo zwolenników poddaństwa i narodowo-katolickiego skansenu jest po prostu więcej. Ale nie udało się również dlatego, że opozycja w mieście była podzielona, a jej działania nieskoordynowane. 

Reklama


Więcej – istnieje obawa, że za cztery lata skansen wygra jeszcze wyraźniej. Władza sprawowana w sposób feudalny ma bowiem tę cechę, że masowo zniechęca do brania udziału w jakichkolwiek formach życia wspólnotowego, w tym – w pierwszym rzędzie – do brania udziału w wyborach. Integracja, o ile w ogóle następuje, dotyczy tylko członków pańskiego dworu i tych grup, które w sposób formalny bądź dorozumiany złożyły hołd lenny feudałowi, choćby hołdem tym było tylko „dobrowolne duchowe podporządkowanie się”, wynikające czy to z niewiedzy, czy z najgłębszej ludzkiej potrzeby – potrzeby uciekania od wolności na wszystkich możliwych poziomach, w tym również na poziomie samorządowym.

Reklama


Dlatego, jeśli opozycja w mieście przez następne cztery lata nie stworzy wspólnego frontu sprzeciwu, nie będzie trwale obecna w życiu miasta i ostatecznie – nie zjednoczy sił, przegra, to znaczy przegramy wszyscy również za cztery lata. Jak się wydaje, należy się również zastanowić nad tym, co dalej z sochaczewską Platformą Obywatelską, która poniosła zasłużoną karę za dokonaną na sobie autodestrukcję. Innymi słowy – jest praca do wykonania.


Na odrębne omówienie zasługuje wynik Urszuli Pawlak i wyniki kandydatów Porozumienia Obywatelskiego Sochaczew, w tym mój własny. 17% Urszuli Pawlak to dużo i niedużo. Dużo, jeżeli pomyślimy o Sochaczewie jako domkniętej szczelnie narodowo-katolickiej konserwie, mało jeżeli myślimy o wyborczym sukcesie. Program Urszuli Pawlak i Porozumienia Obywatelskiego Sochaczew, który oparliśmy na otwartości i konkretnych propozycjach programowych, odwołujących się do intelektu bardziej, niż do emocji trafił do mniej więcej 20% wyborców. To bardzo dużo, ale przy jednomandatowych okręgach wyborczych oznacza porażkę. Zresztą, jednomandatowość, którą się przez chwilę zachłysnąłem, może prowadzić wprost do sytuacji, kiedy większość wyborców bądź to ma nieznaczną reprezentację w radzie miejskiej, bądź nie ma jej wcale. I tak wygląda to dziś w Sochaczewie.  

Reklama


Dla mnie osobiście wybory były niezwykle cennym doświadczeniem. Jeszcze raz z tego miejsca chcę podziękować za każdy oddany na mnie głos. Jeszcze raz pragnę podziękować, bo wiem, że wielu z Państwa naprawdę całym sercem zaangażowało się w poparcie mojej kandydatury. Wiem, że liczyliście na radnego z Chodakowa, który nie będzie na sesjach jedynie statystą. Miałem i mam konkretny i realny program dla Sochaczewa i Chodakowa, ale w wyborach chodzi w zasadzie o wszystko, tylko nie o programy i kompetencje do ich realizacji. 

Reklama


Z drugiej strony, moje niedostanie się do rady miejskiej, daje mi ogromny komfort swobody komentowania tego, co dzieje i będzie się działo w mieście. A że tematów nie zabraknie – o tym jestem przekonany. W najbliższym okresie chcę się skoncentrować na powołaniu i wspieraniu naszego sochaczewskiego stowarzyszenia obrony przyrody, które najprawdopodobniej będzie ostatnią barierą przed ostateczną już przemianą miasta w wybrukowaną pustynię. Miłość między miastem i starostwem, która zapanowała na co najmniej cztery lata, będzie – niestety – dobrym paliwem do dalszej „deforestacji” Sochaczewa, którą zdołamy zapewne jedynie spowolnić, bo ludzie w swojej masie jeszcze nie chcą bronić drzew. Będą chcieli wtedy, kiedy będzie już za późno. 

Reklama


Podsumowując. Nie jestem optymistą. Mam wątpliwości, czy uda nam się znaleźć rozsądną i przede wszystkim skuteczną alternatywę dla monolitu rządzącego dziś miastem. Z całą mocą chciałbym jednak wyrazić uznanie, dla wszystkich Państwa, którzy oddaliście głosy przeciwko niemu. Jestem bowiem głęboko przekonany, że abstrahując od jego ociężałej ideologii, jest on nieprofesjonalny, niepragmatyczny i szkodliwy dla miasta.


Sochaczew, wyrażając tak dosadnie sprzeciw przeciwko Piotrowi Osieckiemu, stanął na wysokości zadania. Osiecki zapewne zdaje sobie z tego sprawę, bo fanfar nie było. Władza oparta na egotyzmie wymaga bardziej znaczących zwycięstw.

Reklama

Za cztery lata musimy to powtórzyć, ale - bez zjednoczenia się sochaczewskiej opozycji i znalezienia wspólnego kandydata na burmistrza - sprzeciw ten będzie ponownie nieskuteczny. 


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    szarma 2014-12-17 12:49:41

    Hrabia
    Nie było pokazane jak cala trasa marszu byla zapelniona ludźmi (czoło marszu zbliżało się do belwederu, a ludzie jeszcze startowali z placu trzech krzyży)
    Skąd wiesz , gzie był początek a i jak długi był korowód pisiorów, z  drona korzystałeś   , czy co?  Ściemniasz chłopie i tyle., a Warszawę to na obrazku oglądasz .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jarl 2014-12-16 13:09:57

    Wbienko.Napisałem ze ja byłem tam z ciekawości.Napisałem.co nie.było.pokazane w mediach.Tak jak napisałeś, że był protest przeciwko sfałszowane wyborów czytała o wolne media.
    Marsz.był podzielony na etapy.1. Uczczenie pamięci ofiar. 2. Protest.
    Co do etapu nr 2 bo to o to głównie chodzi.Ten etap byl po marszu.Jeżeli chodzi o sfałszowane wybory to głównie była mowa o nieprawidłowościach które należy zmienić( np, przezroczyste urny zamiast koszy na. Śmieci, obserwatorzy OBWE, system zaliczania głosówitp) oczywiście ww. epitet padł pod kątem niedociągnięć,  które tak maga być odebrane.
    Skandowanie hasła. Następny element.Zdarzały się przypadki, że ktoś krzyczy w tłumie kopacz to q...wa. Momentalnie ludzie wybuchali śmiechem nie powtarzając tych epitetów ( to sam słyszałem w części marszu). Osoba ktoravskandowala chwila przez głośniki również nie mogła liczyć na to ze tlumvbedzie powtarzał po niej. a hasła typu precz z komuna,  czy złodzieje są również obecnie wszechstronnie stosowane. I czy w związku z rocznica wprowadzeniavstanu wojennego w czasach w których zbrodniarze odpowiedzialni za to, żyją sobie jak paczki w maśle nie jest na miejscu? Ci ludzie nie zostali skazani do tej pory.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    wbienko 2014-12-16 12:53:00

    @jarl A ta wycieczka to była po to, aby manifestować "za czymś", czy "przeciw czemuś". Media wolne mamy, więc to nie był powód. Wybory sfałszowane nie były (choć jak patrzę na Sochaczew, to wygodnie byłoby twierdzić, że były ;)), więc to też nie powód. 13-go grudnia to ważna data, ale też nie powód do tego typu manifestacji. Prezes nie reprezentuje ofiar represji, tym bardzie jego kolega przedstawiciel aparatu PZPR w tamtych czasach. Więc o co chodzi???? Z wypowiedzi uczestników w różnych mediach wynikało "że trzeba rozgonić jakąś czerwoną hołotę" i w ogóle to "precz z komuną" (co najmniej 25 lat spóźnione). Brakowało tylko "Na Kowno","niech żyje marszałek Śmigły-Rydz" i "Żydzi na Madagaskar", a byśmy mieli dopełnienie losów Piszczyka.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama