po pogrzebie
nade mną wciąż
jego parasol
wigilijna noc
dziewczynka wciąż otula
kaleką lalkę
chemioterapia -
buduję
ostatni domek z kart
z jesiennym deszczem
pierwsze takty etiudy...
uśmiech maestro
mglisty poranek
sznur pereł
z płatka na płatek
pierwszy szron
palec mojego syna
na szorstkim policzku
zwierciadło wody
powiew wiatru
rzeżbi moje rysy
pajęcza sieć
w klasztornym oknie -
nie jestem sam
zapach tuberozy -
po omacku idę
do jej sypialni
po chemioterapii
tylko kolor jej oczu
wciąż taki sam
O sobie: Lubię góry, burze i zapach konwalii.

