Orkan Sochaczew - Lechia Gdańsk 14:19 (6:19) Orkan: Michał Polakowski, Wiktor Dobrowolski (66’ Robert Zatorski), Artur Adamiak (50’ Przemysław Pustkowski – debiut w Orkanie), Szymon Gubar (55’ Piotr Sieklicki), Giga Nishnianidze, Jakub Seklecki (62’ Kamil Kościelewski), Kazimierz Matczak – debiut w Orkanie, Maciej Brażuk, Irakli Gvinjilia, Dawid Banaszek, Mariusz Michalak, Mariusz Śmielak (52’ Tomasz Szymański), Luka Khachirashvili, Konrad Pisarek, Łukasz Śmielak. Trener Grzegorz Kacała. Punkty: Dawid Banaszek 14 Przed spotkaniem było wiadomo że będzie to mecz walki, Lechia będzie chciała wziąć rewanż za jesienną porażkę. Dodatkowego smaczku nadawała obecność trenera naszych „tygrysów” Grzegorza Kacały, który 23 lata temu zaczynał w Lechii Gdańsk. Ładna pogoda zachęciła wielu kibiców (ponad 1000 osób) do przyjścia na stadion, którzy gorąco dopingowali swoich ulubieńców. Wszyscy obecni na stadionie usłyszeli premierowe nagranie piosenki „Orkan” w wykonaniu Mateusza Karasia. Już po pierwszym młynie, było wiadomo że nasi młynarze nie będą mieli lekko. Lechia miała zdecydowaną przewagę fizyczną, ponadto w ich zespole grali bardziej doświadczeni zawodnicy. W Orkanie zagrał ostatnio pozyskany 49 latek Kazimierz Matczak, który miał więcej „zdrowia” niż o połowę młodsi jego koledzy z drużyny. W 3 minucie, po molu autowym Lechia po przepchnięciu naszego młyna na pole punktowe, zdobywają przyłożenie, plus dwa punkty z poprawki. Akcja naszej drużyny w wykonaniu Macieja Brażuka, kontynuacja Kazimierza Matczaka, piłkę otrzymuje Dawid Banaszek który przekopuje piłkę ponad przeciwnikami. Piłka odbiła się na polu punktowym, pierwszy dobiega Dawid, jednak przyciska piłkę do ziemi tuż za linią pola punktowego. Lechia w natarciu, po raz kolejny próbuje wjechać w nasze pole punktowe, po 20 metrowym ataku, szczelna obrona naszych rugbistów powstrzymuje przeciwnika tuż przed linią pola punktowego. Sędzia dopatrzył się że nasi rugbiści „spalili” zarządził rzut karny dla Lechii, ci jednak wybrali młyn, ponownie starając się wepchnąć naszą formację na pole punktowe. Za celowe zawalanie młyna sędzia podyktował przeciwko Orkanowi „karną piątkę”, przegrywamy 6:19. Ponadto przez 10 minut musimy grać w osłabieniu, Kazimierz Matczak został ukarany żółtą kartką. Po wejściu na boisko Przemysława Pustkowskiego młyn Orkana był bardziej stabilny, nasi młynarze nabrali pewności siebie. Kilkakrotna próba przebicia się na pole punktowe przeciwnika, po kilku przegrupowaniach, piłka zostaje podana na zamkniętą, Dawid Banaszek nie daje się powstrzymać obrońcom Lechii, zdobywa przyłożenie. Widać że Orkan zaczyna coraz śmielej atakować, stabilny młyn pozwala na pewniejsze wyjścia piłki z młyna, coraz więcej piłek idzie w atak, jednak nasi napastnicy w dogodnych sytuacjach tracą lub gubią piłkę. Kilkakrotnie nasi młynarze „zmielili” młyn przeciwników, który nie miał łatwego życia jak podczas pierwszej połowy. Przełomem w wyniku spotkania mogła okazać się 69 minuta. Próba przełamania obrony przez naszego łącznika młyna, Irakli Gvinjilia zostaje powstrzymany, gra kontynuacyjna Macieja Brażuka który zostaje sprowadzony do parteru, przez Stanisława Więciorka. Kolejna próba sforsowania obrony przez środkowego ataku udaje się, Luka Khachirashvili w ponad 40 metrowym rajdzie, mija kilku przeciwników, jednak nieprzepisowo powstrzymywany przez skrzydłowego, odrzuca piłkę, której jednak nie zdołał opanować Dawid Banaszek. Sędzia trzymał korzyść dla naszych rugbistów, jednak po zgubieniu piłki przez Dawida, zarządził rzut karny dla Orkana. Tuż przed końcem meczu Dawid Banaszek zdobywa kolejne trzy punkty z karnego, ustalając wynik spotkania na 14:19. „Spidermeni” tak chyba powinno się nazywać rugbistów Orkana (nowe koszulki są czerwono-niebieskie z liniami podobnymi do pajęczej sieci). Nasza drużyna zagrała bardzo ambitnie, walczyli o każdą piłkę, przeciwnicy zagrali chyba na 100% swoich możliwości. W pierwszej połowie było widać zdecydowaną przewagę Lechii w stałych fragmentach gry, po przerwie Orkan był już stroną dominującą. Lechia w drugiej połowie meczu nie zdobyła punktów. Trzeba powiedzieć uczciwie, że nie mamy porządnej, mocnej drugiej linii młyna, szwankowała formacja autowa, wiele własnych wrzutów było tendencyjnych, dużo piłek zostało straconych. Na kilkanaście piłek rzucanych na Macieja Brażuka tylko kilka zostało wygranych. Formacja ataku też popełniła kilka błędów, trzy akcje powinny zakończyć się pewną zdobyczą punktową, żeby wygrywać spotkania z czołówką tabeli, trzeba wykorzystywać wszystkie nadarzające się okazje. Jestem jednak dobrej myśli, że z meczu na mecz nasza drużyna będzie grała coraz lepiej. W wielką sobotę nasi rugbiści dadzą z siebie wszystko, powalczą w Gdyni o zwycięstwo aby święta wielkanocne były dla nich radosne.
Komentarze