Służba zdrowia wzbudza ostatnio wiele kontrowersji. Problemy nie omijają także Sochaczewa, a tym razem rzecz dotyczy działu rehabilitacji szpitala powiatowego. Odwiedził nas czytelnik, który 1 lutego otrzymał skierowanie na rehabilitację i chciał z niej skorzystać w sochaczewskim szpitalu. „Mam problemy ze stawami i niedokrwieniem kończyn. Wykonałem ostatnio specjalistyczne badanie, po którym lekarz stwierdził, że oprócz leczenia tabletkami potrzebna jest rehabilitacja, bo krew nie dopływa tak jak trzeba. Kiedyś taką rehabilitację odbywałem w Caritasie i po niej przez 2-3 lata miałem spokój. Tym razem poszedłem do szpitala i co się okazało. Otrzymałem termin na 21 lipca, a więc za pół roku. Trudno mi się pogodzić z tym faktem, gdyż byłem tam ok. godz. 12.00 i nie spotkałem żywego ducha, żadnego pacjenta. Natomiast w pokoju siedziało kilka osób personelu bez żadnego zajęcia. Udałem się do sekretariatu dyrektora, żeby się dowiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Pani sekretarka powiedziała mi, że takie mają umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia”. Naszemu 70-letniemu czytelnikowi trudno zrozumieć, dlaczego od zdrowia pacjenta ważniejszy jest limit przyznany przez NFZ. Zastanawia go także, ilu pacjentów dziennie może skorzystać z rehabilitacji. „Dostałem 640 numerek na swoim skierowaniu, jeśli to podzielić przez pół roku, a więc 180 dni i odliczyć soboty i niedziele, to wychodzi po pięciu pacjentów dziennie. Po co w takim razie zatrudniać kilka osób personelu na cały etat. Może wystarczyłoby pół etatu. Kiedy korzystałem z rehabilitacji w Caritasie, tam jedna osoba zajmowała się wszystkim – kąpielami, gimnastyką, naświetlaniem i dawała sobie radę. Może należy podobnie zrobić w szpitalu” – proponuje nasz czytelnik. Dodaje przy tym, że łatwiej byłoby mu się pogodzić z tak długą kolejką, gdyby rzeczywiście na rehabilitacji panował tłok, tymczasem, jak twierdzi, urządzenia stoją niewykorzystane. A w przypadku jego schorzenia półroczne oczekiwanie nie wiadomo czym się skończy. Poprosiliśmy o wyjaśnienie tej sytuacji szefową szpitalnej rehabilitacji Mariannę Kalisiak, która twierdzi, że cały problem jest wynikiem zbyt niskiego kontraktu, jaki udało się wynegocjować z Narodowym Funduszem Zdrowia. Poszczególne zabiegi na rehabilitacji, tak jak i na innych szpitalnych oddziałach, wyceniane są w punktach, a za każdy punkt przysługuje pewna kwota, którą NFZ płaci szpitalowi. Ale tylko do zakontraktowanej ilości punktów. I tak na przykład kontrakt rehabilitacji w roku 2007 wynosił 173 tys. punktów, gdy tymczasem, jak twierdzi Marianna Kalisiak, według analiz z lat poprzednich powinien wynosić 350 tys. punktów, co zapewniałoby realizację potrzeb pacjentów oraz rentowność oddziału. Dlatego też w roku ubiegłym wykonano zabiegi za 250 tys. punktów, a więc przekroczono kontrakt o 75 tys. punktów, za które Fundusz szpitalowi nie zapłacił. W roku bieżącym kontrakt z NFZ jest nieco wyższy i wynosi 200 tys. punktów, ale to i tak o 150 tys. punktów za mało w stosunku do potrzeb. Ponadto podwyższono stawkę za punkt, co sprawia, że w praktyce więcej pacjentów niż rok wcześniej obsłużyć nie można. Z prostego dzielenia wynika, że miesięcznie rehabilitacja ma do wykorzystania niecałe 17 tys. punktów, w ramach których niemożliwością jest przyjąć wszystkich potrzebujących. Jeden pacjent bowiem, któremu lekarz przepisze 10 zabiegów np. z krioterapii wyczerpuje 100 p. a przecież najczęściej lekarz przepisuje pacjentowi cztery rozmaite zabiegi, więc przeciętnie jeden pacjent wykorzystuje przez 10 dni zabiegowych 200-300 punktów. Wynika z tego, że w miesiącu oddział może przyjąć zaledwie około 70 skierowanych, oczywiście każdego w 10-dniowym cyklu, a potrzebujących jest znacznie więcej. W roku ubiegłym system zapisów był inny. W związku ze skąpym kontraktem, aby nie zamknąć oddziału w połowie roku, zapisywano pacjentów na początku każdego kwartału na ten tylko okres i wówczas oczekiwanie na zabiegi trwało krócej. Okazało się jednak, że Narodowy Fundusz Zdrowia sprzeciwił się takiemu systemowi i obecnie zapisy odbywają się na bieżąco, stąd takie terminy. Biorąc zaś pod uwagę ciągłość pracy poradni, dla których świadczone są zabiegi, a więc poradni ortopedycznej, neurologicznej, chirurgicznej, reumatologicznej i innych, już w drugim półroczu 2008 r. rejestracja skierowań dotyczyć będzie prawdopodobnie roku 2009. I uwaga dla pacjentów: mimo że są tak odległe terminy, trzeba zgłosić się ze skierowaniem jak najszybciej, bowiem niezarejestrowane skierowanie na oddziale skutkuje tym, że po miesiącu traci ono ważność. To jest nowy pomysł NFZ. A dochodzą jeszcze przypadki nagłe, jak choćby chorzy po zdjęciu gipsu, którzy czekać na rehabilitację nie powinni. Dlatego część kontraktu stanowi planową rezerwę na takie właśnie okoliczności, co jeszcze bardziej zmniejsza ogólną pulę. Dziennie na zabiegi rehabilitacyjne stawia się na oddziale około 100 osób, zaś od początku roku 2008 zapisanych jest już blisko 800 pacjentów i obecnie są to terminy na sierpień. bus
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze