Reklama

To była prawdziwa solidarność 80 lat Solidarności

Tygodnik Echo Powiatu
21/09/2010 12:13
Lata 80-te zaznaczyły się w historii Polski w szczególny sposób. To okres, na który składa się m.in. powstanie związku zawodowego NSZZ Solidarność, stan wojenny. Ówcześnie panująca rzeczywistość stanowiła nie tylko dramat narodowy, ale i prywatny, pasmo wyrzeczeń każdej mniejszej jednostki. O swych wspomnieniach z tego trudnego okresu, sytuacji historycznej, w której przyszło żyć, a także materiałach prasowych i literackich z tamtych czasów, opowiedziała nam pani Wiesława Dziurewicz – mieszkanka Sochaczewa, która wspiera kulturę w naszym mieście.
Pani Wiesława Dziurewicz jest mieszkanką Sochaczewa od ośmiu lat i od tamtego momentu czynnie wspiera kulturę w naszym mieście. W latach 80- tych, czasach szczególnie trudnych dla polskiego narodu, mieszkała w Warszawie na Ursynowie i jako członek Solidarności, czynnie wspierała działalność związkową. Dziś prezentuje nam zarówno bogaty zbiór materiałów, jak i dzieli się odczuciami z tamtego okresu. Pani Wiesława na spotkanie z nami zabrała wszystko to, co stanowiło zalążek do działania dla ówczesnego pokolenia, co napędzało, dawało nadzieję, niejako jedyną, stworzoną w ukryciu, w podziemiach, która w ryzykownych dla wielu osób ówczesnych warunkach, dzięki osobom, takim jak pani Wiesława ujrzała światło dzienne. Dziś mówi o tym z wielkim wzruszeniem.
Żywe pamiątki
Materiały zgromadzone przez panią Wiesławę stanowią zbiór unikatowy i mocno zróżnicowany. W jego skład wchodzą zarówno czasopisma, jak i krótsze utwory tworzone przez działaczy Solidarności, są tu również ulotki. Tak, jak w każdym trudnym dla Polski okresie, materiały te miały na celu zagrzewanie narodu do walki. „Perełkę” całego zbioru stanowi „Solidarność Narodu” z charakterystycznym napisem – „Czasopismo służy służbie niepodległości” , o którą w ówczesnych czasach tak bardzo wszystkim chodziło. Tekst wydrukowano 3 marca 1982 roku w Wolnej Drukarni Polowej. Jak mówi pani Wiesława:
- W jego skład wchodzą naprawdę bardzo wzruszające teksty. Pierwszy artykuł dotyczy zadań, ducha Solidarności. Są również utwory pt. „Bez złudzeń”; „Bez nadziei”; „Kościół a wrona” . Znajdują się tu także teksty znanych osób, np. przedruk Ignacego Krasickiego – Niedźwiedź i wrona – bardzo dowcipny utwór (…)”.
W tym miejscu warto również przytoczyć kolejny z zachowanych materiałów – Pierwszy nr „Biuletynu oporu” wydrukowany 16. stycznia 1982 roku z charakterystycznym znakiem (była nim litera S połączona ze znakiem kotwicy - symbolem, który w czasie II wojny światowej był oznaką Polski Walczącej). W tym zbiorze również zawarte są istotne treści, o czym może świadczyć już samo motto, będące fragmentem wiersza Cypriana Kamila Norwida, który ukazał się po stłumieniu Wiosny Ludów:
„Ogromne wojska, bitne generały,
Policje - tajne, widne i dwupłciowe -
Przeciwko komuż tak się pojednały?
Przeciwko kilku myślom, co nienowe (…)”.

Oprócz tego, biuletyn składa się z wielu ciekawych artykułów, jednym z nich jest np. „Ciężka odpowiedzialność za unicestwienie nadziei” Czesława Miłosza, czy też przedruk tekstu Józefa Piłsudskiego – „Być zwyciężonym i nie ulec, to zwycięstwo”.
Na uwagę zasługuje fakt, iż zawarte w czasopismach artykuły pochodzą z różnych okresów historycznych, jak tłumaczy ten fakt pani Wiesława: „taka była historia Polski, ciągle walczyliśmy i w gruncie rzeczy dlatego wszystkie te daty i wszystkie idee pojawiały się ciągle w sumieniach i sercach narodu, ludzi, którzy byli właśnie w to zaangażowani”. Bez wątpienia wszystkie artykuły, rozprawy, utwory powiązane są ze sobą główną myślą – oddają sens i uczucia tamtego czasu, motywują, zachęcają do walki, ale i wiary w powodzenie. Często jednak działania te wiązały się z wielkim ryzykiem.
Rzeczywistość owych czasów
Materiały były drukowane na powielaczach spirytusowych, w podziemiach, w warunkach trudnych i niebezpiecznych. Następnie o świcie w setkach egzemplarzy trafiały już do rąk warszawskiego społeczeństwa. Ich roznoszenie również było bardzo ryzykowne:
- Brałam syna za rękę i udając, że idę po zakupy z torbą – chodziłam i po klatkach schodowych w blokach na Ursynowie roznosiłam te egzemplarze, a później ulotki i inne materiały, które trzeba było przekazać społeczeństwu. Konspiracja rzeczywiście była zupełna i wówczas za taką działalność groziła kara więzienia.
Ówcześnie panująca sytuacja: stan wojenny, odbieranie wolności w ogólnym jej sensie, ale także i elementów wiary, religii było dla obywateli ciosem. Patrząc z tej perspektywy, pewnego rodzaju siłą zrzeszająca naród, ruchem społecznym była Solidarność, która liczyła wówczas ponad 10 mln. osób, kierujących się wspólną ideą, ryzykujących jednocześnie utratą pracy, więzieniem, internowaniem. Ale jak mówi pani Wiesława – „Wszystko można było wówczas zrobić bez względu na koszty, nie tyle finansowe, co osobiste (…).
Wszelkie rozmowy, wymiana konspiracyjnych materiałów odbywały się w ukryciu. Znakiem charakterystycznym dla tego okresu i w zasadzie jedyną możliwością przeciwdziałania, były wówczas tajne spotkania w wąskim gronie, w trakcie których wymieniano się poglądami, własną twórczością, jak i dyskutowano na temat podejmowanych działań. Jednym z nich było np. zrzucenie z Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie charakterystycznych, małych ulotek zatytułowanych- „Ja będę łagodniejszym katem” autorstwa Leszka Kołakowskiego, (profesora filozofii cenionego nie tylko w Polsce, ale i na świecie, członka KOR-u , wykładowcy Uniwersytetu w Oxfordzie; w Cambrige , czy w Chicago) które także znajdują się w posiadaniu pani Wiesławy, która tak po latach opisuje to wydarzenie:
- Postawiliśmy sobie za cel, żeby te ulotki spadły z Pałacu Kultury. Łatwo więc sobie wyobrazić wszystkie budynki rządowe, urzędy, które były chronione, wszędzie stały czołgi, zomowcy i nagle z Pałacu Kultury spada deszcz ulotek (…) Zasypały one całą Warszawę i wówczas zomowcy i milicja mieli tego dnia co robić (...).
Oprócz tych sytuacji, stanowiących niejako światełko w tunelu, świadczących o powodzeniu działań, były także trudne i smutne chwile, które pozostały w pamięci na dłużej.
Inne wspomnienia…
Dla pani Wiesławy jednym z takich bardzo wzruszających momentów tamtego okresu była pierwsza Wigilia tuż po ogłoszeniu stanu wojennego, zorganizowana w prywatnym mieszkaniu jej przyjaciółki przy ul. Kruczej w Warszawie.
- Choinka była niesamowita – wspomina pani Wiesława - ogromna, przyniesiona przez któregoś z naszych kolegów, a na niej wisiały: kromki chleba, opaski strajkowe, kartki żywnościowe oraz małe figurki Pana Jezusa wycięte z Bristolu, przepasane szarfą Solidarności. Wszyscy uczestnicy „tajnego spotkania” śpiewali kolędy oraz okolicznościowe pieśni będąc jednocześnie świadomymi niebezpieczeństwa , jakie czyhało na nich ze strony ZOMO.
Jak mówi dalej pani Wiesława: – Pamiętam, że każdy miał wypowiedzieć jakieś życzenie, odpowiedzi były różne (…) Moim życzeniem było, żeby nasza Polska niepodległa wróciła do nas i to właściwie tyle i wówczas chyba mi głos odebrało i nic więcej nie zdążyłam powiedzieć, ale moment był bardzo wzruszający.”
Jak pisaliśmy już wcześniej, w latach 80-tych, tak jak i w poprzednich, ważnych dla historii narodu okresach narzędziem zagrzewającym naród do walki stawała się twórczość, na którą składały się: wiersze, artykuły, pieśni, fraszki, oddające sens i uczucia tamtych czasów. Niewątpliwie jednym z takich twórców był Jan Pietrzak, którego utwór „Żeby Polska była Polską” w mniemaniu zarówno pani Wiesławy, jak i innych osób –wyzwalał ogromne emocje, zagrzewał naród do walki, stawał się wówczas niejako hymnem narodowym. Pani Wiesława opowiada ze wzruszeniem, iż podczas stanu wojennego w małej kameralnej salce w hotelu MDM na Placu Konstytucji gromadzili się członkowie Solidarności z regionu Mazowsza, a pan Jan Pietrzak śpiewał tę właśnie piosenkę:
- Na maleńkiej scenie jest fortepian i pan Jan Pietrzak śpiewa. My wszyscy tego słuchamy na stojąco. Myślę, że 99,9 % osób płacze, moment jest bardzo wzruszający i też, gdyby wówczas ZOMO tam weszło, bylibyśmy wszyscy zbici, spałowani i nie wiem, czy nie pozamykani. Bo jeszcze ta piosenka, która była wówczas takim gwoździem do trumny dla naszych władz, także te momenty były wzruszające – wspomina pani Wiesława.
Bez wątpienia były to bardzo trudne czasy dla narodu polskiego. Jednakże dzięki wzajemnemu zjednoczeniu, jak i działaniu każdej jednostki, osób, takich jak np. pani Wiesława, której historia świadczy o zaangażowaniu, podejmowaniu często ryzykownych przedsięwzięć na rzecz Ojczyzny, udało się pokonać przeciwności losu.
Podsumowaniem niech będą właśnie jej słowa:
- Nie ma takiej świadomości powszechnej, że gdyby nie to, co się wówczas działo, gdyby nie ten ogromny opór społeczny, gdyby nie te 10 mln ludzi, z których każdy dołożył do tego przedsięwzięcia swoją cegiełkę, to przecież dzisiaj mielibyśmy zupełnie inny świat (…).
Aneta Kober






Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama