W Polskim Radiu ukazał się wywiad z majorem Zygmuntem Boczkowskim. Opowiada on o sochaczewskim naborze do UB. Wielu chętnych zgłaszało się do nowo tworzonego oddziału wojska.
Major Zygmunt Boczkowski ps. „Kruk” urodzony w 1927 roku żołnierz AK oraz zrzeszenia WIN. W wywiadzie dla Polskiego Radia opowiada o sochaczewskiej historii powojennej. Wojna nie skończyła się dla wielu Polaków wraz z kapitulacją Niemiec. To był początek nowej walki z wyzwolicielem.
Major Zygmunt Boczkowski ostatnie dni Powstania Warszawskiego spędził w Puszczy Kampinoskiej. Zbierał tam wiele amunicji, broni, granatów. Opowieść majora to historia podpaleń kampinoskich wiosek przez niemieckie wojsko. Wycofaniu Polaków z tamtejszych miejscowości do Chodakowa. Puszcza płonęła. Major wspomina łunę nad miejscowościami kampinoskimi. Ostoją dla majora był Chodaków. Nad Bzurą stacjonowało także wojsko węgierskie. Major przytoczył historię zakupu broni od Węgrów:
„Chciałbym kupić broń. Mówię do nich: zapłacę. Już w momencie kiedy miałem odejść jeden z żołnierzy zaciągnął mnie do jednego z samochodów. Tam były karabiny. Chciałem zabrać dwa z dużej ilości, która tam się znajdowała. Dodatkowo chciałem jeszcze amunicję. I między odpoczywającymi na łące żołnierzami maszerowałem z tymi karabinami.
Jak pojawili się Rosjanie w Ludowym Wojsku Polskim mówili: „Nie cieszcie się.(...) Przy fabryce w Chodakowie pamiętam taką historię: Zaprosili oficerów radzieckich na wódkę. W domu w którym mieszkałem. I podczas tego spotkania jeden z nich wyjął broń strzelając temu drugiemu w głowę. To było zaraz obok fabryki w Chodakowie. Tam mieszkałem. Wszyscy uciekli. Ja wróciłem. Ten człowiek jeszcze żył. Potem ich spotkałem i pytam dlaczego go zabiliście. Bo on naszych kolegów zastrzelił. (...)
W Sochaczewie jak powstał Urząd Bezpieczeństwa to zgłaszali się tam moi znajomi, koledzy. Przyszedł tam wówczas kapitan Pawlenko z NKWD powyrzucał wiele ludzi i powiedział, że inteligentów nie potrzebuje. Powiedział, że potrzebuje bandytów i złodziei. Powyrzucał resztę i tak do tego oddziału trafiły osoby nawet z byłego gestapo i jego bratanek Józef Kaźmierczak. On tworzył taką bandę rabunkową, która kradła we wsi. Pawlenko go przyjął do UB i całą jego bandę. Nie chciałem mu wydać broni to mnie zabrali do Sochaczewa, do UB. Byłem tam sześć tygodni. Okazało się, że było tam około 120 osób w tym kobiety.
Wtedy w tym UB przesłuchiwał mnie mój kolega, on się zgadzał z władzą sowietów. Kazał mi się rozebrać na przesłuchaniu. Mówił, że szuka znaków szczególnych. Ja byłem zdziwiony, bo to kolega z gimnazjum tajnego był”
Takie historie ukryte w naszym mieście. Z rozmowy także można dowiedzieć się o poszukiwanej w Sochaczewie w czasach powojennych ludności ze „znakami szczególnymi”. Czy my dziś wiemy jakie było nasze miasto?
Źródło Polskie Radio24, cykl Powroty z Niepamięci.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Czasy się zmieniaja, ludzie nie...
Tak było jest i bedzie, a swojją drogą fajny wywiad.Póki co w Chodakowie nadal stoi pomnik poległych "czerwonych partyzantów".
Czasy się zmieniaja, ludzie nie...
Tak było jest i bedzie, a swojją drogą fajny wywiad.Póki co w Chodakowie nadal stoi pomnik poległych "czerwonych partyzantów".