Reklama

Z pamiętnika Bitka – epilog

Tygodnik Echo Powiatu
21/08/2007 12:08

Czesława Maria Bugaj najmłodsza córka Wojciecha Pioruna, która wraz z nim spisywała jego wspomnienia, opowiada o powojennych losach rodziny Piorunów.

W latach, kiedy spisywaliśmy wspólnie te wspomnienia, nie mogliśmy ujawnić wielu szczegółów. Na początku nie zaznaczyliśmy, jak to się stało, że ojciec znalazł się na Wołyniu. Otóż ojciec przeszedł cały szlak bojowy razem z marszałkiem Józefem Piłsudskim. Był wśród tych 100 pierwszych ochotników, którzy zapoczątkowali wyzwalanie Ojczyzny po 123 latach niewoli. To oni, już jako zorganizowane jednostki wojskowe, pognali armię Budionnego aż do granic Polski. Ojciec był wtedy dowódcą I Plutonu I Szwadronu III Pułku ułanów pod dowództwem mjr Bystrama (książeczka wojskowa ojca z tego okresu oddana została do Muzeum Ziemi Sochaczewskiej).
Z obozu w lipcu 1945 r. ojciec wrócił z otwartą gruźlicą i z brzuszną przepukliną - była to pozostałość po biciu. Długo się leczył. Przebywał 9 miesięcy w Kruku - sanatorium przeciwgruźliczym. Gruźlicę zaleczono, a z przepukliny po kilku latach powstał rak, który podstępnie zaatakował cały organizm. Ojciec zmarł mając 83 lata w 1983 roku. Umierał w bólach, przed samą śmiercią powiedział do mnie: Myślałem, że po tym co przeżyłem, śmierć będę mieć lekką - ale i tego mi nie dano - widocznie taka jest wola Boża. Zmarł spokojnie i z godnością.

Pamiętniki ojca chętnie chciano wydać, ale pod szyldem AL i po wprowadzeniu wielu zmian. Ja jako spisująca z notatek ojca i przy jego pomocy, miałam wyłączność na ich wydanie. Jednak nie zgodziłam się na takie warunki. Pamiętnik przeleżał parę lat w zapomnieniu. Po jakimś czasie nadarzyła się okazja i wysłałam go do Zarządu Głównego ZBWiD na ogólnopolski konkurs „Wspomnienia z okresu okupacji”. Zdobył jakieś wyróżnienie. W ramach nagrody przesłano go do sochaczewskiego ZBWiD, celem publikacji. Związek bez porozumienia ze mną i rodziną - odesłał go, twierdząc, że nie ma na to pieniędzy. Po drodze oryginał zaginął, a szkoda, bo były tam załączone różne zaświadczenia od dowódców AK, listy z Oświęcimia i Mauthausen, zdjęcia. Pozostała u mnie ostatnia kopia maszynopisu i z niej była publikacja w „Echu“.

Dom nasz po wojnie nazwano „domem czarnej reakcji” i z tego powodu był często nachodzony przez UB. 18 listopada 1945 roku została aresztowana siostra Halina. Przyszli po najstarszą Dankę, nie zastali jej jednak - była już wówczas w Gdańsku, gdzie po Powstaniu Warszawskim przeniesiono jej Szkołę Pielęgniarską. Nie zastali najstarszej - aresztowali młodszą, która nie miała o niczym zielonego pojęcia. W katowni sochaczewskiego UB była bardzo bita i zmuszana do przyznania się, wydania innych członków nielegalnej już wtedy AK, oraz do współpracy z UB. Tego dnia aresztowano również ok. 20 sochaczewskiej młodzieży ze średnim wykształceniem. Po paru dniach wszystkich zwolniono, a siostrę po 3 tygodniach, chorą, posiniaczoną, z odbitym kolanem. Wyszła 9 grudnia, a już w styczniu 1946 roku wyjechała do Jeleniej Góry i tam się ukrywała, aż do października tego roku. Po powrocie do Sochaczewa poszła na zabawę taneczną, organizowaną przez rodziców. Tam dopadł ją jeden z katów - ubek Łażewski i chciał ją uprowadzić. W jej obronie stanął porucznik Wojska Polskiego i pozostali uczestnicy zabawy. Po tym incydencie ojciec pojechał do Warszawy do gen. Gacia „Kuby” i o wszystkim opowiedział. Generał obiecał pomóc. Łażewskiego służbowo przeniesiono na Ziemie Odzyskane i tam ślad po nim zaginął. Halina miała od tej pory spokój, jednak jej rany nie zabliźniły się do końca życia.
2 dni po aresztowaniu Haliny UB dotarło również do Danki w Gdańsku. Ona wcześniej powiadomiona, z pomocą dyrektorki szkoły, która dała jej pieniądze, zdążyła opuścić Trójmiasto. Przez jakiś czas ukrywała się u rodziny w Łodzi. Powróciła, gdy sprawa ucichła, aby ukończyć Szkołę Pielęgniarską. Tamte najścia były akcją, która miała na celu wyeliminowanie niewygodnej młodzieży, a przede wszystkim członków AK. Do Danki, jeszcze gdy była w Sochaczewie, przyjechał z Warszawy młody człowiek z gotową listą. Twierdził, że przysłało go dowództwo AK w celu założenia nowej organizacji zwalczającą władze Polski Ludowej. Danka odpowiedziała, że AK rozwiązało się 17 stycznia 1945 roku i do żadnej innej organizacji nie będzie należeć. Odjechał niezadowolony, a ta lista znalazła się w UB.

Janka i ja - dwie z ostatnich sióstr, zrobiłyśmy małe matury wg przedwojennego systemu, ale powiedziano nam w szkole, że o dużych nie mamy co marzyć. Janka wyjechała do Łodzi i tam otrzymała świadectwo dojrzałości. Po maturze zdawała egzamin na Politechnikę Gdańską. Zdała na samych piątkach, jednak nie została przyjęta za przynależność do AK. Było to w roku 1948/49. Przyjęto wtedy kandydatów z ocenami niedostatecznymi, ale za to wywodzącymi się z rodzin robotniczych, chłopskich, partyjnych. Janka dzięki szybkiej interwencji męża Danki - profesora Politechniki Gdańskiej, została przeniesiona na inny wydział i studia ukończyła.
Razem z Janką byłyśmy jednymi z najmłodszych członkiń AK. Po wojnie wyjechałam do Warszawy, gdzie w 1952 zdałam maturę celująco, otrzymując „Dyplom Przodownika Nauki” upoważniający do wstępu na wyższe uczelnie bez egzaminu. Jednak ze względu na trudną sytuację materialną rodziców i stan zdrowia musiałam zakończyć edukację i iść do pracy - jeszcze w czasie wojny zostałam ciężko ranna w głowę. Doznałam trwałego uszkodzenia słuchu. Ponadto przechodząc kilkakrotnie z mamą wpław Bzurę, przenosząc broń i dokumenty do sztabu na Dachowej, solidnie się zaziębiłam i ciężko potem chorowałam. W wieku 47 lat przeszłam na rentę inwalidzką.
Również bracia Władysław i najmłodszy Ireneusz mieli problemy z władzą ludową. Między innymi, aby uniknąć kłopotów, zdecydowali się przyjąć panieńskie nazwisko matki. Ireneusz chciał początkowo wstąpić do lotnictwa, jednak dano mu do zrozumienia, że nie jest to możliwe. Wreszcie osiadł z rodzicami na wsi, na którą uciekli po wielu szykanach, nocnych najściach i kradzieżach, jakich dokonywało UB. Tam przez pierwsze lata wegetowali, jednak nie ulegli władzy ludowej. Po kilku latach, dzięki tytanicznej pracy, stanęli na nogi. Tak wyglądał los naszej i wielu innych rodzin, nie związanych klasowo z Polską Ludową.


opracował Maja

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama