Reklama

Teresiński inwestor nie ma litości dla kaczek

Tygodnik Echo Powiatu
17/06/2003 00:00
Za parę dni zniknie pod tonami piachu następny, trzeci już staw w Teresinie. Dojeżdżający do pracy, którzy codziennie pocieszają zmęczone oczy zielonym widokiem za oknem pociągu, muszą pogodzić się z kolejną stratą. Najpierw z jednej strony, tuż przed stacją Teresin Niepokalanów, w kolejowe framugi wpasowano im zamiast wybujałych drzew wokół dwóch stawów, plastikowe bezokienne magazynowe kolosy. A teraz to samo robią ze strony drugiej. Ale gdyby chodziło jedynie o przyjemności podróżnych, to by było jeszcze pół biedy. Sprawa jest znacznie poważniejsza...
Staw, na który padł wyrok śmierci, należy do czystych, zarybionych (jak się dowiedziałam od mieszkańca Teresina, żyją tam taaaaakie sumy) i bardzo lubianych przez ptaki. Wokół gromadzą się i wylęgają dzikie kaczki, łyski, mewy, żyją stada bażantów, przylatują nawet siwe czaple. Na brzegu wznosi się piękny starodrzew. Jeszcze niedawno ściągali tu teresiniacy z wędkami lub kocami, by zakosztować natury. A dziś?
Teren, na którym leży staw, zakupiło Prologis pod magazyny wielkich firm. Wszystko, co wystaje ponad lub ciągnie się pod poziomem ziemi zostaje usunięte lub zasypane. Nasz biedny staw leży tuż przy uliczce, właściwie na skraju zakupionego pola, blisko parkingu i głównego wjazdu do halowiska. Krzewy i drzewa wokół niego zostały już częściowo wycięte, obok czeka wielka kupa piachu. Wielu mieszkańców los właśnie tego stawku zabolał najbardziej, bo wątpliwa jest sama potrzeba jego usunięcia. Przecież nieszczęsnych magazynów i tak nie będzie się budować przy ogrodzeniu. Nawet, jeśli któryś z nich miałby zahaczyć o staw, czy nie można wobec ogromu posiadanej ziemi przesunąć budowli kilka metrów dalej?
Te pytania zadają sobie ze ściśniętym gardłem również członkowie tutejszego Koła Łowieckiego "Grunwald" - Porusza nas bardzo ta historia - mówi jego członek, Tomasz Brzeski. - Nam zależy przede wszystkim na ochronie zwierząt, potem na hodowli, a dopiero na końcu na polowaniach. Taka jest w ogóle idea działalności PZŁ. I w tym sensie nie możemy pogodzić się z utratą stawu, który na dodatek leży na terenie naszego obwodu. Przecież, tak jak pozostałe tereny centralnej Polski, znajduje się on dokładnie na drodze corocznej wędrówki ptaków ze Skandynawii do ciepłych krajów.
Problem został zgłoszony również na ostatniej sesji rady gminy Teresin. Z jakim efektem? - W odpowiedzi padł jedynie wniosek o stworzenie analogicznego miejsca w zagajniku naprzeciwko - powiedział mi wójt gminy Teresin, Szymon Ziółkowski. Ale nawet jeśli by się to udało, przecież nie o to chodzi. Rzecz w tym, by uratować istniejący już staw i wszystko, co w nim żyje. Wójt powiedział mi, że dla niego liczy się przede wszystkim korzystna inwestycja. Jak się wyraził, w tym sensie "nie dociera do mnie szczególny rozmiar krzywdy", którą niesie ze sobą potrzeba zniszczenia stawu. W związku z budową magazynu centralnego Tesco (właśnie po tej stronie, gdzie rozpościera się nasz stawek) ma powstać kilkaset nowych miejsc pracy, wójt podkreślił, że chodzi tu o porządne etaty, z całym zapleczem socjalnym. Dodam, że mieszkańcy powiedzieli mi, iż to samo słyszeli, gdy powstawały pierwsze hale. Tymczasem pracuje tam kilka osób na krzyż, w dodatku na zlecenie. Wójt twierdzi, że tym razem będzie inaczej. No dobrze, ale co to ma wspólnego ze stawem? Przecież nikt nie chce wojny z Prologisem, nikt nie ujmuje rangi przeobrażeniom gospodarczym Teresina dzięki tak potężnemu inwestorowi. Chodzi tylko o mały staw, który być może niespecjalnie w budowie przeszkadza. - A ile tam się tych kaczek wylęga, no ile? - wójt popatrzył na mnie z politowaniem. A choćby i trzy, jeżeli mogą zostać, to dlaczego by nie miały? - Owszem, jeśli nie przeszkodziłoby to inwestycjom, staw mógłby nadal istnieć - skwitował wójt, gdy zadałam mu to ostatnie, przyznaję, bardzo sugerujące pytanie.
Do przesłuchania został mi Prologis. Jego przedstawiciel (nie chciał podawać nazwiska prasie) powiedział mi, że nie ma mowy o uratowaniu stawu, gdyż nowy magazyn Tesco jednak zahaczy o jego powierzchnię. Gdy spytałam, czy nie można by przesunąć nieco budowli, odparł, że w żadnym wypadku, gdyż po pierwsze takiej możliwości nie uwzględnia plan zagospodarowania przestrzeni, a po drugie, staw jest wykluczony z powodu swoich malutkich mieszkańców, również komarów, gdyż w magazynie będzie przechowywane mięso, zatem nawet zwykłe przepisy sanepidu tę sprawę z góry regulują. Ale za to, bliżej ul. Warszawskiej, powstanie zbiornik retencyjny (wód opadowych, gruntowych itp.), połączony z rzeką Teresinką (by miał jakieś ujście), czysty i "odrobaczony", a do tego zazieleniony wokół. Pan przedstawiciel obiecał mi również, że już na jesieni będzie można na ich terenie zobaczyć trawę i zasadzone drzewa.
Tak więc nie ma rady, stawek zginie. Zamiast niego popatrzymy sobie pewnie przez metalową siatkę na śliczne wygolone w geometryczne kształty liściaczki i iglaczki. A szkoda. Szkoda, że taka jest ta ludzko-postępowa rzeczywistość, bezlitosna w realizacji swoich celów, nie znająca kompromisów, zarozumiała ("a co tam trzy kaczki"), zadufana w swoich racjach, tylko człowiek raczy wiedzieć, dlaczego wyższych niż racje małego królestwa żywych istot, stworzonego na czystych prawach natury.

figa
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama